Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Świadectwa z 35. oraz niepublikowane wcześniej świadectwa z TWU

Świadectwa z 35. TWU >>

Niepublikowane świadectwa z wcześniejszych Tyskich Wieczorów Uwielbienia

XXXIV Tyski Wieczór Uwielbienia był moim drugim Wieczorem. Przyjechałem razem z żoną i teściową. Przyjazd ten był kierowany głównie z myślą o modlitwie za teściową, gdyż od pewnego czasu miała problemy z kręgosłupem. Podczas modlitwy o uzdrowienie usłyszeliśmy, że Pan Jezus pochyla się i dotyka Marka, który ma problemy z kolanami i łokciem. W pierwszym momencie nie wierzyłem, że to może chodzić o mnie. Żonie odpowiedziałem: „Przecież tu może być wielu Marków i mogą mieć większe problemy ode mnie. To nie chodzi o mnie”. Dopiero po paru dniach w domu zorientowałem się, że moje kolana stają się raz gorące, raz przyjemnie ciepłe, a łokieć wcale mnie nie boli. Na dodatek na początku czerwca obiecałem koledze, że pomogę mu w remoncie. Położę mu kafelki w łazience i na holu. Wszyscy domownicy byli przeciwni tej pomocy, gdyż wiedzieli o moich problemach z kolanami. Kiedy na początku lipca zabrałem się do pracy u kolegi nikomu nic nie powiedziałem. Dopiero po 2 dniach poinformowałem żonę, że z tymi kolanami i łokciem w Tychach chodziło jednak o mnie. Od tego czasu bólu już w ogóle nie odczuwam, ani w kolanach, ani w łokciu. Zostałem uzdrowiony Chwała Panu!

Marek, 45 lat

 

W kwietniu 2016 roku zdiagnozowano u mnie boreliozę, która zaatakowała tkankę chrzęstną lewego biodra. Brakowało mazi stawowej, przez co biodro nadawało się do operacji. Zaczął się szturm do Nieba: wspólnota Oazy Dorosłych, parafialna, zaprzyjaźnione siostry i księża modlili się o uzdrowienie. W październiku na XXXII Wieczorze Uwielbienia potęga modlitwy różnych środowisk spowodowała, że padło słowo poznania, że Jezus uzdrawia z boreliozy 3 osoby – byłem jedną z nich. Ogromna ufność, radość i moc Boża ogarnęły moją osobę, kiedy po badaniach okazało się, że jestem wolny od boreliozy. Chwała Panu.

Henryk, 61 lat 

 

Jak wielki i dobry jest nasz Pan przekonałam się już na moim pierwszym, czyli XXI TWU. Przyjechałam na niego z moją rodziną prosić Boga o uzdrowienie mojego dziecka oraz ojca. Tego wieczoru gdy kapłan przechodził wśród tłumu z Panem Jezusem, położył na mojej głowie rękę. Nagle poczułam ciepło i jak spływa na mnie wielki pokój. Było to najwspanialsze uczucie w moim życiu. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czułam. Od tego Wieczoru zmieniło się moje życie. Jestem pewna, a nie tylko wierzę i mam nadzieję, że Bóg wie o moim istnieniu, kocha mnie i troszczy się o mnie. Uwielbiam Go każdego dnia. Dzięki Tyskim Wieczorom Uwielbienia, w których regularnie uczestniczę, mogę zobaczyć, jak mój Bóg jest potężny, dobry i łaskawy. Bądź uwielbiony Panie, na zawsze. Chwała Panu!

Karolina, 33 lat

 

Będąc po raz pierwszy na XXXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia, przyjechałem raczej z ciekawości. Wchodząc do kościoła utykałem z powodu spuchniętego kolana i bólu, który mu towarzyszył. Po dwóch godzinach stan mojego kolana pogorszył się na tyle, że nie mogłem już swobodnie uklęknąć. Prosiłem Jezusa o uzdrowienie z bólu, który mi nieustannie towarzyszył. Podczas modlitwy o uzdrowienie usłyszałem, że Jezus uzdrawia w tym momencie kolana i wymienionych zostało kilka imion, w tym moje. Poczułem się jakby mnie „Ktoś” dotknął, przeszły mnie ciarki i po chwili czułem jak stopniowo zmniejsza się opuchlizna mojego kolana. Z kościoła wychodziłem normalnie, nie utykając. Do dzisiaj ból już nie powrócił. Czułem też ogromną wewnętrzną radość. Dziękuję Ci, Jezu. Chwała Panu.

Michał, 46 lat

 

Pierwszy raz trafiłem na Tyski Wieczór Uwielbienia w czerwcu 2016 roku. Nie prosiłem o żadne uzdrowienie, bo wydawało mi się, że nie jest mi potrzebne. Modliłem się tylko o to, żebym umiał się modlić, bo nie potrafiłem się wtedy skupić. Dopiero teraz, gdy zacząłem pisać to świadectwo, po prawie półtora roku, zauważyłem, że Bóg ciągle spełnia tę prośbę. Widzę, jak dynamicznie zmienia moją modlitwę i życie. Wtedy, półtora roku temu, byłem kilka miesięcy po wyleczeniu boreliozy. Ta choroba zniszczyła moje kolana. Stawy miałem już sprawne, ale po każdym wysiłku czułem w nich zmęczenie. Ciężko mi było też stać podczas godzinnych mszy w kościele. W tym dniu Tyskiego Wieczoru Uwielbienia od rana miałem bardzo zmęczone kolana i wyjątkowo strzelały mi przy każdym ruchu. W pewnym momencie prowadzący modlitwę powiedział, że Bóg uzdrawia stawy, a ja poczułem ciepło i mrowienie w kolanach, po czym zmęczenie kolan odeszło i mogłem stać do końca Wieczoru. W tym cudzie Bóg przekonał mnie do słów, które utkwiły mi w głowie, a które prowadzący wypowiedział kilka minut wcześniej, że Bóg chce nam dawać więcej niż Go prosimy. A prosiłem Go tylko o to, żebym potrafił się modlić. Od tego czasu nie odczuwam już zmęczenia kolan po żadnym sporcie. Zauważyłem też niedawno, jak wspaniałą formą modlitwy jest Msza święta. Dotąd nie zwracałem uwagi na wiele słów, jakie wypowiada kapłan, albo też nie wierzyłem w możliwość ich spełnienia. Moja prośba sprzed półtora roku o łaskę lepszej modlitwy ciągle się spełnia i to bardzo dynamicznie. Wiem, że moja modlitwa nadal jest kiepska, ale wierzę, że w jeszcze większym tempie Bóg będzie ją poprawiał. To samo dotyczy mojego grzesznego życia. Jakby mi było mało, to w tym momencie, kiedy kończę pisać to świadectwo, a przynajmniej wydaje mi się, że kończę, Bóg uświadomił mnie o wielkim błogosławieństwie płynącym z samego pisania świadectwa, bo umocnił moją wiarę. Chciałem napisać krótkie świadectwo o tym, jak Bóg uzdrowił moje kolana, ale przy okazji zauważyłem, że Bóg spełnił inne moje prośby z tamtego Wieczoru Uwielbienia. Kiedyś myślałem, że cuda i uzdrowienia są zarezerwowane tylko dla niektórych, dla świętych, a na pewno, że nie są dla kogoś tak grzesznego jak ja. Myślałem też, że do tego potrzebne są specjalne okoliczności. Teraz już jestem przekonany, że uzdrowienia nawet z najcięższych chorób, łącznie z odwróceniem ich skutków, są dla Boga możliwe zawsze i wszędzie. On cały czas działa! Chwała Panu!

Kuba, 33 lat

 

Na czerwcowy TWU przyszłam pełna lęku. Byłam zła na ten lęk, że jest, bo wiedziałam, że będzie mi przeszkadzał w modlitwie. Towarzyszył mi od wielu lat i pojawiał się z różną intensywnością: od lekkiego niepokoju do wręcz paraliżującego strachu. Wiązał się bezpośrednio z kwestiami finansowymi. Narastał bardzo gwałtownie, gdy nie było z czego spłacić długów i uregulować rachunków. Ciągłe myśli o pieniądzach, szukanie okazji do przyoszczędzenia i dorobienia wykańczały mnie. Z taką bezradnością trafiłam na TWU. Tak, jak podejrzewałam, źle mi się modliło, dużo czasu minęło, zanim zdołałam się oddać uwielbieniu. Ale kiedy ksiądz z monstrancją stanął naprzeciwko mnie wszystko przestało się liczyć. Poczułam coś czego nie czułam od dawna: pokój, ciepło, zrozumienie, poczułam, że Bóg wie o moich problemach i on się nimi zajmie. Nie myślałam nawet, że jest możliwe uwolnienie od tego lęku, ale on zniknął w tamtej chwili i już nie wrócił, pomimo wielu trudnych sytuacji. Stałam się innym człowiekiem. Z nadzieją patrzącym w przyszłość, jakby ktoś zdjął mi kajdany. Dopiero teraz widzę, jak stres jest wykańczający, niekonstruktywny, hamujący. Czuję, że z Bożą pomocą dam radę przejść przez ten trudny czas i otrzymuję masę dowodów na to, że On się troszczy. Chwała Panu!

Aleksandra

 

Nie jest ważne na którym Wieczorze byłem, ważne jest to, że zostałem spektakularnie uzdrowiony. Było to bardzo wielkim zaskoczeniem i wielką radością dla mnie. Było to uzdrowienie mojego kręgosłupa. Sam dialog, tak to ujmę, między mną a Jezusem poprzez prowadzącego był dla mnie zaskakujący. Ja się obawiałem, a Bóg odpowiadał ,,wy, którzy się boicie, nie lękajcie się”. Nie wierzyłem tym słowom, Bóg odpowiedział: ,,uwierzcie, ja tak leczę od dwóch tysięcy lat”. Postanowiłem więc uznać Jezusa za swojego Pana i Króla. Nie było to takie łatwe – pycha i egoizm utrudniały mi podjęcie tej decyzji. To, co potem zaczęło się dziać z moim życiem, tak na pstryknięcie, na drugi dzień zakrawa na jakąś niesamowitą przygodę. Trwam tak w tym stanie, z mojej strony notuje ucieczki, ale Bóg jest jak kotwica i nie puszcza mnie. Tak więc moje życie stało się piękną przygodą i budzę się z ciekawością, czym mnie kolejny dzień zaskoczy. 

Andrzej, 56 lat

 

 

Świadectwa z 35. TWU

Chcę złożyć świadectwo z 35. Tyskiego Wieczoru Uwielbienia. Był to mój kolejny Wieczór Uwielbienia. Doświadczałam Obecności Jezusa na wcześniejszych Wieczorach, ale gdy miałam pragnienie złożenia świadectwa, zawsze coś z tyłu głowy mówiło mi, że sobie to wymyśliłam, że to czego doświadczyłam nie było od Boga. Ale na ostatnim TWU jestem pewna, że Pan realnie i prawdziwie dał mi się doświadczyć. Podczas modlitwy, prowadzący mówił o osobach, które pochodzą z domów, w których była przemoc, alkohol, strach i lęk. Prosił, by modlić się za te osoby, by Pan dotykał ich serc i je uzdrawiał. W momencie poczułam, jak Boża Miłość dotyka mojego serca, jak ciepło rozchodzi się po całym ciele. Poczułam, że Pan mnie przygarnia i przytula, że chce mnie bez względu na to, jakie moje życie było i jakie grzechy popełniłam. Za Jego Miłość, za to jak Pan dotyka, działa i uzdrawia: Chwała Panu!

Karolina, 24 lata

 

Na Tyskich Wieczorach Uwielbienia byłem już kilka razy. Przyjeżdżałem po to, żeby Pan Jezus mnie uzdrowił, ale nie doświadczałem znaczącego uzdrowienia. Wczoraj przyjechałem na 35. Tyski Wieczór Uwielbienia, ale po raz pierwszy nie po to, żeby Jezus mnie uzdrowił, tylko po to, żeby się z Nim spotkać i Go uwielbić. Podczas całego spotkania dużo prosiłem Jezusa, żeby się wypełniła Jego wola, nawet, jeśli ma być mi źle. Mówiłem Jezusowi w myślach: „Jezu, jestem cały Twój. Zrób ze mną, co chcesz. Oddaję Ci siebie całkowicie”. Na początku nie umiałem się skupić, ale później było dobrze. Cieszyłem się, że jestem na Mszy Świętej i nie czekałem, aż się skończy, a zacznie się adoracja i uwielbienie. Modliłem się o uzdrowienie nie tylko dla mnie, ale też dla rodziny i znajomych.

Jezus zaskoczył mnie Swoją hojnością. Czuję, że uzdrowił mnie z kilku rzeczy. Mniej więcej na początku adoracji i uwielbienia było słowo poznania, że Jezus uzdrawia choroby i dolegliwości psychiczne. Od wielu lat miałem nerwicę lękową, cierpiałem z powodu przygnębienia i bezsenności. Czułem, że Jezus mnie dotyka i uzdrawia. Z bezsenności zostałem uzdrowiony częściowo już pod koniec sierpnia 2015 roku. Jednak mniej więcej raz na tydzień zdarzało się, że nie mogłem usnąć drugą noc pod rząd i musiałem brać leki na sen. Po Wieczorze wróciłem do domu i poszedłem spać dopiero około północy. Byłem pod wrażeniem tej pięknej modlitwy. W takiej sytuacji prawie na pewno nie usnąłbym długo bez leków. Ale około 1:00 usnąłem.

W czasie modlitwy było też słowo poznania, że Jezus uzdrawia osoby, które noszą w sobie hańbę i mają niską samoocenę z powodu nieakceptacji przez rodziców, a także z innych powodów. Niedługo potem pierwszy raz w życiu usłyszałem słowo poznania z moim imieniem, powiedziane przez prowadzących uwielbienie. Brzmiało ono mniej więcej tak: „Pan Jezus uzdrawia Piotra, który w dzieciństwie był nękany i poniżany przez rówieśników. Ma przez to niską samoocenę”. Siedziałem wówczas. Czułem, że to słowo jest dla mnie, ale prawie nic się nie działo. Wstałem, wyciągnąłem ręce przed siebie i zaraz potem miałem obraz i czułem, że w moim ciele jest coś jakby ciemność, smutek. Poczułem, jak od głowy do reszty ciała wpływa jasność najpierw do tułowia, potem do rąk i nóg, i wypełnia mnie całkowicie. Poczułem się wartościowym człowiekiem i nie czuję się gorszy przez to, że mi koledzy w szkole dokuczali i odrzucali mnie. To uzdrowienie utrzymuje się do teraz. Mam lepszy nastrój i doceniam siebie. Nie myślę o swoich wadach, tylko o zaletach. Myślę o tym, żeby bardziej zadbać o siebie, bo jestem tego warty. Chwała Panu!

Piotrek, 31 lat

 

O Tyskich Wieczorach Uwielbienia dowiedziałem się od szwagierki. Była na XXXIV TWU, nastąpiła zmiana w jej życiu. Znalazła pracę, uporządkowała swoje życie, a poziom wyników dotyczących tarczycy po roku czasu unormował się w końcu. Poleciła mi żebym też wybrał się na TWU. Czekałem na 35. Wieczór Uwielbienia z ciekawością, jak również z pewnymi obawami. Szwagierka powiedziała mi, że po tym Wieczorze wyjdę jako inny człowiek. W swoim życiu od paru lat borykam się z problemami, które to w ostatnim czasie, dokładnie 2 dni przed Wieczorem, zwiększyły się. Nastąpił w końcu 35. TWU. Po mszy zaczęło się czuwanie. I wtedy nastąpił u mnie problem. Po około godzinie czasu nic nie czułem. Szukałem znaku, który wskazywałby, że pochodzi od Pana Boga. Wpatrywałem się w obrazy w kościele, tak jakby chcąc utwierdzić się w przekonaniu, że zobaczę jakiś znak. Niestety nic nie widziałem. Mimo ze mój umysł walczył z tym na siłę, bo po prostu chciałem doznać jakiegoś znaku. Ksiądz zaczął chodzić po kościele z Najświętszym Sakramentem. Był w alejce naprzeciwko mnie. A ja dalej nic nie czułem wpatrując się na siłę w Najświętszy Sakrament. Ściągnąłem bluzę, którą miałem narzuconą na górę. I wtedy, gdy zdjąłem bluzę po jakimś czasie zaczęło mi się robić ciepło. Na czole zaczęły pojawiać się krople potu. Kiedy ksiądz zbliżał się z Najświętszym Sakramentem na początku alejki w której stałem, zaczęło ze mną dziać się coś dziwnego. Nie nadążałem z wycieraniem potu z czoła, ogarnęło mnie ciepło. Z każdym krokiem księdza coraz bardziej i coraz bardziej. Oprócz ciepła dalej nic nie czułem. Ksiądz był osobę przede mną, trzymał Pana Boga na wysokości moich oczu około metra przede mną, a ja miałem tylko mokre czoło i było mi ciepło, ale po prostu dalej sobie tłumaczyłem że to z emocji. Idąc alejką ksiądz, według mojego rozumowania, stojąc przed osobą przede mną powinien iść trochę dalej i następnie stanąć za mną. I wtedy nastąpiło cos niesamowitego! Ksiądz z Najświętszym Sakramentem stanął obok mnie. Hostia była na wysokości moich oczu, około 20-30 cm koło mojego prawego policzka i wtedy Ksiądz zaczął nas błogosławić. Jego szata zaczęła delikatnie poruszać się po mojej ręce. Było to bardzo przyjemne uczucie i wtedy zdałem sobie sprawę, że Pan Bóg nie chciał mi dać znaków, na które to wcześniej oczekiwałem tylko podszedł do mnie i mnie pogłaskał. Uświadomiłem sobie jak słaba i krucha była moja wiara. Modliłem się codziennie, ale to nie było to. Modliłem się z przyzwyczajenia, żeby to odbębnić. To czego doświadczyłem było czymś niesamowitym i nie do opisania. Myślałem, że to tylko tyle albo aż tyle. Dostałem w końcu znak w postaci dotyku. Ale to jeszcze nie koniec. Podczas modlitwy prowadzący mówił o uleczaniu chorych miejsc. Ostatnimi czasy bardzo bolał mnie kręgosłup, plecy oraz noga, a dokładnie górna część stopy. Rano, kiedy wstawałem zdarzało się, że kulałem i musiałem rozruszać nogę. Już na mszy z niedowierzaniem kręciłem stopą gdyż nie bolała. Pisząc to świadectwo jest poniedziałek, czyli dwa dni od Wieczoru Uwielbienia, a ani kręgosłup, ani stopa mnie nie bolały. A wcześniej ból występował prawie codziennie. Pod koniec modlitwy ludzie zaczęli wstawać, unosić ręce, klaskać chwaląc Boga. Ja wówczas klęczałem z rękoma złożonymi. Ogarnęło mnie ciepło od wewnątrz, którego nie da się opisać. Nie pozwoliło mi ono dłużej klęczeć tylko musiałem wstać tak jakby mnie coś uniosło. Było to coś niesamowitego i wspaniałego. Dostałem znak, że Pan Bóg jest między nami, że istnieje. Pragnę aby moja wiara była teraz mocna. A gdy będzie wiara myślę, że i moje życie i problemy się ustabilizują. Chwała Panu!

Roman, 40 lat

 

Na 35. Tyski Wieczór Uwielbienia poszłam w intencjach za bliskie mi osoby. Gdy usłyszałam, swoje imię wypowiadane przez mikrofon ciepło spłynęło po moim ciele: „Wśród nas jest Iwona”. Jednak szybko pomyślałam, że to nie może być do mnie, przecież nie przyszłam w żadnej intencji za mnie, tylko proszę Boga za innych. Usłyszałam dalej: „Córko moja, mówię do Ciebie. Czekam na Ciebie w sakramencie pokuty. Przyjdź do Mnie. Wszystkie obawy i lęki, które czujesz względem sakramentu pojednania nie pochodzą ode Mnie”. Każde słowo wyraźnie wpadało do moich uszu. Poczułam tak wielką miłość do Boga. Te słowa były do mnie. Od dłuższego czasu chciałam iść do spowiedzi, ale zbyt wiele ludzkich czynników mnie od tego powstrzymywało. Długo walczyłam z samą sobą, walczyłam też z Bogiem, który dawał mi wyraźne znaki poprzez Ducha Świętego, że już czas na pojednanie z Nim. Dziś kiedy to piszę, jestem w łasce uświęcającej i jeszcze bardziej kocham Naszego Ojca. Chwała Panu!

Iwona, 30 lat

 

Na Tyski Wieczór Uwielbienia nie chciałem jechać. Przyjechałem, tylko dlatego, że dziewczyna się na to uparła. Wiedziałem, że Bóg istnieje i działa cuda. Ale po śmierci ojca zaczęły mną targać wątpliwości. Moja relacja z Bogiem zaczęła umierać, a za tym rozpadła się moja religijność. Moje życie krążyło nieustannie wokół studiów i pracy. pod nieustającym stresem i presją bliskich. Efektem tego od jakiegoś czasu zaczynałem mieć problemy z swoją psychiką i nerwami. Przechodząc do sedna mojego świadectwa. Dziękuję Bogu za to, że mogłem być owej nocy w tym kościele. Pozwoliło to mi otworzyć się na działanie Jezusa, wpuścić Go do serca, gdzie stało się Jego „veni, vidi, vici”. Od tego Wieczoru nadal mam życie pełne stresu i problemów, ale teraz wiem że Jezus jest wodą życia, w której mogę znaleźć siłę. Chwała Panu! 

Adam, 25 lat

 

35. Tyski Wieczór Uwielbienia był moim kolejnym, już chyba piątym Wieczorem, w którym z łaski Bożej mogłem uczestniczyć. Po raz pierwszy jednak poczuwam się w obowiązku do złożenia świadectwa, co Bóg uczynił dla mnie na tym spotkaniu. W trakcie, kiedy kapłan wraz z Panem Jezusem chodził i błogosławił obecnych znajdujących się w Kościele, padły słowa poznania: „są tu osoby, które w swoim życiu zostały pokrzywdzone przez brak odpowiedniej miłości ojca lub matki”. Dalej usłyszałem słowa: „teraz właśnie Jezus przychodzi do trzech osób, otwiera przed nimi swe serce by mogli z niego zaczerpnąć”. Nie pamiętam imion pierwszej i drugiej osoby, trzecią osobą był Tomasz. Nagle poczułem wielki smutek, siedząc złapałem się za głowę, po czym ogarnął mnie stan przenikającego pokoju i ciepła. Wiedziałem, że w tej chwili przyszedł do mnie Jezus by przytulić mnie do swego serca. Wydawało mi się, że trwa to bardzo długo. Z oddali dobiegał śpiew uwielbienia i modlitwy wiernych, czułem się przy tym tak dobrze, że pragnąłem, by chwila ta trwała wiecznie. Miałem również świadomość w tej doniosłej chwili, że jestem niczym jak ziarenko piasku, gdzieś na pustyni wobec przenikającej miłości Bożej. Po tym wszystkim wiem, że zostałem uleczony z ran. Chwała Panu.

Tomasz, 44 lata

 

Na Tyski Wieczór Uwielbienia pojechałam pierwszy raz, po to by dziękować. Po nic więcej. Podczas uwielbienia nagle jakby zawiesiłam się. A cała prawa strona twarzy zdrętwiała. Obraz w oczach rozmazał się, czułam jakbym mdlała. Nie wiedziałam co się dzieje. Ale ufałam Panu bezgranicznie i powtarzałam w myślach: „czyń ze mną co chcesz, Jezu słodki”. W dzieciństwie byłam molestowana seksualnie przez ojca. Były to dwa incydenty, ale przyjemność, którą poczułam, podczas gdy tata mnie dotykał sprawiła, że całe życie czułam się zhańbiona. Wpłynęło to na moje relacje z innymi ludźmi, na moje poczucie własnej wartości. Zawsze czułam się gorsza od innych, nie zasługująca na miłość. To było patologiczne poczucie „bycia gorszą”, zupełnie irracjonalne. Jak zrozumiałam podczas tego Wieczoru, był to powód moich zeszłorocznych kłopotów z czystością i wiernością. Myślałam, że to już nieważne, że to było 30 lat temu, a jednak Jezus odkrył to dla mnie. Odkrył i zabrał. Podczas modlitwy zostało powiedziane: „osoby które doświadczyły przemocy seksualnej” a ja rozpłakałam się spazmatycznie. Po czym po kilku minutach nagle poczułam spokój. Łzy skończyły płynąć, a ja radosna wstałam i jak dziecko śpiewałam Panu! Czy zostałam uzdrowiona? To, że tu opisuję tak dla mnie wstydliwe i osobiste sprawy, o których nie wie nawet mój mąż, to dowód na to, że tak! To że potrafię o tym mówić swobodnie to cud, bo wiem, że to nie była moja wina, że w oczach Boga jestem czysta. To dla mnie bardzo ważne. Czuję lekkość, swobodę. Nie czuję się już „brudna”. Ponadto, kiedy kapłan z Jezusem ukrytym w Hostii stał obok mnie, położyłam na podbrzuszu moją dłoń. Od kilkunastu lat cierpię na schorzenia jelita grubego, bardzo uciążliwe, w zasadzie niewyleczalne. Nie wiem jeszcze na pewno, ale pierwszy raz od lat czuję w podbrzuszu puch. Dosłownie puch, lekkość, a nie kamień. Chodzi to, że nawet jeśli mam tylko wrażenie, że te fizyczne dolegliwości brzucha minęły, to nic. Duchowe rany, które miałam w sercu, a raczej grube blizny, które rzutowały na moje funkcjonowanie w życiu- zniknęły. To radość nieopisana! Bo tylko Bóg wie jak były dla mnie trudne, ciężkie i jakim brzemieniem były. Dziękuję Panu że patrzy na mnie, że kocha mnie. Chwała Panu!

Joanna, 37 lat

 

Po Mszy, w trakcie bardzo czekałam i chciałam, żeby Najświętszy Sakrament zatrzymał się przy mnie. Bardzo szybko też tak się stało, co dało mi poczucie, że Bóg wie, że mam takie pragnienia i potrzeby. Bardzo dotykały mnie słowa o przebaczaniu, nasuwało mi się w myślach wiele momentów, w których czułam się zraniona albo skrzywdzona, szczególnie w relacji z moim tatą. Mimo, że oględnie już kiedyś to w sobie przerabiałam i myślałam, że jest to pozamykane, bo zdecydowanie inaczej już do wszystkiego zaczęłam podchodzić. Starałam się przy tych nasuwających się obrazach oddać wszystko Jezusowi, błogosławiłam mojemu tacie w myślach i tak samo przytulałam go, chcąc mu i innym wszystko wybaczyć. Cały czas miałam w sobie poczucie spokoju i radości. Z czasem jak mijał Wieczór doszło do tego, że miałam w głowie myśli, że jeszcze chyba zostały do dotknięcia moje obolałe plecy, kolana i obojczyk, bo reszta spraw była już poruszona. Chwilę później w tej kolejności były wymienione problemy osób z bólami kręgosłupa i kolan, jedynie obojczyk nie był wymieniony, ale za to ramię. Rozbawiona uznałam, że okolica jest zachowana, więc przyjmę takie uzdrowienie, może nazewnictwo anatomiczne nie musi być tutaj konieczne. Kontynuowałam modlitwę i przypomniałam sobie jeszcze o guzku w piersi. Jeden z prowadzących modlitwę zaczął o tym mówić. Moje imię nie było wymienione, ale problem i czas w którym został poruszony zdecydowanie do mnie przemawiał. Starałam się tak jak prowadzący mówił otwierać się, prosić i przyjmować uzdrowienie.  Ale największy „przypadek” miał miejsce pod sam koniec. Słowa Uwielbienia nawiązywały do zamknięcia się w spojrzeniu miłości Jezusa, ogólnie w tym czasie śpiewałam i omiatałam wzrokiem kościół, popatrzyłam też między innymi w kierunku zespołu. Miałam wrażenie, że jedna ze śpiewających dziewczyn też na mnie popatrzyła. Spojrzałam kolejny raz i tak samo mi się wydawało, później jeszcze raz i zdawało mi się, że się uśmiecha, ale równocześnie miałam też w głowie myśli, że nie jestem sama w tym kościele i jednak dzieli nas spora odległość, więc nie ma co przesadzać, że to od razu do mnie. Po kolejnym monologu uznałam, co Ci szkodzi nawet, jak nie do Ciebie to możesz się uśmiechnąć i się wszystko okaże, więc tak zrobiłam.

Ten Wieczór przeżywałam wyjątkowo spokojnie i momentami z radosnym wzruszeniem i mimo powagi i skupienia, to też z dobrym humorem, ale po tej wzrokowej interakcji odezwało się we mnie mocne łkanie i płacz. Po czasie doszło do mnie, że często miałam wrażenie jak patrzyłam na oczy mojego taty, szczególnie, gdy coś mu się nie podobało i wyglądały jakby były wzrokiem nienawiści, pogardy i w ostatnim czasie też obrzydzenia do mnie. Zawsze zwracam uwagę na jego oczy, a jego sposób patrzenia mocno odbierałam też do siebie. Przypomniałam sobie, że tego dnia, rano pomodliłam, żeby to Maryja mówiła przez moje usta, słuchała moimi uszami, dotykała moimi rękami i patrzyła przez moje oczy. Uświadomiło mi to, jak ważny jest wzrok pełen miłości, ciepła, radości i życzliwości. Wierzę, że nie spojrzała na mnie tylko dziewczyna z zespołu, ale też Jezus przez jej oczy. Wierzę, że skoro został we mnie obraz tego spojrzenia to i przeze mnie Jezus będzie tak patrzył na mojego tatę aż w końcu jego wzrok będzie pełen miłości, ciepła, radości i życzliwości.  W poniedziałek po Tyskim Wieczorze Uwielbienia moje kolana przez „przypadek” zostały wzięte do diagnostyki na zajęciach z ortopedii, a zgodnie z planem w późniejszym czasie zostanie poruszona też terapia tych stawów. Niecały tydzień później przyjechałam do domu i po raz pierwszy od dłuższego czasu tata odpowiedział reakcją na moje wejście do domu, na mój uśmiech przy przywitaniu. Nie zesztywniał też, sam podszedł i pozwolił się objąć w momencie jak go przytulałam.  Jestem bardzo wdzięczna za ilość „prezentów” które otrzymałam, ciągle mnie zaskakują i bawią jak sobie je przypominam. Wiem, że nie ma przypadków i jestem ciągle pod Jego okiem i opieką. Chwała Panu!

Aleksandra, 23 lata

 

35. Tyski Wieczór Uwielbienia był moim drugim. Przyjechałam, bo Jezus tak chciał. Mocą swoją sprawił, że tego wieczoru towarzyszyła mi moja siostra i rodzice, a nikt z nas nie miał takich planów. To niesamowite, bo wszyscy bardzo tego potrzebowaliśmy. Starałam się całą sobą zaangażować w spotkanie z Jezusem Żywym i Pan pozwolił stanąć mi w prawdzie. Zobaczyłam, jak bardzo poranione mam serce, ile jest we mnie bólu. Od chwili diagnozy choroby córki nie było we mnie poczucia szczęścia, pokoju, radości. Jedynie przebłyski. Doświadczenia bólu córki i mojego, strach, długie pobyty w szpitalu, kolejne zabiegi chirurgiczne i walka o życie córki zostawiły wiele ran i blizn w moim sercu. Starałam się ufać i miałam poczucie, że Jezus wiele razy mówił mi: „Ufaj, będzie dobrze". Uwielbiałam, dziękowałam, ale jednocześnie walczyłam. Walczyłam z chorobą córki, ze strachem, z teraźniejszością i z bólem przeszłości. Walczyłam z ludźmi, z Bogiem i każdym kolejnym dniem, prosząc o siły na to wszystko. Miałam poczucie, że dobrze sobie radzę, ale w sytuacjach krytycznych upadałam, bluźniłam Bogu. Każdy kolejny pobyt w szpitalu przynosił ból. Nie mogłam sobie poradzić z tym, co widziałam. Stawałam się coraz bardziej rozgoryczona. Stawałam się taką, jaką nigdy nie chciałam być. Wszystko dookoła też zaczęło się sypać. Kryzys w małżeństwie, ucieczka przed rzeczywistością w marzenia, które przerodziły się w obsesję. Czułam, że jeżeli moje życie się nie zmieni to ja umrę, stracę zmysły. Chyba miałam depresję. W czasie tym wylałam wiele łez. Przestalam wierzyć w to, że kiedyś będę prawdziwe szczęśliwa tu na ziemi. Podczas TWU prosiłam o to, żeby Pan otarł moje łzy i wyleczył moje serce. Prosiłam o nowe imię i szczerą radość z życia. Nie miałam jednak poczucia Bożej interwencji. Pomyślałam sobie, że widocznie tak musi być. Bez emocji wyznałam miłość Jezusowi i poprosiłam o jasność sytuacji. Pomyślałam sobie, że Pan Bóg potrafi być konkretny i ja potrzebuję konkretu. Byłam pogubiona i prosiłam o Słowo Boże dla siebie. Po wyjściu z kościoła wzięłam kartkę ze Słowem Bożym: „Słyszałem twoją modlitwę, widziałem twoje łzy. Oto uzdrowię cię”. Poruszyło mnie to bardzo. Uznałam, że to jest konkret i zaufałam, że tak się stanie. Następnego dnia czułam i wiedziałam, że jestem innym człowiekiem. Zniknął ból, który nosiłam w sercu. Pan zadział z wielką mocą. Wieczorem płakałam ze szczęścia. To niesamowite, bo dzisiaj mogę spojrzeć wstecz. Wspomnienia nie zniknęły, ale nie towarzyszy im ból rozdzierający serce. Przestałam walczyć. Zmieniło się moje myślenie i jestem szczerze szczęśliwa. Z radością patrzę na świat. Bardzo cieszę się moim nowym sercem. Chwała Panu!

Paulina, 29 lat

 

Przed 35. Tyskim Wieczorem Uwielbienia wiedziałem jaki będzie temat. Wiedziałem, że Pan otrze łzy z twarzy płaczących i zdejmie hańbę z ludu swego. Bo tak powiedział. I dobrze, ale co to ma do mnie i do mojego życia? Jestem małżonkiem od przeszło 25 lat, pobłogosławionym piątką dzieci. Więc jaka hańba? Podczas modlitwy uświadomiłem sobie, że dużo w moim sercu jest nieprzebaczenia, pielęgnowania żalu, trzymania w duszy krzywd doznanych od bliskich i dalszych mi osób Nawet tych niezamierzonych, czy wymyślonych i przypisanych innym ludziom. Przez całą młodość i dorosłe życie tkwiłem w kłamstwie o sobie, podsycanym brakiem akceptacji siebie. Ono okryło mnie hańbą w moich oczach i jak myślałem w oczach innych ludzi. Teraz wiem, że ludzie nie myśleli o mnie źle, tylko robił to ojciec kłamstwa, który wodził mnie po manowcach życia, bym żył według jego projektu. Podczas modlitwy padło słowo, że jest tu Piotr, z którego Pan zdejmuje hańbę okrywającą od młodości. To było do mnie. Odczułem obecność Jezusa, jego miłość i wyzwolenie. On mnie zobaczył, nie brzydził się mną, lecz sam zechciał mi usłużyć, bo wiedział, że ja nie dam rady. Bóg mnie wyzwolił z kłamstwa o sobie. On ma moc utrzymać mnie na swojej drodze, bo ja wpadam od razu na wypracowane przez lata koleiny do zła. To słowo poznania pracuje we mnie i pokazuje, że każdego dnia mogę się zmieniać, nawet jeśli wejdę na ścieżkę do złego, to zawsze mogę zawrócić, a Jezus będzie czekał. Ta wewnętrzna zmiana jest dla mnie bardzo czytelna i rzeczywista. Bardziej niż uzdrowienie z dolegliwości fizycznych. Bez działania Jezusa w moim sercu nie dałbym rady uwolnić się od kłamstwa o sobie i rozpocząć nowego życia każdego dnia. Jezus jest w centrum mojego życia. On mnie prowadzi do prawdy o sobie, do tego, że jestem kochany przez samego Boga, jak i przez ludzi. Warto otworzyć się na miłość Jezusa, ona wszystko zmienia. Zwłaszcza kłamliwe zapatrzenie w siebie, egoizm. Tylko z Nim mogę iść przez życie pewnie, bez lęku o siebie i bliskich. On chce zmieniać przeszłość i kształtować przyszłość lecz pokornie czeka na moje pozwolenie i otwarcie serca. Chwała Panu!

Piotr, 52 lata

 

Uczestniczyłem w 35. wieczorze uwielbienia. We wrześniu tego roku rozpocząłem naukę w prywatnym liceum w Krakowie. Początkowy brak nacisku na naukę spowodował, że codziennie wychodziliśmy ze znajomymi na miasto. Na tych wyjściach bywało różnie. Alkohol i papierosy były na wyciągnięcie ręki. Gdy w szkole zaczął się przysłowiowy „wyścig szczurów”, zaczynałem czuć chaos w mojej głowie. Nie radziłem sobie z nauką przez zaległości spowodowane tymi wypadami. W głowie miałem coraz większy bałagan. Potem codzienne wyjścia na miasto się skończyły. Wracając ze szkoły próbowałem się uczyć, ale natłok myśli w mojej głowie mi na to nie pozwalał. Więc z bezradności włączałem dołujące piosenki, kładłem się na łóżko i wmawiałem sobie jak bardzo jestem beznadziejny. Doszukiwałem w sobie coraz to nowych powodów do kompleksów, przez co moja samoocena znacznie spadła. Byłem bezsilny. Pewnego dnia, nasza szkoła zorganizowała dyskotekę. Oczywiście wraz ze znajomymi wpadliśmy na pomysł, aby wyjść wcześniej na miasto. Wtedy i ja sięgnąłem po alkohol. Przyszliśmy do szkoły będąc nadal pod wpływem alkoholu. Opiekunowie zorientowali się w czym rzecz, przez co mieliśmy problemy. Gdy rodzicie dowiedzieli się o całym zajściu, zabrali mnie na TWU, za co bardzo im dziękuję. Przed wejściem stała kobieta trzymająca karteczki do wpisywania intencji. Mama zaproponowała, abym napisał tam swoją. Miałem mieszane uczucia, ale napisałem na karteczce prośbę o uspokojenie moich myśli i o odpowiedź, czy naprawdę jestem beznadziejny. Gdy rozpoczęła się msza, wszystko mnie denerwowało. Miałem ochotę stąd wyjść. Jednak gdy podczas uwielbienia usłyszałem, że w tym momencie zostają uwolnione osoby, które mają chaos w głowie, poczułem że chodzi o mnie. Zacząłem się gorąco modlić. Następnie usłyszałem słowa: „Jezus Cię kocha takiego, jakim jesteś”. Wtedy do mnie dotarło, że Jezus kocha wszystkich, bez względu na wszystko. Rozpłakałem się i natychmiastowo poczułem ulgę. Pierwszy raz od bardzo dawna poczułem wewnętrzny spokój. Od tego Wieczoru Uwielbienia czuję się szczęśliwy i moje życie stało się pełne radości i spokoju. Chwała Panu!

Kamil, 16 lat

 

Październikowy Tyski Wieczór Uwielbienia był moim drugim spotkaniem z Bogiem żywym. Pojechałam tam z mężem z którym jestem w separacji, modliłam się o przywrócenie miłości do męża, o wybaczenie jemu i sobie. To była moja intencja. Jednak Pan wiedział lepiej, czego mi potrzeba. W dzieciństwie byłam molestowana seksualnie, a w życiu dorosłym w małżeństwie zdarzała się przemoc seksualna. Zrodziła się we mnie blokada przed intymnością. Tyle razy chciałam o tym komuś powiedzieć, jednak nie potrafiłam. Gdy Pan za sprawą prowadzących mówił o ludziach, których dotknęła taka przemoc zalałam się łzami. Na początku nie wiedziałam, co Pan chce mi przez to pokazać. Dopiero kiedy wróciłam do domu okazało się, że mam gotowość wyznać tę moją skrywaną tajemnicę. Powiedziałam o tym mamie i mężowi. Nie było łatwo, ale się udało. Wiem że to Pan otworzył mi serce i pozwolił zrzucić z siebie ten ciężar. Chwała Panu!

Kamila, 27 lat

 

Jakiś czas temu zaczął dokuczać mi ból brzucha. Raz był słaby, a raz były momenty, że się nasilał. Pomyślałam, że to jakieś kobiece sprawy, więc wybrałam się do ginekologa. Badanie przebiegło normalnie, ale podczas USG pani doktor stwierdziła, że w macicy mam polipa wielkości 1 cm na 0,5 cm i że trzeba go będzie chirurgicznie usunąć. Powiedziała, że dla pewności i lepszego obrazu powtórzymy badanie w innej fazie cyklu. Potem był 35. TWU, na którym usłyszałam, że Jezus leczy wszelkie guzy, narośla i zrosty. Nie poczułam żadnego ciepła, ani nic szczególnego, ale bardzo wtedy prosiłam, żeby uleczył mojego polipa, żebym uniknęła zabiegu. We wtorek po TWU poszłam na kontrolne USG, które wykazało, że moja macica jest prawidłowa i nie ma żadnego polipa, ani żadnych innych anomalii. Jezus mnie uleczył. Chwała Panu!

Zofia, 40 lat

 

35. Wieczór Uwielbienia był moim drugim. Rok temu obiecałam Panu Jezusowi złożyć swoje świadectwo z tego co zrobił dla mnie w czasie Wieczoru i w dniach następnych. Skończyło się na moich dobrych chęciach. Może jednak to było w Bożych planach, bo teraz mogę porównać oba te spotkania z Jezusem i pokazać, jak dba mądrze i cudownie o nas, o to co jest w nas, o naszą psychikę. Jak chce nas wyzwolić z pokiereszowania z dzieciństwa. A później daje spokój wewnętrzny i kieruje naszym dzisiejszym życiem. Jestem osobą, która przez wiele lat korzystała z psychoterapii. Powodem były lęki i z nimi właśnie przyjechałam poprzednio do Tychów. Tym bardziej, że zaczynało się to odbijać na moim zdrowiu fizycznym. Wsłuchiwałam się uważnie we wszystko co się działo, ale stale miałam wrażenie, że to mnie nie dotyczy. Swoim nerwowym sposobem „tłumaczyłam” Jezusowi z jaką sprawą przyjechałam. Tymczasem jedyne co mi Jezus uzmysłowił były Jego słowa: „odpuść sobie”. Nie miałam pojęcia, co mam sobie odpuścić. Dowiedziałam się tego w kolejnych dniach, kiedy Jezus kontynuował we mnie proces uzdrowienia. Jakoś dziwnie co rano budziłam się z nową myślą dotyczącą moich relacji z rodzicami w dzieciństwie i latach młodzieńczych. Jezus ku mojemu zdziwieniu największy akcent położył na sprawie, o której na terapii tylko wspomnieliśmy. A widać to było dla mojej psychiki najtrudniejsze, najbardziej obciążające. Wiedziałam już, co mam rodzicom wybaczyć. W tym też w kolejnych dniach Jezus mi pomógł. A gdy już mnie z tego oczyścił, Siebie postawił w moim życiu przeszłym, teraźniejszym i przyszłym jako tego, za którym najbardziej tęskniłam i potrzebowałam. A od teraz mogę się na Nim świadomie oprzeć, odpuścić sobie, jak mówił mi w czasie Wieczoru Uwielbienia. Mniej ważne sprawy też jakoś same się układały we mnie, a spokój jaki czułam był dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. W tym roku na początku 35. Wieczoru Uwielbienia starałam się też wyłuszczyć Panu Jezusowi wszystkie sprawy bieżące, które leżą mi na sercu. W którymś momencie zdałam sobie sprawę, że ta potrzeba odpływa. Poczułam spokój, po prostu byłam blisko Jezusa. Za jakiś czas miał podejść do mnie w Najświętszym Sakramencie i to było najistotniejsze. Nie miałam tym razem żadnych skojarzeń dotyczących przeszłości, zupełnie jakbyśmy już te spawy mieli załatwione. Natomiast dotarły do mnie kwestie dotyczące zdrowia fizycznego, np. sprawy bólów kręgosłupa, kolan. Ku mojemu zdziwieniu, moje kolano, które dwukrotnie w ostatnich latach było otwierane w czasie operacji, odezwało się silnym bólem. A muszę dodać, że generalnie nie boli mnie prawie w ogóle. Tymczasem w czasie Wieczoru falami, kilka razy czułam silny ból. Ewidentnie Jezus działał. Ku mojemu zdziwieniu, Jezus podsunął mi też myśl o moim małżeństwie. Jest dobrze, byliśmy obydwa razy oboje na tych Wieczorach Uwielbienia i biorąc pod uwagę nasz wiek, choć staż małżeński nie jest aż tak duży, nie można narzekać. Jednak Jezus podsunął mi myśl, by zadbać o naszą bliskość, ciepło, czułość. Gdy stałam obok męża, czułam w sobie ciepło i czułość do niego. Czułam wdzięczność do Boga za męża. A podkreśleniem tej myśli było spotkanie z Jezusem w Najświętszym Sakramencie. Ksiądz w taki sposób trzymał monstrancje, że Jezus idealnie patrzył na nas oboje, na mnie i męża. Teraz będę prosiła Jezusa, by pomógł mi nie tylko czuć ciepło, czułość do męża, ale coraz mocniej mu to okazywać i w ten sposób otwierać i jego na to samo. (…). Dziękuję Panie Jezu! Chwała Panu!

Ewa, 60 lat

 

Parę lat temu zostałam zdiagnozowana na zespół jajników policystycznych, z którym wiąże się szereg zaburzeń prowadzących do problemów z płodnością i trudności z zajściem w ciążę. W trakcie poznawania mojej przypadłości dowiedziałam się, iż jest wiele kobiet, które stosując odpowiednią dietę, styl życia wyrównały swoje hormony i zaszły w ciążę. Moje działania w tym kierunku przynosiły jednak mierne rezultaty, byliśmy w tym czasie z mężem pół roku po ślubie i w niedalekim czasie chcieliśmy rozpocząć starania o potomstwo. XXXIII Tyski Wieczór Uwielbienia był drugim, w którym wzięłam udział. Postanowiłam więc zwrócić się do Pana z prośbą o uleczenie mojego układu rozrodczego i możliwość zajścia w ciążę. Okres ten był momentem w moim życiu, w którym zaczęłam dostrzegać, iż moja relacja z Panem Bogiem daleka jest od bliskiej, mimo że uważałam się za osobę wierzącą i praktykującą. Stopniowo zaczęłam odczuwać konieczność zbliżenia się do Boga i zmiany w moim życiu. W trakcie XXXIII TWU modliłam się o uleczenie, mój problem zaczynał doskwierać mi coraz bardziej. W pewnym momencie, klęcząc, usłyszałam, iż w tej chwili Pan zwraca się do pięciu kobiet, które borykają się z problemem płodności i pragnie uleczyć ich przypadłości. Poczułam wtedy gorąco i mrowienie w okolicach spojenia łonowego, z moich oczu popłynęły łzy. Wiedziałam, iż słowa te skierowane były między innymi do mnie. Dwa miesiące później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Niestety radość nie trwała długo, w 9. tygodniu ciąży przeszłam zabieg usunięcia ciąży obumarłej. Był to czas bezpośrednio przed kolejnym, czerwcowym TWU, na który będąc już po zabiegu pojechałam chcąc podziękować za znak, iż w ciążę mogę zajść, ofiarować ból jaki w sobie nosiłam po stracie i prosić o możliwość kolejnego poczęcia. Również tym razem Pan dotknął mnie, poczułam gorąco przechodzące przez moje ciało, w trakcie gdy usłyszałam, iż zgromadzone kobiety pragnące zostać matkami Pan Jezus obdarzy tą łaską. Po raz kolejny poczułam wielką miłość Pana do mnie, mimo moich słabości i potknięć. Mimo, iż tak często ranię Go swoimi grzechami. Niedługo później, na wizycie kontrolnej po zabiegu lekarz powiedział mi po przeprowadzonym badaniu USG, iż z moimi jajnikami wszystko jest w porządku i według jego oceny nie mam policystycznych jajników, tym bardziej, że bez leków zaszłam w ciążę. Doświadczona cudownym działaniem mocy Jezusa bardzo mocno zmieniłam swoje podejście do kwestii wiary. Zmieniłam swoje podejście do modlitwy, udziału we Mszy św., zaczęłam pogłębiać swoją wiedzę. Pisząc moje świadectwo, jestem po uczestnictwie w 35. TWU, po którym dowiedziałam się, że ponownie jestem w ciąży. Mimo przykrych doświadczeń i obaw po ostatnim poronieniu dziękuję Panu za ten wspaniały dar, jakim mnie obdarzył i każdego dnia modlę się o łaskę i szczęśliwe rozwiązanie. Jestem szczęśliwa, iż dostąpiłam łaski uzdrowienia danej przez Jezusa i możliwości podzielenia się moim szczęściem i świadectwem Jego wielkiej miłości. Chwała Panu!

Magdalena, 26 lat

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< maj 2018 >
pnwtśrczptsond
 1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Zaproszenia

Zapraszamy SOW CuD

Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca