Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Świadectwa z XXXIV oraz niepublikowane wcześniej świadectwa z TWU

Świadectwa z XXXIV TWU >>

Niepublikowane świadectwa z wcześniejszych Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Pewnego dnia żona zaprosiła mnie na Tyski Wieczór Uwielbienia, nie chciałem sprawiać jej przykrości odmową i bez przekonania zgodziłem się z nią pojechać. Byłem po tym wieczorze wkurzony, bo trwało to długo, bolały mnie nogi od stania, byłem zmęczony, czekałem na jakiś spektakularny cud i nic takiego nie miało miejsca. Owszem działy się dziwne rzeczy wokół mnie, nie bardzo je rozumiałem. Bagatelizowałem i nie wierzyłem w to co mówił prowadzący. Jednak po tym Wieczorze zapamiętałem obraz mężczyzn, którzy modlili się prawdziwie i żarliwie.

Na kolejny wieczór uwielbienia 19.10.2013 pojechałem bardziej z ciekawości niż z przekonania. Nie myślałem że poproszę Jezusa by mi pomógł, bo w mym małżeństwie popsułem wszystko przez moje uzależnienie od seksu. Tłok był tak duży że ledwo udało nam się wepchnąć za drzwi kościoła . Żona weszła trochę dalej, a ja zatrzymałem się z tyłu. Zacząłem się modlić i czynnie uczestniczyć w tym co się działo. Szczerze zacząłem prosić Pana Jezusa by przyszedł i uzdrowił mnie. Przestałem myśleć o napierających na mnie ludziach. W trakcie modlitw o uzdrowienie usłyszałem słowa, że: „Jezus uzdrawia 48 letniego mężczyznę , który ma problemy z masturbacją i pornografią”. Wiedziałem że te słowa są skierowane do mnie. 

Pan Jezus zaczął działać w moim życiu. Zapisałem się na terapie i zacząłem pracować na programie 12 kroków. Utrzymuję trzeźwość od pornografii i masturbacji, ponieważ Pan Jezus mnie uzdrowił. W tym roku w ramach rekolekcji uczestniczyłem w Seminarium Odnowy Wiary w trakcie modlitwy o wylanie darów dostałem kartkę z zapisem Słowa Bożego skierowanego do mnie. Na tej kartce było jeszcze coś- był tytuł : XXIII Tyski Wieczór Uwielbienia i napis „Złóż swoje świadectwo, zapewniamy Cię o naszej modlitwie”. Przekaz wprost co powinienem zrobić a czego jeszcze nie uczyniłem. W czytaniach z dnia dzisiejszego Pan Bóg przypomniał mi o tym słowami: „Uwielbiajcie Boga i wysławiajcie Go przed wszystkimi żyjącymi za dobrodziejstwa, jakie wam wyświadczył, aby było uwielbione i wsławione Jego imię” (Tb 12, 6). Chwała Panu!

Grzegorz, lat 51

 

Po raz pierwszy w życiu uczestniczyłam w Wieczorze Uwielbienia w lutym bieżącego roku. Wówczas zawierzyłam Najlepszemu Ojcu jakim jest Nasz Pan Bóg "wielki problem", jakim wydawała mi się choroba mojego taty. Wierzę, że dzięki temu mój tatuś przeszedł szczęśliwie, w marcu tego roku, bardzo ciężką operację, która zagrażała jego życiu. Wierzę , że to sam Niebieski Ojciec postawił nam na drodze najlepszych lekarzy jakich mamy w kraju, którzy walczyli i nadal walczą o mojego tatę. I teraz też już wiem, że nie powinnam mówić Mojemu Bogu, że mam wielki problem, ale będę mówić mojemu problemowi, że mam Wielkiego Boga. Chwała Panu!

Ewa, lat 41

 

Dziękuję Bogu za umocnienie w wierze w trudnych chwilach życia, uzdrowienie. W 2015 roku miałem planowaną operację, wycięcie guza. Przeżywałem w raz z rodziną trudne momenty życia, wiadomo choroba, niepewność.

Udało mi się przed planowaną operacją spotkać z Jezusem na pierwszym w 2015 roku tj. XXVII Tyskim Wieczorze Uwielbienia, gdzie nie doznałem szczególnego fizycznego dotknięcia Pana jak to opisują inni, jednak prosiłem Boga o wybaczenie grzechów i radę co robić oraz umocnienie w tych trudnym momencie życia. Na spotkaniu zaufałem Mu słowami: „Jezu w twoje ręce składam moje troski”.

Umocniony, do szpitala pojechałem na planowany zabieg. Guz wycięty niestety okazał się złośliwym nowotworem, ale dla mnie to już nie miało znaczenia. Oczywiście bałem się jak każdy człowiek w takim momencie , lecz we wnętrzu czułem spokój i pewność że wszystko będzie dobrze. I tak też się stało. Po kolejnych wizytach lekarskich, badania wykazały: całkowity brak choroby.

Dziś jestem pewien że przeszedłem taką drogę aby nie tylko być uzdrowionym z choroby ale i bym mógł umocnić się w wierze, za co Bogu dziękuję. Chwała Panu.

Krzysztof, lat 47

 

Na Tyskim Wieczorze Uwielbienia byłem już chyba po raz piąty. Za każdym razem jak wracam uświadamiam sobie jak się zmieniam duchowo. Przeżyłem też Seminarium Odnowy Wiary, był to czas piękny i owocny. Po którym czuję się spokojny i ubogacony. Przez okres tych kilku lat Tyskich Wieczorów doceniam życie w czystości. Eucharystia jest dla mnie za każdym razem nowym odkryciem Boga, a adoracja Najświętszego Sakramentu, azylem, miejscem, w którym mogę oddać swoje życie i siebie samego Jezusowi. Spowiedź stała się dla mnie miejscem spotkania z Jezusem przyjacielem, który rozumie i darzy prawdziwą miłością. Choć problemy ze zdrowiem, trudności życiowe pozostały, to mam żywe poczucie obecności Boga. Wiem że gdyby nie Jego interwencja w moim życiu byłbym z pewnością człowiekiem w dużo gorszej sytuacji życiowej i zdrowotnej. Każdą ciężką sytuację traktuję, jako znak by jeszcze bardziej zbliżyć i zaufać Jezusowi Chrystusowi. A Maryja stała się dla mnie najczulszą i opiekuńczą matką, która razem ze mną płacze i przeżywa samotność. Chwała Panu!

Artur, lat 31

 

Na Tyskie Wieczory Uwielbienia chodzę od lat. Na pierwszych, w których uczestniczyliśmy z mężem, można było spokojnie usiąść w ławkach, wtedy jeszcze nie przyjeżdżały tłumy z całej Polski. Przynosiliśmy na te Wieczory różne swoje rany i pragnienia, spośród których największym było pragnienie rodzicielstwa. O dziecko staraliśmy się długo i bezskutecznie. Przez lata na przemian z mężem przeżywaliśmy kryzysy i załamania, aż doszliśmy do ściany, kiedy dowiedzieliśmy się od lekarzy, że zostało nam już tylko in vitro albo cud. A ponieważ in vitro nie wchodziło w grę, musiał się wydarzyć cud i wydarzył się, chociaż Pan Jezus, jak to On ma w zwyczaju. dokonał go zupełnie inaczej, niż się spodziewaliśmy. Na tym najważniejszym dla nas Tyskim Wieczorze, na który dotarliśmy ciągnięci nadludzką siłą, wbrew wszelkim przeciwnościom losu i pokusom, padły tak wyczekiwane przeze mnie słowa Pana Jezusa. Zwrócił się On do małżeństwa bardzo pragnącego potomstwa, mówiąc : „Zaufajcie Mi, Ja znam najlepszy czas i wypełnię Wasze pragnienie. Wytrwajcie w Mojej miłości, kochajcie Mnie i zaufajcie, Ja znam najlepszy czas”. Te słowa były skierowane do nas, wiedziałam o tym wtedy i jestem tego pewna teraz, kiedy już wiem, że pięć dni po tamtym TWU przyszła na świat dziewczynka, która dziś jest moją córeczką.

Potem jeszcze kilka razy słyszeliśmy na Tyskich Wieczorach słowa Pana Jezusa do małżeństw pragnących potomstwa, które podtrzymywały w nas nadzieję na wypełnienie się Jego pierwszej obietnicy; ten „najlepszy czas”, o którym mówił, nastąpił dużo później. Dziś jesteśmy z mężem rodzicami dwóch adoptowanych córeczek, które kochamy najbardziej na świecie. One i my spotkaliśmy się w najlepszym dla nas wszystkich czasie, według planu Bożego, który nam Pan Jezus zechciał objawić, i spełniając nasze pragnienia i potrzeby dzieci. Jesteśmy Mu wdzięczni, że prowadząc nas, także poprzez TWU, pozwolił nam dojrzeć do rodzicielstwa, które dla nas zaplanował.

To świadectwo należało złożyć dawno temu, jednak zwlekałam z tym, ponieważ najpierw zbyt byliśmy przejęci swoim świeżym rodzicielstwem, a potem wydało mi się, że już zbyt wiele czasu minęło, by o tym opowiadać, bo to już przecież cztery lata, odkąd odnaleźliśmy nasze dzieci. Jednak ostatnie przynaglenia do dawania świadectw kazały mi się nad tym na nowo zastanowić, i uznałam, że nigdy nie jest za późno, żeby opowiedzieć o dobroci Boga wobec nas, że ona się nie przedawnia. Dlatego chcę jeszcze raz podziękować Bogu, za cuda, które nam uczynił, za okazaną łaskę i tak troskliwe prowadzenie; za nasze dzieci. Chwała Panu.

Aleksandra

 

W 2014 roku przyjechałem na TWU za sprawą mojego syna, który był tu wcześniej z księdzem i rówieśnikami z klasy gimnazjalnej, w ramach przygotowań do bierzmowania. Spodobało mi się na tyle, że zacząłem tu przyjeżdżać regularnie. Intencję jaką miałem w sercu od lat to przebaczenie mojemu ojcu za wyrządzoną przed laty krzywdę mamie, mnie i rodzeństwu, za przemoc fizyczną w domu rodzinnym, i za to że nie nauczył mnie na czym polega bycie mężczyzną. Najgorsze co mogło się wydarzyć to pojawienie się uczucia nienawiści do ojca w moim sercu. Na szczęście nie doszło do tego. To nie jest tak, że przemoc fizyczna jest lepsza od psychicznej. Każda przemoc wypala piętno na duszy, zabija godność osobistą, a najbardziej boli gdy rodzic wyrządza ją swoim dzieciom, udając jednocześnie przed światem zewnętrznym, że jest dobrym ojcem, że dba o dom, rodzinę. Ta hipokryzja połączona z widokiem ojca klęczącego codziennie wieczorem do modlitwy, czy raczej paciorka, bolała najbardziej. Na szczęście był Bóg, mój Ojciec niebieski, mój Tato w niebie, który zastępował mi ojca ziemskiego. Dzięki temu nie oszalałem. Wydarzenia boleśnie wyryte w pamięci, piętno wypalone na duszy, powodowały ze nie umiałem wybaczyć, było to ponad moje siły. Od śmierci mamy w 2010 nie kontaktowaliśmy się wzajemnie z ojcem w ogóle, zero jakichkolwiek relacji, nawet pocztówki z okazji świąt czy zwykłego telefonu, nic. Obustronna cisza, pustynia relacyjna. Wewnętrznie byłem w stanie przebaczyć ojcu ale nie potrafiłem tego zrobić twarzą w twarz, nie umiałem stanąć przed nim i porozmawiać o tym. Ja dorosły facet, mąż i ojciec swoich dzieci, normalnie żenada. Wiem, że dla osób, które nie doświadczyły nigdy przemocy taka postawa wydaje się infantylna, głupia i niezrozumiała. Jednak patologia przemocowa z domu rodzinnego, relacja kat/ofiara, to coś co głęboko rani, co bardzo obciążyło mamę, mnie, siostrę i brata na całe życie, co sprawiło że musieliśmy borykać się z własną okaleczoną psychiką przez całe lata.

Pamiętam że podczas TWU oczekiwałem jakiejś emocji, czegoś niezwykłego, poruszenia, ciarek na plecach, jakiegoś przeszywającego prądu. Myślałem, że to nieodzowne, że tak być musi, ze inni tak mają. Słyszałem w świadectwach innych osób że Pan Bóg przychodzi do ludzi uzdrawiać i wtedy ci ludzie odczuwają dreszcze, ciepło i tym podobne objawy fizjologiczne. Ja nie odczuwałem takich objawów, a mimo to czułem ze spotkania na spotkanie ze rośnie we mnie gotowość do rozmowy z ojcem, że jestem spokojniejszy, silniejszy. Dziś wiem że Pan Bóg działa w indywidualny sposób, ma odmienny sposób na każdego. Dziś lepiej rozumiem fakt, że uwielbienie Boga zaczyna się wtedy gdy trwam przy Nim wbrew temu co czuję, mimo przeciwności, zapierając się samego siebie.

Dopiero w 2017 roku zdałem sobie sprawę, że to czego najbardziej pragnę to Bóg który poprzez swoją obecność zapewnia prawdziwą radość, ukojenie i spokój. I nie trzeba czuć albo tworzyć, rozbudzać jakichś emocji, nie trzeba koncentrować się na emocjach. Najważniejsza jest ta chwila spotkania z Nim, ten akt mocnej i głębokiej wiary w Boga obecnego i działającego w nas i pośród nas. Owocem tego zrozumienia jest moje świadectwo, napisane z poślizgiem czasowym. Dziś wiem ze otrzymanej łaski nie wolno zatrzymywać dla siebie, że trzeba o niej mówić, trzeba dawać świadectwo.

Bóg wzmocnił mnie na tyle, że w maju 2015 pojechałem z moim pełnoletnim już synem do ojca, do rodzinnego miasta, oddalonego 200 km od miejsca gdzie mieszkam. Porozmawiałem twarzą w twarz, powiedziałem co mu wybaczam. Syn był świadkiem rozmowy, ufam że będzie wiedział na przyszłość czego nie wolno mężowi i ojcu robić w domu rodzinnym. Po tej rozmowie z tatą poczułem wielką ulgę, dopiero wtedy poczułem się wolny (…). Poczułem jak zrzucam ogromne jarzmo, które dźwigałem wiele lat. Zacząłem po prostu oddychać. Dziś mam normalną relacje z tatą, a moje dzieci z dziadkiem, zwłaszcza córka. Są jeszcze rzeczy które mnie irytują w nim ale można przejść nad tym do porządku, da się z tym żyć. Natomiast moja żona miała mi za złe że przebaczyłem tacie, ona by tego nie zrobiła, ona nie umie zapomnieć tego co mi zrobił, ma duże opory by się z nim spotykać, choć mój tata nie wyrządził jej żadnej krzywdy. Pozostaje mi modlitwa za moją żonę w intencji przebaczenia mojemu tacie, a jej teściowi. Proszę więc wszystkie osoby które wysłuchają tego świadectwa o modlitwę w intencji mojej żony. Chwała Panu.

Arek, lat 47

 

Na TWU przychodzę od trzech lat. Moje życie się waliło. Nie wiedziałam już gdzie szukać pomocy. W czerwcu 2014 roku przyszłam po raz pierwszy na TWU. To tutaj doświadczyłam obecności Boga żywego. Nie zostałam uzdrowiona, choć z taką intencją właśnie przyszłam, ale wiedziałam, że na następnym TWU nie może mnie zabraknąć. Teraz z perspektywy tych trzech lat wiem, że Bóg dokonał i dokonuje każdego dnia w moim życiu cudów. Przystąpiłam do spowiedzi po kilku latach nie korzystania z tego sakramentu. Zostałam uzdrowiona z mojej choroby. Bardzo się zmieniłam. Kiedyś bardzo często kłóciłam się z mężem, miałam mało cierpliwości dla dzieci, używałam wulgaryzmów, byłam bardzo nieszczęśliwa, stale martwiłam się o przyszłość. Pan Jezus wszystko to zabrał. Teraz jestem bardzo szczęśliwa, mam cudowną rodzinę. Nie znaczy to, że nie mam żadnych problemów, bo one się pojawiają, ale wiem, że stale obecny jest przy mnie Bóg i wszystkie te sprawy Jemu polecam. Nawet tam gdzie sytuacja wydaje się beznadziejna i po ludzku nie do rozwiązania, Bóg przychodzi z zaskakującym rozwiązaniem, tylko trzeba Mu zaufać, a nie zawiedziemy się. Chwała Panu

Anna

 

XXXIII TWU to był mój kolejny wieczór uwielbienia. Miało mnie na nim nie być, ale, jak wiadomo, nie ma przypadków i Bóg chciał mnie mieć przy Sobie. Na samym początku modlitwy uwielbienia zostały wypowiedziane słowa: "Jest wśród nas matka, która samotnie wychowuje swoje dziecko. Ma z nim problemy. Są też obecne inne matki, mające problemy ze swymi dorastającymi córkami." To właśnie ja: matka nie potrafiąca dogadać się z najstarszą córką. Gdy tylko padły te słowa wybuchnęłam spazmatycznym płaczem, którego w żaden sposób nie mogłam powstrzymać. Wiedziałam, że chodzi o mnie. Poczułam, że Jezus kieruje te słowa wprost do mego serca, że wie o wszystkim, że słuchał moich próśb na Eucharystii, by uzdrowił moje relacje z córką, by nauczył mnie kochać, bym potrafiła być łagodną, pełną dobroci mamą dla wszystkich swoich dzieci. Dotarło do mnie to, że Jezus widzi moje upadki w tej sferze, ale widzi też walkę jaką toczę o to, by stać się bardziej wyrozumiałą i cierpliwą w stosunku do swej pierworodnej córki. W moim sercu zagościł pokój. Nadal toczę walkę i modlę się o przemianę mego serca, ale teraz wiem, że nie jestem osamotniona, że jest ze mną Ktoś, kto oddał za mnie życie i pokazał mi jak mam kochać najbliższych. Chwała Panu!

Ewa, lat 35

 

 

Świadectwa z XXXIV TWU

Kiedy w trakcie Tyskiego Wieczoru Uwielbienia usłyszałam skierowane do mnie słowa "Córko, jesteś piękna w oczach Boga". Odzyskałam ludzką godność, pewność siebie oraz odwagę do głoszenia świadectwa i mówienia prawdy w każdej sytuacji, nawet kiedy jest to bardzo trudne i bolesne. Jednocześnie od tamtego momentu przestałam patrzeć na ludzi w sposób przedmiotowy. Te słowa wraz z doświadczeniami następnych dwóch dni po tamtym Wieczorze uzdrowiły mnie z wieloletniego nałogu, od którego o własnych siłach mimo starań nie mogłam się uwolnić.

Niech będzie uwielbiony Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, KTÓRY JEST Bogiem żywych, KTÓRY JEST naszym uzdrowieniem i uleczeniem, KTÓRY JEST z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. On daje nam Swojego Ducha - uświęcającego nas, uzdalniającego do poświęcenia i bezinteresownej miłości. Chwała Panu!

Kobieta, lat 28

 

W Tyskim Wieczorze Uwielbienia uczestniczyłam już kilka razy. Kiedyś wydawało mi się, że Pana Boga nie obchodzą codzienne i błahe sprawy, że On zajmuje się tylko wybranymi przez siebie ludźmi i ważnymi sprawami. Uczestnicząc w TWU wielokrotnie miałam okazję przekonać się, że Boga interesuje każdy człowiek i każda sprawa. Nawet jeśli jechałam do Tychów bez konkretnej intencji, to za każdym razem padały jakieś słowa, które dotyczyły bliskich mi przeżyć i spraw. Zawsze niesamowicie wzruszają mnie słowa dotyczące trudnych relacji w (zwyczajnej) rodzinie, braku miłości, chłodu w relacjach rodzice-dzieci, związanej z tym pustki, żalu i poczucia bycia niechcianą, nieważną, niepotrzebną. Czasami wstydziłam się, że mam takie uczucia, bo zawsze uczono mnie, że rodziców ma się jednych, trzeba ich szanować i nie wolno o nich źle myśleć i mówić. Kiedy padały słowa dotyczące trudnych relacji i traum wyniesionych z domu rodzinnego czułam się wzruszona, że Pan Bóg wie o takich rzeczach i, że nie ja jedna takie coś czuję. Wszystkie słowa dotyczące niskiego poczucia własnej wartości, braku akceptacji siebie, poczucia odrzucenia, bezsensu istnienia także wyciskają mi łzy z oczu. Na ostatnim Wieczorze poruszyły mnie także słowa skierowane do samotnych kobiet "jesteście wartościowe same w sobie; jesteście piękne i dobre". W ostatnich latach moje poczucie własnej wartości znacznie się obniżyło przez często słyszane raniące słowa dotyczące samotności i braku potomstwa. Czasami czułam się przez to niepełnowartościowym człowiekiem. Nawet słowa księdza wypowiedziane żartem: "święta jest uśmiechnięta, bo nie jest sobą zajęta" przypominają, żeby nie koncentrować się tylko na sobie i swoich ranach, ale dostrzegać bliźnich. Słowa, że Pan Jezus chce nas przytulać, dotykać i prosi o zgodę, żeby mógł położyć na nas swą rękę bardzo mnie poruszyły. Bóg Wszechmogący, Stwórca każdego człowieka pyta o zgodę swoje stworzenie! Pomyślałam sobie, że chciałabym naprawdę pozbyć się strachu przed bliskością, dotykiem Boga i otworzyć dla Niego swoje serce, że nie ma lepszego i piękniejszego sposobu leczenia chorych dusz i ciał jak zostać uleczona miłością - Bożą Miłością. Choć nie zdarzyło mi się odczuć żadnych spektakularnych doznań, to jednak wiem, że Bóg działa na każdą osobę, która jest obecna na TWU. Uczucie radości, wewnętrznego pokoju i nadziei, które towarzyszą mi jeszcze po powrocie do domu są dla mnie bezcenne! (…) Chwała Panu!

Joanna

 

W swoim życiu wielokrotnie miałam okazję wziąć udział w Tyskich Wieczorach Uwielbienia, a także w innych tego typu spotkaniach prowadzonych przez różne wspólnoty, również w modlitwie wstawienniczej. Pan za każdym razem dotykał moich ran, zapewniał o swojej nieskończonej miłości do mnie oraz dawał do zrozumienia, że widzi moje trudności i chce mnie z nich wybawić.

Podczas XXXIII Wieczoru Uwielbienia Pan leczył moją relację z ziemskim ojcem. W ostatnim czasie wzięłam także udział w Seminarium Odnowy Wiary. Było to bezpośrednio po pobycie w szpitalu, gdzie usunięto mi nowotwór złośliwy. Dzieliłam się wtedy z moją grupą doświadczeniem ciemności, które przeżywam wskutek ciężkich prób wiary. W czasie jednego ze spotkań SOW brałam udział w modlitwie o uzdrowienie, i wtedy po raz pierwszy w czasie modlitwy wspólnotowej usłyszałam słowa skierowane bezpośrednio do mnie. Bóg dotykał mojej relacji z ziemską matką. Następnie, podczas indywidualnej modlitwy wstawienniczej otrzymałam do rozważenia fragment Ewangelii według św. Jana o wskrzeszeniu Łazarza, gdzie w szczególny sposób poruszyły mnie słowa „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz”. Po tym dotrwałam w pokoju do końca Seminarium, myśląc, że teraz będzie tylko lepiej. Podczas modlitwy o wylanie Ducha Świętego padły słowa, że Pan wyprowadza mnie z dołu zagłady. Przyjęłam te słowa ze zdziwieniem, nie do końca je rozumiejąc.

Skończyło się Seminarium, a we mnie narastał lęk, niepokój, smutek, gniew, wszystkie uczucia, których nie chciałam, które bardzo mi przeszkadzały w życiu, a o których myślałam, że już dawno sobie z nimi poradziłam. Pomyślałam wtedy, że być może zepchnęłam te uczucia do podświadomości, i że Pan wydobył je po to, aby się nimi zająć. To mnie trochę uspokoiło. Wtedy zbliżał się XXXIV Tyski Wieczór Uwielbienia, a koleżanka z grupy z Seminarium przypomniała mi o tym. Poszłam bez szczególnych intencji, bardziej modląc się za innych ludzi niż za siebie. Na samym początku modlitwy usłyszałam słowa skierowane bezpośrednio do mnie, z zapewnieniem, że Pan uwalnia mnie z lęku, który noszę w sobie od wielu lat oraz wyprowadza mnie z długotrwałej ciemności. Wierzę, że Pan mnie uzdrowił.

Sylwia, lat 45

 

W czerwcu byłam po raz pierwszy na TWU. W czasie modlitwy padły słowa o osobach, które nie mają kogo kochać. Moja rodzina skupiła się bardzo na mojej siostrze, ja zawsze byłam dodatkiem. Zostałam też odcięta od dzieci mojej siostry ponieważ nie spełniałam oczekiwań, nie byłam pokorną cichą ciocią. Zapadły we mnie mocno te słowa z modlitwy. Po powrocie do domu spojrzałam na twarz Jezusa, na moim dwumetrowym obrazie Jezusa Miłosiernego. Odezwał się ogromny ból, niemożność utrzymania wzroku na twarzy Jezusa. Następnego dnia przystępując do Komunii zaczęłam płakać. Zaczyna się mój proces oczyszczenia. Prosiłam Maryję, żebym mogła zacząć płakać i wypłakać ból, który noszę w sobie i to się stało.

Agnieszka, lat 37

 

Moje świadectwo nie będzie wielkiego uniesienia, lecz skoro Jezus prosił by wierzyć i być gotowym do świadectwa, do mówienia, to nie śmiem się sprzeciwiać. XXXIV Tyski wieczór uwielbienia był dla mnie zaledwie którymś. Miałam kilka intencji, ale jedną szczególnie wyraźną. Prosiłam, by Pan w końcu pozwolił mi mieć męża, by mnie zapewnił, że w końcu go spotkam. Wiedziałam, że Bóg mi zapewne nie może powiedzieć bezpośrednio „tak, będziesz miała męża”, albo „nie, nie jest ci on dany”, ale czułam, że jakoś musi mi to zakomunikować. Na poprzednim Wieczorze Uwielbienia miałam żal do Pana, że przemawia do kobiet, mężczyzn, małżeństw, kapłanów, ale zapomina o tych, którzy nadal czekają na swoje połówki. Bałam się, że mogę usłyszeć: „nie”, które zabrzmi niczym wyrok. 

W głębi serca odczuwam ogromną tęsknotę za moim przyszłym małżonkiem, tak ogromną, że moje serce zdaje się być puste i czeka, czeka chowając w sobie głębię miłości. Nauczyłam się żyć z tą pustką, jednak każdy dzień wydaje mi się zmarnowanym, przemijającym oczekiwaniem bez widoku na przyszłość. Od czasu do czasu Pan stawia na mojej drodze mężczyznę, jednak tylko z Jemu wiadomych powodów po jakimś czasie on znika. Przyznaję, że w pewnym momencie zabrakło mi już siły i nadziei na modlitwę w tej intencji. Jednak moja tęsknota za mężem nadal jest ogromna, choć może przyćmiona doświadczeniami i zranieniami. Nie jestem taką kobietą, której łatwo przychodzą takie sprawy damsko-męskie. Bliższe relacje wymagają ode mnie dużego przełamania się.

Tego wieczora Jezus nie zapomniał o mnie i o wszystkich kobietach oczekujących na swojego ukochanego. Powiedział, że przychodzi do wszystkich kobiet oczekujących na męża, że chce je zapewnić, że ich wartość nie zależy od tego, czy mają męża, lecz od tego kim są. Powiedział także, że da nam doświadczyć szczęścia, pełni szczęścia. Zaraz potem padły kolejne ważne dla mnie słowa. Jezus przyszedł też do tych kobiet, które z ogromną tęsknotą oczekują macierzyństwa. Powiedział, że one już są matkami, że podobnie da im doświadczyć pełnię szczęścia. Małżeństwo, a potem jeśli Bóg da macierzyństwo, to moje dwie największe tęsknoty i pragnienia. Wierzę głęboko, że Pan pozwoli mi w końcu doświadczyć swojego ogromnego miłosierdzia i miłości, że spełni moje głębokie pragnienia, które wierzę pochodzą od Niego. Wiem, że dla Boga pełnia szczęścia może oznaczać coś innego niż dla mnie, nie mniej wierzę, że będę mogła razem z moim mężem dziękować Jezusowi za Jego wszechmocną miłość. Jezu Ty się tym zajmij, ja już nic nie mogę, ale Ty możesz wszystko. Chwała Panu

Klaudia, lat 30

 

Chciałam złożyć świadectwo z ostatniego XXXIV TWU. Tego Wieczoru udało mi się stać zaraz przy stopniach prowadzących do ołtarza z czego byłam niezmiernie zadowolona. Już na początku uwielbienia, gdy prowadzący powiedział, żeby wzbudzić wiarę i dać świadectwo tego co Jezus zdziała, powiedziałam sobie w sercu, że dam świadectwo. Byłam gotowa wyjść i powiedzieć je na żywo, tylko nie było okazji. Wtedy zaczęłam płakać. Czułam jak łzy mnie oczyszczają, trwało to dłuższy czas. Większość słów, które wypowiadała diakonia, potęgowały kolejne wzruszenia. Dużo dotyczyło moich relacji z ludźmi: trudnych i chorych. Mój Tato jest alkoholikiem. Nigdy nie miałam w Nim wsparcia, nie usłyszałam dobrego słowa, prawie wcale nie rozmawialiśmy i tak jest do dziś . A nasz kontakt jest jeszcze mniejszy gdyż tata jest po urazach mózgu po lekach jest otępiały. Jest mi go strasznie żal, a jednocześnie też się go wstydzę. Czuję ogromną bezsilność w całej tej sytuacji. Takim moim pragnieniem pozostającym w sercu jest dziecięce pragnienie, żeby tata nie pił, żeby było normalnie. Z mamą relacja też jest trudna. Z mojej strony dużo agresji, złości, krytyki, żalu. W momencie gdy padły słowa o utajonej nienawiści w relacjach zaczęłam płakać po raz kolejny. Kolejne dotknięcie serca było, gdy prowadzący mówił o zamkniętym sercu, które nie czuje uczuć zwłaszcza tych pozytywnych. Później też było słowo uwolnieniu z lęku. Słów poznania ,które mnie dotknęły było jeszcze więcej, a opisałam te, które najbardziej zapamiętałam. Wiem, że zostałam oczyszczona z wielu trudnych uczuć, lęków. W moim sercu zapanowała niesamowita radość, uczucie lekkości. Wiem, że Bóg jest obecny w moim życiu. Mój proces uzdrawiania jeszcze się toczy. Pracuję nad sobą. Chcę nauczyć się zdrowych relacji, bez przemocy. (…). Chwała Panu za to że zawsze jest obecny pomimo wszystko i kocha bezinteresownie!

Katarzyna, lat 32

 

Na XXXIV Wieczór Uwielbienia przyjechałem z Elbląga wraz z zona i pięcioma osobami z grupy tworzącej się diakonii modlitwy Ruchu Światło-Życie. 1,5 roku temu miałem wypadek i złamałem nogę w kości udowej i w biodrze. Przeszedłem operacje i została mi śruba w nodze. Od tamtej pory ta noga była słabsza i nie mogłem ani podskoczyć na niej, ani biegać, bo sprawiało mi to ból. Podczas modlitwy moja żona dostała słowo poznania ze Pan Jezus mnie uzdrawia i mi o tym powiedziała. Następnego dnia zauważyłem ze moja noga jest inna i spróbowałem podskoczyć na niej i bez problemu to zrobiłem. A następnie spróbowałam pobiec i też pobiegłem, przestałem też kuleć. Czuję się z dnia na dzień coraz lepiej, jestem coraz sprawniejszy Chwała Panu.

Piotr, lat 32

 

W czasie XXXIV TWU, gdy prowadzący modlitwę mówił, żeby wzbudzić w sobie przekonanie, że Bóg widzi, co jest w naszych sercach, zna każde, nawet nieuświadomione, pragnienie i każdego z nas wysłuchuje, pojawiło się we mnie przekonanie, że Pan Bóg wysłuchuje mnie, bo jestem Jego córką. Nie dlatego, że coś zrobiłam, czy intensywnie się modliłam. Nie muszę zasługiwać na Jego miłość, ale z samego faktu, że jestem Jego dzieckiem i że Bóg mnie kocha. Do tej pory, choć przychodziłam z wieloma intencjami, nie miałam w sobie myślenia, że Bóg z miłości do mnie wszystkie te intencje zanurza w swoim Sercu i chce ich z czułością wysłuchać. A przecież otworzył przed nami całe Niebo, wszystkie jego skarby! Ważnym doświadczeniem tego Wieczoru jest też postawa, w której mogę w wolności modlić się za innych, już nie z poczuciem niewysłuchania czy z narastającym niespełnionym pragnieniem, nie z ciągłym skupieniem na swojej potrzebie. I bardzo się cieszę z tego, że Pan Jezus przez osobę mówiącą proroctwo obiecał, że osoby, które są niezamężne i nieżonate, będą szczęśliwe, że nasza wartość jest w Nim. Trzymam Go za Słowo! Chwała Panu

Bernadeta, lat 23

 

To był mój drugi Tyski Wieczór Uwielbienia. Poprzednio z różańcem w dłoni i wielkim niepokojem w sercu modliłam się o otwarcie na Dary Ducha Świętego i polecałam całą moją rodzinę, a zwłaszcza moje małżeństwo, które przeżywa kryzys. Byłam uczestnikiem tegorocznego Seminarium Odnowy Wiary i doświadczam Bożej obecności w moim życiu. Moją Relacje z Panem Bogiem określiłabym jako całkiem poprawną, ale relacja z Duchem Świętym już taka nie była. Bałam się Jego działania, Jego Mocy . Ale poszukiwałam Go. Najpierw były to: audycje Dotyk Boga, później lokalne Wieczory Uwielbienia aż w końcu trafiłam do Tychów. Pan postawił na mojej drodze ludzi, którzy mnie tam doprowadzili.

Niedawno w pracy miałam wypadek, koleżanka przesunęła moje krzesło i z dużym impetem przewróciłam się uderzając w ścianę. Początkowo nic nie czułam oprócz bólu głowy , z czasem jednak zaczął mi dokuczać ból kręgosłupa. Tej soboty ból się nasilił i od początku Eucharystii bardzo odczuwałam mój kręgosłup. Postanowiłam prosić Ducha Świętego o uzdrowienie. Na modlitwie usłyszałam że Pan dotyka i leczy kręgosłupy, wiedziałam ze mój także. Od tego czasu nie odczuwam żadnego bólu. Chwała Panu!

Sylwia, lat 44

 

Tyski Wieczór Uwielbienia to od pewnego czasu stałe miejsce w moim kalendarzu. Ostatni był dla mnie wyjątkowy na którym nastąpiła pewna przemiana o której chciałbym się podzielić. Moja sytuacja życiowa od pewnego czasu stawała się coraz trudniejsza. Prowadząc firmę podejmowałem złe decyzje, które stały się przyczynkiem trudnej sytuacji finansowej. Ograniczone finanse stały się przyczyną napięć w domu, które prowadziły do kłótni i niezrozumienia. Do tego wszystkiego podczas, gdy ja modliłem się na Wieczorze Uwielbienia w szpitalu przebywali mój brat zmagający się z ciężką chorobą i syn po nagłej operacji. Znalazłem się sam na pustyni, o której w homilii mówił Celebrans. W tej samotności targany problemami i sytuacją w jakiej trwałem dostrzegłem światło w kierunku którego chciałem iść. Zrozumiałem że Jezus wziął mnie właśnie tam na pustynię, by pokazać mi, że zawsze jest przymnie i gdy wydaje mi się że sytuacje w których się znalazłem są totalnym dnem, to właśnie On podaje mi swoją dłoń i Mówi : "Nie jesteś sam" Jezu bądź przy mnie bo moje życie odmienia się i wiem, że dzięki twojej pomocy wszystkie moje sprawy zmienią swój bieg i wrócą do normalności. Chwała Panu!

Mężczyzna, lat 48

 

Dziękuje Ci Panie Boże, że uratowałaś i zostawiłeś z nami moją koleżankę, że poprawiłeś moje zdrowie. Będę nadal chodził na Tyskie Wieczory, aby moja i nasza sytuacja rodzinna i zdrowotna się unormowała. Największą nagrodą jest dla mnie Uwielbianie Pana Boga na Tyskich Wieczorach. Nie ma nic piękniejszego niż spotkanie z Bogiem. Chwała Panu Naszemu!

Michał, lat 45

 

XXXIV Tyski Wieczór Uwielbienia był moim trzecim. Pojechałam na niego z intencją o uzdrowienie mojego gardła i nosa z bakterii, która powodowała u mnie niekończące się infekcje, na którą antybiotyki w ogóle nie działały. Modliłam się bardzo żarliwie również poprzez stawiennictwo bł. Karoliny mojej imienniczki. Podczas czuwania nie czułam żadnych większych duchowych przeżyć, o których często wcześniej czytałam. 

Zaraz w pierwszą środę po TWU poszłam zrobić wymaz z gardła, po kilku dniach oczekiwania na wynik okazało się, że gardło jest czyste. Postanowiłam powtórzyć wymaz z gardła oraz zrobić wymaz z nosa, po kilku dniach znów okazało się, że bakterii nie ma. To cud, którego się nie spodziewałam. Chała Panu!

Karolina

 

Pierwszy raz na Tyskim Wieczorze Uwielbienia byłam w czerwcu. Jadąc tam miałam nadzieję, że odnajdę odpowiedź na trudne pytania. Ostatni okres jest trudny w mojej rodzinie. (…). W tamten Wieczór uwielbiałam Pana, ale byłam zmęczona rodzinnymi problemami. Wierzyłam jednak że coś nastąpi. Szukałam odpowiedzi jak pomóc moim synom. Niedawno dowiedziałam się że jeden z nich jest homoseksualistą. Ciągle szukałam odpowiedzi dlaczego on. Nie rozumiałam wielu spraw. Męczyłam się. Przez całe życie nad zdrowiem mojego syna czuwa Papież Jan Paweł II. Kilka razy już doświadczyliśmy jego łaski, również podczas ciężkiej choroby syna. Podczas Wieczoru Uwielbienia modliłam się również za drugiego syna, który niszczy sobie zdrowie przez alkohol. Wracają do domu mocno wierzyłam, że w końcu znajdę rozwiązanie naszych problemów. Pomógł mi w tym nasz ksiądz proboszcz, który bardzo mnie wspiera i modli się za moją rodzinę. Uwielbiam Pana każdego dnia. Zrozumiałam wiele spraw. Opieka Papieża nad moim synem daje nam wiele do myślenia. Papież nikogo nigdy nie odrzucał. Mojego syna również mimo tego że czuje inaczej. Drugi syn mimo oporu rozpoczął terapię w Ośrodku Uzależnień. Obecnie jest już po pierwszym etapie terapii. Stał się silny i pogodny. Wierzyłam w niego, że da radę. Jest silnym i mądrym chłopakiem. Chwała Panu!

Iwona, lat 40

 

XXXIV Tyski Wieczór Uwielbienia był moim pierwszym Wieczorem Uwielbienia. Mam już 40 lat i od 12 roku życia, chwili, z którą zmarł mój ojciec, żyłam bez przerwy pogrążona w rozpaczy, ciemności i grzechu. W przeddzień, kiedy zmarł mój ojciec miałam przedziwny sen. Śniła mi się Maryja, ubrana na czarno. Przed Nią, klęczałam ja, moja mama i siostry. Maryja płacząc zapytała się mnie, gdzie jest mój tatuś? Odpowiedziałam, że jeszcze nie wrócił z pracy. Następnego dnia mój ojciec faktycznie nie wrócił. Zmarł. Od tamtej chwili, z każdym dniem, rokiem miałam coraz większe pretensje do Boga. Dlaczego wiedząc, że skazuje mnie na takie wielkie cierpienie, pozwolił umrzeć mojemu tacie? Tak bardzo to pytanie mnie męczyło, że zaczęłam się coraz bardziej oddalać od Boga bojąc się Go przeraźliwie. Zmuszałam się do chodzenia do Kościoła i modlitwy, w którą i tak nie wierzyłam. Zaczęły męczyć mnie różne nałogi, w tym zaburzenia odżywiania, myśli samobójcze, totalna niestabilność emocjonalna. Stawałam się coraz starsza i coraz większa ciemność ogarniała moje życie. Miałam już swoją rodzinę, męża i dzieci. Mimo to, nie byłam ani dobrą żoną ani matką. Z chwilą, kiedy dowiedziałam się o ciężkiej chorobie swojej siostry, zwątpiłam w Boga. Przestałam spać, nie mogłam na siebie patrzeć. Bez przerwy płakałam. Miałam stwierdzoną ciężką depresję i przypisane leki, których z jakiegoś powodu nie chciałam wziąć. I wtedy właśnie, mąż mojej siostry powiedział mi, że wybierają się na Tyski Wieczór Uwielbienia. Pomyślałam sobie, że nic nie zaszkodzi mi tam pojechać. Zobaczę się z siostrą, może spróbuję się za nią pomodlić. O dziwo, coś mnie ciągnęło do Tychów, choć pamiętam bardzo dobrze, że w ten dzień zupełnie zapomniałam, że mam zamiar tam jechać. Na szczęście mój mąż mi przypomniał. Od rana kłóciłam się z mężem i w takiej atmosferze spięć pojechaliśmy na TWU. Na miejscu zobaczyłam swoją siostrę z jej mężem. Czułam ogromny żal, że siostra nie dość, że bardzo chora to jeszcze nic nie słyszy z powodu uszkodzonego słuchu. Miałam w sobie jakąś nieznaną mi tęsknotę za Bogiem, chwilami patrzyłam z zazdrością na modlących się ludzi, że potrafią to robić. Pomyślałam, że będę się modlić za siostrę na ile potrafię. Chwilami kierowałam myśli do Boga, prosząc Go, o ile jest, żeby uzdrowił moją siostrę i najlepiej w zamian zabrał mnie, bo moje życie to jedno wielkie nieszczęście. W pewnym momencie zerknęłam na ołtarz i zobaczyłam, że nie ma Najświętszego Sakramentu. Przestraszyłam się i usłyszałam pytanie w swojej głowie: gdzie jest Jezus? Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk w Kościele, który spowodował, że cała w sobie się skurczyłam. Byłam wystraszona, zaczęłam się trząść, rzuciłam się na męża z krzykiem. Widziałam siebie w ciemności, skrępowaną, samotną, bez Boga. To było straszne uczucie.. Po chwili usłyszałam szept swojej siostry, żebym nie dała się przestraszyć, bo demon tylko czeka na to. Zaczęłyśmy się razem modlić. Powoli się uspokajałam, mówiłam kilkakrotnie: „Boże bądź miłościw mnie grzesznemu!”. I wtedy zobaczyłam w niedalekiej odległości od siebie Przenajświętszy Sakrament. Odsunęłam się od siostry, chcąc ją odsłonić, marząc, aby Jezus przyszedł do niej skoro jest już tak blisko nas. Chorej, cierpiącej i bardzo w Niego wierzącej. Zamknęłam oczy, zasłoniłam twarz rękoma. Czułam się niegodna, żeby patrzeć na Niego. Czułam Go, że jest blisko, coraz bliżej i wtedy ponownie usłyszałam szept swojej siostry: „patrz na Niego! Otwórz oczy!”. Delikatnie zerknęłam przez palce i wtedy, to był najpiękniejszy moment w moim życiu, stanęłam przed Jezusem! On, Wielki, Niepojęty w Swojej miłości przyszedł do mnie! Czułam Go, Wielki Ogień Miłości! „Jezu, Panie mój, Ty do mnie przyszedłeś? Nie jestem Ciebie godna, ale powiedz tylko jedno słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja!”. Poprosiłam Jezusa nieśmiało, żeby uzdrowił moją siostrę. Kilkanaście minut później w Kościele słyszałam słowa skierowane imiennie do mojej siostry: Jezus o Tobie nie zapomniał. Wiem, że to było do niej, odpowiedź na moje wcześniejsze żale, że ta moja siostra stoi tak pokornie w kąciku Kościoła nie słysząc kompletnie nic. Jezus o niej nie zapomniał, kocha ją mocno i jest przy niej. Ma plan, a Jego plany są wyjątkowe. Teraz to wiem. Rozmawiałam z siostrą po powrocie i z tego co wiem, w momencie w którym Jezus przyszedł do mnie, przyszedł również do mojej siostry! I ja i moja siostra oddałyśmy Mu wszystko zakochując się w Nim do szaleństwa! Po powrocie z Tychów, kilka dni później wyspowiadałam się z całego mojego życia. Dostałam nowe życie i zobaczyłam na nowo świat. Dwa dni później w pracy, koleżanka zapytała się mnie czy użyłam jakieś maseczki bo moja twarz promienieje. Odpowiedziałam, że to dlatego, bo Jezus do mnie przyszedł! Zaczęłam czuć radość i miłość do Boga, męża, dzieci, ludzi, do Maryi. Wiem, że Jej ręka położona na mojej głowie we śnie oznacza, że Maryja otoczyła mnie swoją Matczyną Opieką po śmierci taty. I wiem, że kiedyś spotkam się z moim ziemskim tatą. Z przyjemnością modlę się, codziennie chodzę do Kościoła i przystępuję do Komunii Św. ciesząc się, że spotykam się z Jezusem dzień po dniu! W ciężkich momentach, kiedy nagle wkrada się w moje życie jakaś niepewność czy strach. Wtedy proszę Jezusa: „Ty się tym zajmij. Oddaję Ci Panie wszystko.”. I wiem, że On zawsze przy mnie jest. Czuję Go. Mam ogromną ochotę wykrzyczeć całemu światu: Jezus Żyje! Chwała Panu!

Agnieszka, lat 40

 

Na kolejny Tyski Wieczór Uwielbienia wybrałam się z przyjaciółką, by po prostu uwielbiać Pana jak zawsze. Modląc się o łaski dla rodziny, przyjaciół i znajomych. Dziękując Bogu za Jego dobro, jakiego doświadczam za Jego przyczyną. Zanim jednak tak mocno ukochałam Pana byłam raczej ,katolikiem „od święta” i nie do końca zdawałam sobie sprawę z mocy sakramentów i wielkości Jego Chwały ,więc i dzieci wychowywałam w wierze, nie koniecznie tak jak być powinno. Odeszłam od Kościoła nawet w niedzielę nie było mi po drodze. Jednak ogromne nieszczęścia jakie przytrafiały się mojej rodzinie jedno za drugim postawiły mnie w takiej bezradności, że Pan sam się o mnie upomniał. Jednak konsekwencje mojego odejścia trwają do dziś. Kiedy już mocno Bóg pokazał jak mam iść i pomaga mi każdego dnia, wyciąga z zakamarków mojego serca każde zranienie, każdy grzech, a później uzdrawia naprawia i sprawia ze staje się moje serce nowe oraz coraz bardziej wolne. Tym razem nie mogłam sobie poradzić z tym, że odpowiedzialność jakie wzięłam rodząc i wychowując moje dzieci, również w wierze są powodem, że moje starsze dziecko buntuje się i nie koniecznie chce tej drogi. Wiec jako matka czując się bezsilna i bezradna. Powierzałam mojego syna na modlitwach i w sakramencie pokuty przeprosiłam za swoje błędy. Tego dnia na Tyskim wieczorze Pan przemówił do mnie przez prowadzących. Mówił o trudnej młodzieży i matce która martwi się o swojego syna, zapewniając mnie że troszczy się o niego i że jest przy nim. A ja zrozumiałam że muszę Panu bardziej zaufać. On troszczy się każdego dnia o mnie i wszystko i wszystkich każdą moją troskę ,modlitwę czy choćby westchnienie zachowuje w Swoim sercu. I nie muszę się już bać. Mam tylko ufać miłować i iść za Nim każdego dnia, a On działa cuda. I za to Chwała Panu!

Ania, lat 34

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< listopad 2019 >
pnwtśrczptsond
    1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30


Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca