Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Niepublikowane świadectwa z XXII TWU i wcześniejszych

Na XIX TWU czułam się raczej jak obserwator niż uduchowiony uczestnik modlitwy charyzmatycznej - nie spodziewałam się też żadnego głębszego przeżycia. Chciałam po prostu wielbić Boga, dziękować Mu za całe dobro, jakie od Niego otrzymałam, za dar mojego nawrócenia, za odzyskaną wiarę, rozpaloną ponownie miłość do Boga i mojej rodziny, którą na nowo pokochałam i doceniłam. Od czasu mojej wewnętrznej przemiany często ofiaruję Panu siebie, moją rodzinę i całe nasze życie, prosząc, by zechciał nas przemieniać, aby ta ofiara i nasze życie coraz bardziej Mu się podobały. Również w trakcie XIX TWU modliłam się za moja rodzinę - i  właśnie tuż po tej modlitwie usłyszałam słowa: "Pan Jezus zwraca się teraz do kobiety: Bardzo kocham Ciebie i Twoją rodzinę." Zdaję sobie sprawę z tego, że te słowa były pewnie skierowane do wielu kobiet - ale wiem, że do mnie z pewnością też. Dziękuję Ci, Panie, za Twoją miłość, której doświadczam codziennie oraz za te słowa... Chwała Tobie Panie.

Agnieszka


Szczęść Boże. Od kilkunastu lat co jakiś czas miałem koszmarne sny, raz rzadziej, raz częściej, gdzie nachodził mnie szatan przybierając jakąś postać złego, lub jakieś trupy. Zawsze w tych snach próbowałem z nimi walczyć, ale zawsze przegrywałem bezsilny i nieumiejący się obudzić. W  tym wielkim przerażeniu, na końcu, gdy już nie umiałem sobie poradzić, zaczynałem przeraźliwie wyć, co było słyszalne i również przerażające dla tych, co spali obok. Uczestniczyłem najpierw w Seminarium Odnowy Wiary, gdzie na jednej z konferencji ksiądz egzorcysta powiedział, że dobra spowiedź św. więcej znaczy niż egzorcyzm. Przystąpiłem do spowiedzi wyznając swoje dziwne sytuacje. Uczestniczyłem raz w  wywoływaniu ducha. Niby nic się nie wydarzyło, ale takie coś miało miejsce. Korzystałem też z usług lekarki homeopaty, która pomagała mi, moim dzieciom i mojej żonie. Gabinet tej pani doktor był bardzo dziwny: było w nim dużo figurek z sowami, jak również mnóstwo książek z dziwnymi tytułami, np. "Bóg urojony". Korzystałem także z różdżkarstwa. Po zakończeniu seminarium zorganizowano nam wyjazd na XXII TWU. Do Tychów jechaliśmy trzy godziny. Pierwszy raz uczestniczyłem w tak wspaniałej Eucharystii. Gdy Jezus przechodził koło mnie, tak mocno biło mi serce, ogromne miałem ciśnienie w piersi. Później był spokój i radość wewnętrzna. Od czasu seminarium koszmarne sny już się nie powtórzyły. Byliśmy także na XXIII TWU - wielka radość uwielbiać Jezusa.

Łukasz, 36 lat


W październiku 2012 r., gdy podczas Mszy św. kapłani zaczęli rozdawać Komunię św., nie byłam pewna, czy moje grzechy są lekkie i czy mogę przyjąć Eucharystię. Modliłam się o wskazówkę. Spodziewałam się, że może kapłan będzie rozdawał Ciało Chrystusa gdzieś bardzo blisko mnie i  wtedy poczuję, że mogę przystąpić do Stołu Pańskiego. W pewnym momencie zauważyłam pewne ożywienie wśród wiernych niedaleko mnie. Kilka osób odwróciło głowy w tym samym kierunku. Byłam pewna, że zaraz zobaczę księdza z puszką - jednak nie zobaczyłam nikogo. Po chwili poczułam, jakby stanął tuż przy mnie Ktoś znacznie większy ode mnie, pochylił się i  przytulił tak, jak przytula się małe dziecko. Nie czułam dotyku, lecz otoczyło mnie błogie ciepło. Poczułam, że Bóg mnie kocha i chce, żebym przyjęła Go do swojego serca. I tak się stało. Chwała Panu.

Agnieszka, 36 lat


Na XX Tyski Wieczór Uwielbienia przyjechałam z mężem i rodziną. Towarzyszyła mi absolutna pewność, że Bóg uczyni nam cuda. Był to bardzo trudny okres w naszym życiu rodzinnym, ale z Bożą pomocą udało się nam namówić potrzebujących, że muszą być z nami. 7 lat temu ulegliśmy z  mężem poważnemu wypadkowi samochodowemu. Już wtedy mieliśmy pewność, że tylko Boża ręka nas uratowała ze zmiażdżonego, palącego się samochodu, w  który kierowca uderzył bez hamowania jadąc rozpędzonym samochodem, zdążyłam tylko krzyknąć "Matko Boska, ratuj!" Według straży i policji, która była na miejscu, nie ma szans, by ktoś przeżył taki wypadek. Absolutnie każda część samochodu została zmiażdżona czy spalona, a my wyszliśmy cało. Okazało się jednak, że doznałam silnych uszkodzeń kręgosłupa i, mimo solidnej rehabilitacji i ćwiczeń, ostatnie 6 lat było czasem ciągłego bólu. Każdej nocy ból budził mnie po kilkanaście razy lub wcale nie dawał spać, co doprowadziło moje nerwy na skraj wyczerpania. Jednak tego dnia nie myślałam o plecach, ale o bliskich, którzy byli w stanach chorobowych, gdzie, w niektórych wypadkach, lekarze latami rozkładali ręce. Błagałam Boga, by przebaczył naszej rodzinie grzechy pokoleniowe, uwolnił od żalu i złości, by do nich mówił, by dał im się poczuć, by działał cuda i uzdrawiał nas. Wierzę, że przyjdzie dzień, kiedy i oni napiszą świadectwo, dlatego tylko wspomnę, że wyszliśmy zdrowi, i tak jest do dnia dzisiejszego, a minął już rok! Pan uzdrowił tej nocy w mojej rodzinie chorą od 30 lat na schizofrenię, opętaną, którą uwolnił też od strasznego żalu do rodziców - co uwolniło ją od chorób, alkoholika, który przyjechał jako kierowca - latami niszczył swą rodzinę, ale nie dopuszczał do siebie myśli, że jest chory. Uzdrowił też moich rodziców, których małżeństwo przez ostatnie 20 lat było pełne bólu, osamotnienia, żalu, złości i chorób. Tej nocy Bóg wlał w  ich serca miłość i przebaczenie, i jesteśmy teraz szczęśliwymi dziećmi kochających się rodziców. Na koniec wieczoru Pan uzdrawiał z chorób kręgosłupa, więc poprosiłam o uzdrowienie. Wyszłam z kościoła, ale silny ból nadal mi towarzyszył. Przyjęłam to, bo przecież Bóg lepiej wie, co nam jest potrzebne. Wtedy, w momencie zawierzenia, ból został zabrany i  jestem zdrową, szczęśliwą kobietą. Po kilku miesiącach obudziłam się z  bólem, jednak Bóg daje uzdrowienie, a nie zwodzi nas, dlatego powiedziałam na głos: "Pan mnie uzdrowił, jestem zdrowa", i ból natychmiast odszedł i wiem, że więcej się nie pojawi. Dziękuję Bogu za te cuda każdego dnia i będę je głosić wszystkim, którzy potrzebują tego świadectwa.

Magda, 33 lata


XXII Tyski Wieczór Uwielbienia był chyba moim piątym Wieczorem, lecz jest to pierwsze świadectwo, które przesyłam. Choć od dziecka wierzyłam w  Boga i nigdy nie przestałam uczęszczać na niedzielną Mszę, to w pewnym okresie życia zaczęłam interesować się filozofią i religią Dalekiego Wschodu, medytacją oraz New Age. Nie miałam wtedy świadomości, że fascynacja takimi rzeczami jest bałwochwalstwem. Zaczęłam być nękana przez demony. Tego, jak okropne było to doświadczenie, nie da się opisać słowami. Trwało to ponad rok i przemieniło mnie całkowicie. Czułam, jakby coś we mnie zostało złamane. Mimo tego, że odmówiono nade mną modlitwę o uwolnienie i nękania ustały, wciąż czułam ogromną ranę w moim sercu, która nie chciała się zagoić. Na myśl o tym, co się stało, zbierało mi się na płacz. Byłam przepełniona strachem. Na pierwszym TWU ksiądz z Jezusem w Najświętszym Sakramencie zatrzymał się nade mną. Podczas następnych TWU nie miałam żadnych spektakularnych doznań, choć bardzo pragnęłam zmiany w moim życiu i uzdrowienia. Wciąż czekałam na to, aż Jezus pochyli się nade mną i uleczy mnie. XXII Tyski Wieczór był dla mnie piękny. W momencie gdy modlono się za osoby dotknięte obecnością złych duchów, klęczałam. Nagle poczułam, że Jezus jest tuż obok mnie i dotyka mojego serca. Zaczęłam płakać. Cały smutek, żal, rozpacz i bezradność spowodowane nękaniem zniknęły. Ciężar spadł mi z  serca. Później, podczas wspólnej modlitwy, otrzymałam dar języków i  zaczęłam wielbić Boga z ogromną radością i pokojem. Gdy wracałam do domu, obawiałam się, że to przeżycie było tylko chwilowe, lecz następnego ranka obudziłam się z lekkim sercem. Teraz wiem, że jestem uzdrowiona i za to chwała Panu!

Sara, 19 lat


"Spocząłem w twym sercu, gdy jeszcze byłaś malutka" - takie właśnie słowa skierował do mnie Pan Jezus w słowie poznania. Czytając je jako nastolatka nie domyślałam się nawet, jak dosłownie będzie mi dane poznać ich sens. Zrozumiałam je dopiero sporo lat później, kiedy jako już dojrzały człowiek, po skończonych studiach, starałam się o przyjęcie do pracy w szpitalu. W trakcie rutynowych badań dowiaduję się, że muszę zrobić dokładniejsze badania, gdyż lekarka badająca mnie słyszy szmery w  sercu. I tak zaczyna się wędrówka po lekarzach. Początkowo myślałam, że to tylko utrudnianie mi życia i strata czasu. Jak się później okazało, sprawa była bardzo poważna. Diagnoza spada na mnie jak grom z jasnego nieba: prawie centymetrowy ubytek w przegrodzie międzyprzedsionkowej, a  prosto mówiąc: "dziura w sercu", którą trzeba będzie załatać, czyli zoperować. Kiedy usłyszałam tę wiadomość, załamałam się. W najbliższych planach ślub, wymarzona praca, później dziecko, a tu moje plany rozsypują się w jeden dzień jak domek z kart. Nie dość, że praca zawieszona, to jeszcze waży się kwestia operacji mniej lub bardziej inwazyjnej. Dowiaduję się, że o dziecku możemy jak na razie tylko pomarzyć. Kolejni lekarze potwierdzają diagnozę. Jestem już wstępnie umówiona w klinice, w której miałaby odbyć się operacja. Ostatnie badania mają zdecydować, jaką metodą ma to się odbyć. W trakcie tego trudnego dla mnie czasu moja rodzina z narzeczonym modli się o cud przez wstawiennictwo Jana Pawła II oraz bł. Karoliny Kózkówny. Od dłuższego czasu jeździmy też wspólnie na Tyskie Wieczory Uwielbienia - zaprosił nas na nie mój najmłodszy brat Piotr. Kiedy nadszedł dzień badania i  podjęcia ostatecznej decyzji, ku zdziwieniu lekarzy - dowiaduję się, że po centymetrowym ubytku nie ma nawet śladu! Konsultowało się tam kilku lekarzy, którzy nie potrafili wytłumaczyć w medyczny sposób zaistniałej sytuacji. Dziś jestem nie tylko szczęśliwą żoną, ale i mamą kochanej dwuletniej Karolinki i spełnioną zawodowo pielęgniarką. Pracuję jako pielęgniarka anestezjologiczna na bloku operacyjnym na kardiochirurgii. Czyżby przypadek? Nie. Ja wiem, że to Pan Jezus mnie uzdrowił. W Jego Ranach nasze zdrowie! Wiem także, że trzeba Mu zawsze ufać do końca i  nie wątpić w to, że jego plan wobec nas jest doskonały - od początku, czyli od poczęcia, do naszego ostatniego tchnienia. Tajemnicą dla mnie jest moment, w którym się to wydarzyło, może było to właśnie tutaj, w  tym kościele, kiedy uczestniczyłam w Tyskich Wieczorach Uwielbienia. Za wszystko pragnę podziękować Najwyższemu, bo jestem żywym dowodem na to, że Jezus żyje i czyni cuda dzisiaj, tak jak dwa tysiące lat temu. Chwała Panu!

Katarzyna, 28 lat


Po raz pierwszy byłam na XXII Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Zostałam namówiona przez koleżankę, która ostatecznie jednak nie mogła pojechać, więc pojechałam sama. Zawsze wyobrażałam sobie, że Bóg ma tyle ludzi na ziemi, iż taka osoba jak ja w ogóle jest w tłumie niezauważalna, pewnie nie wie o moim istnieniu. Są ludzie na pewno bardziej wierzący niż ja i  godniejsi Bożej uwagi. Byłam takim niedowiarkiem. Jak taki Król, jedyny Władca może mnie dostrzec? Nagle usłyszałam na własne uszy: "Aleksandro, dlaczego nie wierzysz? Ja jestem przy tobie i przy twoich bliskich przez cały czas." Nogi się ugięły pode mną, bo wiedziałam, że Pan kieruj te słowa o mnie i chce mnie przekonać o swojej obecności i o tym, że nawet zwykła szara osoba, taka jak ja, jest niezapomniana. Chwała Panu!

Aleksandra


Na XXII Tyski Wieczór Uwielbienia pojechałam za namową córki. Miałam zupełnie inne plany na ten sobotni wieczór, lecz gdy córka poprosiła, abym pojechała z nią, zgodziłam się bez namysłu. Jadąc do Tychów pomyślałam, że skoro nie zamierzałam z własnej woli wziąć udziału w  Tyskim Wieczorze Uwielbienia, to moje modlitwy i mój udział ofiaruję nie w swojej intencji, lecz poproszę o łaskę nawrócenia dla dwóch bliskich memu sercu osób, które w ostatnim czasie pogubiły się w życiu. Nie oczekiwałam jakiegoś spektakularnego znaku, po prostu modliłam się gorliwie za te osoby, oddając wszystko w ręce Pana. Gdy pod koniec usłyszałam, że Jezus pragnie wysłuchać modlitw tych ludzi, którzy być może czują się niewysłuchani, a którzy znaleźli się tu nie z własnej woli, lecz zostali przez Niego przyprowadzeni, aby otrzymać łaskę -  poczułam, że te słowa są też skierowane do mnie. Ucieszyłam się, że ci dwaj ludzie odnajdą drogę do Boga, ale po pewnym czasie odkryłam coś jeszcze. Otóż odkryłam prawdziwy sens modlitwy wstawienniczej. Dotychczas, gdy modliłam się o coś, zwykle było to bardziej roszczenie niż prośba. Oczekiwałam, że jeśli modlę się o coś dobrego, to Bóg powinien wysłuchać mnie szybko. Było to żądanie niecierpiące sprzeciwu, a  nie prośba - takie faryzejskie "targowanie się" z Panem Bogiem, gadatliwość na modlitwie, którą Jezus piętnował. Po Wieczorze Uwielbienia zaczęłam modlić się zupełnie inaczej, pamiętając słowa Pana, że moja modlitwa zostanie wysłuchana we właściwym czasie, gdyż tylko On wie, kiedy będzie ten najlepszy moment. Teraz modlę się z ufnością, nie poganiam Pana Boga i nie trwożę się, że ci dwaj bliscy mi ludzie nadal żyją z dala od Niego. Uwierzyłam, że obaj wrócą we właściwym czasie. Być może nie nastąpi to szybko, być może jest im potrzebne doświadczenie syna marnotrawnego z przypowieści, który musiał bardzo nisko upaść, aby powstać. Modlę się za nich wytrwale i bez lęku. Modlę się, dziękując za obietnicę. Ufam, że Bóg czuwa nad nimi. Modlę się, aby rozeznali Bożą wolę i wypełnili ją. Wkrótce potem zaczęłam więcej czasu i uwagi poświęcać modlitwie uwielbienia i dziękczynienia, którą wcześniej zaniedbywałam, skupiając się na modlitwie prośby. Nie mam wątpliwości, że to skutek zmiany mojego podejścia do modlitwy w ogóle, a więc kolejny owoc Wieczoru Uwielbienia. Chrystus nie tylko dał mi nadzieję, ale przede wszystkim uzdrowił moją chorą relację do Niego i moje chore pojęcie modlitwy. Chwała Panu!

Anna


Działo się to rok temu, myślę, że w styczniu 2012 r. na Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Modliłem się za swojego przyjaciela, który grzeszył ze swoją dziewczyną. Przez to też oddalał się od sakramentów i  Kościoła. Upominałem go i rozmawiałem z nim. Prawdziwy efekt jednak nadszedł później... Po Wieczorze okazało się, że w tym czasie, gdy trwał Tyski Wieczór, jego coś natchnęło, żeby wejść na maila swojej dziewczyny. Nawet nie znał jej hasła, po prostu "strzelił" (!) i się udało. Dzięki temu na jaw wyszła prawda o jej podwójnym życiu. Zerwał z  nią i powrócił do Boga, do sakramentów. Przekonał się mocno, że związek z  drugą osobą warto budować tylko na Chrystusie. Zrozumiał swój błąd. Wyspowiadał się i wrócił do Boga. Obecnie ze swoją nową dziewczyną starają się budować swój związek na skale, na Panu Bogu. CHWAŁA PANU! ALLELUJA!

Dawid, 25 lat


Dziękuję wszystkim twórcom tego dzieła. Dla mnie uczestniczenie w  Tyskich Wieczorach Uwielbienia jest cudem, za który dziękuję Panu Bogu. Naprawdę czuję bliskość Boga i to, jak zostaję w tym okresie podniesiona na duchu i wzmocniona na ciele, i dosięgam nadziei, aby mieć siłę do dalszego życia. Dziękuję też innym uczestnikom TWU za świadectwa, bo wiem, jak jest trudno na ten temat się wyrazić, gdy to, co się ze mną dzieje, jest tak niepojęte. Dziękuję za doświadczenia z ostatniego Wieczoru. Chwała Panu!

Renata, 44 lata


.:: Świadectwa z XXIII TWU ::.

19 października 2013 r. uczestniczyłam wraz z córką i jej mężem w XXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Modliłyśmy się każda w swojej intencji. Ja w szczególności o pracę dla syna i wyjście z nałogu pijaństwa dla brata, którego wcześniej namawiałam na to spotkanie, ale odmówił. Syn właśnie dostał pracę, z której jest zadowolony, natomiast za brata muszę się jeszcze modlić, chociaż są małe chwile, kiedy myślę, że jest trochę lepiej. Ale w szczególności chcę przekazać świadectwo córki, prosiła mnie o to. Otóż pracuje w sklepie z koleżanką, która nie chodziła do kościoła, nie chodził również jej mąż ani rodzice, ani teściowie, ani brat (zmarł w młodym wieku w wielkich cierpieniach). Koleżanka ma natomiast 10-letnią córeczkę, która była w Pierwszej Komunii (bo tak wypadało, żeby nie odstawała od grupy), a która codziennie klęka do porannej i wieczornej modlitwy, nie mając żadnych wzorców w domu. Córka zaczęła więc koleżance opowiadać o swoich przeżyciach z Wieczoru Uwielbienia. W tym czasie do sklepu nie weszła ani jedna osoba, co normalnie nie jest możliwe. Koleżanka córki miała mnóstwo pytań. Zaczęła się nawet zastanawiać, jak by to było, jeżeli poszłaby do spowiedzi, ale bała się, że ksiądz będzie na nią krzyczał. Po urlopach, kiedy się spotkały, koleżanka oznajmiła, że pewnego dnia córka poprosiła ją, by poszła z nią do kościoła, bo sama się boi. Stojąc z tyłu kościoła ciągle zerkała na konfesjonał, gdzie siedział ksiądz i nie było żadnej kolejki do spowiedzi, więc podeszła, przystąpiła do spowiedzi i, o dziwo, nikt na nią nie krzyczał i od niepamiętnych czasów poszła do Komunii św. Tak jest do dzisiaj, modli się teraz, żeby to samo uczynił jej mąż. A córeczka jest przeszczęśliwa, że może do kościoła chodzić razem z mamą.

Teresa, 54 lata


Nie wiem, od czego zacząć… Może od tego, że nie umiem ująć w słowa tego, co się stało na tamtym Tyskim Wieczorze Uwielbienia… Już chyba piąty raz próbuję napisać to świadectwo. Nie wiem, jak to zrobić… Na każdym Tyskim Wieczorze Uwielbienia dzieje się coś niesamowitego. Za każdym razem. Odczuwam bliskość Jezusa, Jego niesamowitą Miłość… Najpierw chciałam jeszcze napisać o czymś, co zdarzyło się na wcześniejszym Tyskim Wieczorze Uwielbienia, nie wiem którym, nie pamiętam. Od lat jestem nękana przez szatana. Po tamtym Wieczorze to się skończyło. Poczułam się bezpieczna… Byłam bardzo wdzięczna Panu i  szczęśliwa. Jednak po miesiącu albo dwóch to wróciło… Wtedy zrozumiałam, że taka jest wola Pana, muszę UFAĆ i wiem, że razem z Panem go pokonamy. "Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec." Nie wiem, dlaczego piszę o tym dopiero teraz, żałuję, że nie podzieliłam się tym wcześniej. Przepraszam… Bardzo żałuję, w końcu przecież zostałam uzdrowiona! Ale teraz chciałabym jeszcze napisać o  XXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Czułam, że mam tam pojechać… po prostu to czułam. Jak weszłam do kościoła, od razu poczułam się bardzo szczęśliwa. Zawsze staliśmy z tatą na balkonie, ale tym razem chciałam stać na dole, żeby kapłan z  Najświętszym Sakramentem mógł przejść koło mnie. Jak znaleźliśmy miejsce, zaczęłam czytać tę karteczkę, którą dostaje się przy wejściu. Zrozumiałam, że muszę wierzyć w to, że Bóg wysłucha moich próśb i je spełni, że muszę w to wierzyć całym sercem, że muszę to wiedzieć. I tak zrobiłam. Uwierzyłam całym sercem. Po chwili zaczęłam rozmawiać z  Bogiem. Jego głos… jest taki piękny, taki miłosierny, taki cudowny… Nie ma słów, które potrafią go opisać…Po prostu słysząc Jego głos człowiek się jakby rozpływa, jakby mdlał ze szczęścia i spokoju… Jakby się zatapiał w miłości… Jeszcze trwała poprzednia Msza św. a ja już z Nim rozmawiałam! Już doświadczyłam tylu łask! Odpowiedział mi na pytanie, które zadawałam Mu od miesiąca: Czy mój dziadek jest w Niebie? I na wiele innych pytań też. Powiedział kilka rzeczy, dał mi Siebie poczuć, poczuć Jego Miłość. Powiedziałam Mu, że to, o co proszę, się spełni. Potwierdził. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje! Nie miałam pojęcia, co dzieje się dookoła. Kiedy rozmawia się z Bogiem, znika cały świat. Wszystko. Człowiek jest jakby nieobecny. Wszystko znika. Jest tylko Bóg, Jego Miłość i ty. Zadałam Mu pytanie i w tym momencie "wróciłam na ziemię", ale tylko na kilka sekund, bo w Ewangelii była dokładna odpowiedź na moje pytanie. Potem znowu wszystko zniknęło. Podczas tego Wieczoru Pan spełnił wszystkie moje prośby. Miałam już tak kilka razy w życiu, że spełniał każdą moją prośbę, niezależnie od tego, czego dotyczyła. Jednak za każdym razem to jest takie piękne, niesamowite i niewiarygodne. Jestem tak strasznie wdzięczna za wszystko, co się tam stało, za Jego każde słowo, za każdą spełnioną prośbę, za mojego Dziadka, za to, że dał mi poczuć swoją Miłość, za to, że wysłuchał mojej intencji i dał niesamowitą łaskę mi i osobom, za które się modliłam, za wszystko, co mam, za to, że mogę się podzielić z innymi moją radością, tym świadectwem, po prostu za WSZYSTKO. To, co napisałam, jest wielkim skrótem tego, co się zdarzyło i wiem, że o  czymś nie napisałam, o czymś zapomniałam, doświadczyłam tylu łask… Chciałabym tylko jeszcze raz przeprosić, że daję to świadectwo dopiero teraz i że nie wysłałam świadectwa z tamtego wcześniejszego Wieczoru. I  jeszcze raz dziękuję za wszystko. CHWAŁA PANU!!!

Paulina, 14 lat


Drżało mi ciało (głównie nogi), cierpiałem na depresję, leczyłem się neurologicznie, ale nic nie pomagało. Po XXIII Tyskim Wieczorze uwielbienia zostałem uzdrowiony. Moje ciało się nie rusza, mimo że nie biorę już leków. Miałem z tym problem już gdy byłem dzieckiem, ale dopiero teraz żyję inaczej. Chwała Panu.

Marcin, 38 lat


To był mój kolejny Tyski Wieczór Uwielbienia. Jak sięgam pamięcią, byłam i jestem osobą, której strach towarzyszył przez całe życie, w szkole podstawowej, średniej, w pracy, strach o dzieci. Byłam wychowana w  normalnej rodzinie, bez przemocy i pijaństwa, więc skąd ten strach? Idąc na TWU pomyślałam: "Co by było, gdybym usłyszała coś, co mnie dotyczy?" i poczułam lęk i strach, więc pomyślałam: "Lepiej nie". Kiedy usłyszałam w kościele imię Krystyna, której strach towarzyszy przez całe życie – łzy same płynęły, pomyślałam, że to nie chodzi o mnie, może jest druga taka osoba jak ja. Jeżeli tak było, to znaczy, że Jezus kocha nas dwie. Chwała Panu!

Krystyna, 54 lata


Brałam udział w XXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Gdy tylko dotarłam do kościoła, zaczęłam się źle czuć. Było mi słabo, ale myślałam, że powodem była moja choroba. Po krótkim czasie słabościom towarzyszył strach, co się zaraz wydarzy. Gdy kapłan zaczął wprowadzenie do Mszy, dostałam duszności i coraz gorzej się czułam. Byłam bliska tego, aby wyjść z kościoła, ale przecież jeszcze tak naprawdę nawet Msza się nie zaczęła. Postanowiłam zostać... Gdy tylko zaczęła się Msza, już nie byłam w stanie ustać na nogach, a moja modlitwa to był jeden wielki bełkot, którego sama nawet nie rozumiałam. Zdenerwowanie było ogromne, bo nie umiałam zrozumieć, co się dzieje. Większości Mszy w ogóle nie pamiętam. Nie byłam w stanie nic zrozumieć. Strach przed ludźmi, a  przede wszystkim przed tym księdzem, który odprawiał Mszę, stawał się ogromny i bardzo mnie to denerwowało, bo nie umiałam nad tym zapanować. Z  ogromnym trudem udało mi się wykrztusić "Niech się dzieje wola Twoja!" i  w tym momencie, jakby na zawołanie, przede mną stanął ksiądz z  Przenajświętszym Sakramentem. Wtedy zaczęło mną rzucać w każdą stronę, krzyczałam nieswoim głosem, a paraliż ciała był tak wielki, że nie byłam wstanie nad niczym panować... Ksiądz podszedł jeszcze bliżej, wypowiedział jakąś modlitwę i wszystko się uspokoiło. Potem już w  całkowitym spokoju modliłam się i uwielbiałam Pana. Chwała Panu.

Ania, 30 lat


Ostatnim razem na Tyski Wieczór Uwielbienia wybrałem się z pewnym dysonansem, ponieważ moja ciocia obchodziła urodziny, a ja, nie biorąc pod uwagę sytuacji, w której obchodziłaby swoje święto w sobotę (urodziny miała 17 października), jadę do Tychów. Potem pojawiła się kolejna wątpliwość: byłem w kościele już na mszy o 17.00 i zacząłem się zastanawiać, czy to aby nie za długo. Jednak już na modlitwie uwielbienia poczułem, że (nie wiem, jak to inaczej określić) jestem bardziej normalny niż zwykle. Ponadto poczułem solidarność z pozostałymi modlącymi się osobami (szczególnie z uwolnionymi), a nawet byłem na granicy płaczu, gdy ktoś z diakonii wymienił czyjeś imię. Odezwało się również u mnie coś jakby instynkt ojcowski wobec innych. Jest to zapewne związane z moim powołaniem do samotności, którą mam wykorzystać do pomocy innym (czy to nawracając, czy pomagając drugim). Po modlitwie wyszedłem bardziej zdystansowany do życia, co jest w moim wypadku bardzo znaczące, gdyż w gimnazjum myślałem nad samobójstwem tylko z powodu ocen, a w średniej szkole podchodziłem do tego dwa razy i do dziś mam słabą psychikę. Jednak Pan mi pomaga, tak jak to zrobił na ostatnim Tyskim Wieczorze Uwielbienia.

Michał, 25 lat


Słowa płynące do konkretnych wymienianych osób były pełne miłości i  miałem wewnętrzne przekonanie, że i do mnie Pan w ten sposób by mówił. Chwała Panu.

Piotr, 58 lat


Mój powrót do wiary zaczął się praktycznie na przełomie listopada i  grudnia 2012 r., gdy po praktycznie trzyletnim okresie postanowiłem coś ze sobą zrobić i poszedłem do spowiedzi. Wtedy zaczął się Rok Wiary, o  czym nie miałem zresztą pojęcia, bo i skąd, jak nie chodziłem do kościoła. Od tego czasu spowiadam się regularnie i regularnie też uczęszczam na Msze. Pierwszy raz byłem na XXI Tyskim Wieczorze Uwielbienia i było to najbardziej emocjonujące spotkanie, najbardziej je przeżywałem. Wtedy Bóg dał mi pierwszy znak, a mianowicie ksiądz, który chodził z Najświętszym Sakramentem, stanął przede mną i zrobił znak krzyża. XXII TWU nie był już tak podniosły i nie mogłem do końca skupić się na modlitwie przez płaczące osoby, ale jednocześnie dał mi siły do kolejnego spotkania. Na XXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia otrzymałem kolejny znak od Jezusa. Praktycznie na samym początku modlitw zacząłem się modlić w myślach, że w zasadzie to nie mam takich problemów jak inni ludzie, jestem zdrowy, nikt mnie jakoś specjalnie nie skrzywdził, i  wtedy usłyszałem: "Pan Jezus bierze teraz w swoje dłonie serce Adama, który sobie myśli, że tak naprawdę te jego problemy nie są tak istotne jak te, które do tej pory padły. Twoje problemy są dla Mnie równie ważne." Słysząc to nie dowierzałem, bo w zasadzie w tym samym momencie właśnie tak się modliłem. Niestety zamiast się skupić na słowach to zastanawiałem się nad tym, czy to jest do mnie, czy jakiegoś innego Adama. Jednak słowa te zasiały ziarno w moim sercu i mam nadzieję, że okaże się ono żyzną ziemią. Jeszcze czasem jest we mnie trochę niedowierzania, ale teraz wierzę, że te słowa Jezus skierował do mnie, a  skoro tak, to muszę rozwijać swoją wiarę i samego siebie, abym postępował tak, jak chce tego Pan Jezus, co czasem jednak nie jest proste. Wiem jednak, że skoro Bóg jest ze mną to, pomoże mi pokonać wszystkie problemy i przeciwności. Chwała Panu.

Adam, 29 lat


Na XXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia było wspaniale. To był mój pierwszy raz. Kiedy kapłan zaczął wychodzić pomiędzy ludzi i błogosławić Najświętszym Sakramentem, odczułem, że Pan mi błogosławi już za pierwszym uczynionym monstrancją znakiem krzyża. Nie wiedziałem, że ksiądz z Najświętszym Sakramentem już wychodzi do ludzi i zaczyna błogosławić. Upadłem na kolana i zesztywniałem ze złożonymi dłońmi, chociaż ludzie wokół mnie stali, bo było to kilka metrów od Najświętszego Sakramentu. Odczułem wielką moc płynącą z Hostii św. Potem było normalnie. Gdy kapłan błogosławił mnie z bliska, nie działo się nic dziwnego. Zrozumiałem, że Bóg od razu do mnie przyszedł i mi pobłogosławił. Kiedy trwała modlitwa uwielbienia, poczułem jakby Ktoś dotykał dłonią mojej głowy. Nie wiedziałem, czy to Bóg, czy zwykłe mrowienie bez powodu, więc nic z tym nie zrobiłem. Kiedy przestałem to czuć, zaczęła się piosenka "Wyciągnij nade mną swoją rękę, Panie". Zrozumiałem, że Bóg zrobił to już wcześniej. On działa, kiedy chce. Dał mi odczuć Swoją miłość do mnie na tym wieczorze. Chwała Mu.

Paweł, 18 lat


W czasie ostatniego Wieczoru Uwielbienia 19-tego października, w czasie błogosławienia Najświętszym Sakramentem, w pewnym momencie przestałem odczuwać bolesność w kręgosłupie, poniżej kręgów szyjnych między barkami. Do tej pory w tym miejscu często odczuwałem tę bolesność, czy to przy ruszaniu szyją, czy to jak próbowałem wyprostować plecy na oparciu fotela - nie mogłem bez bólu się wyprostować. Działo się tak od długiego czasu. Od tego Wieczoru Uwielbienia nie odczuwam tej bolesności.

Gustaw, 58 lat


W Tyskich Wieczorach Uwielbienia uczestniczyłam już 5 razy. Jestem szczęśliwa, że mogłam doświadczyć obecności i miłości Boga. Nie mogę się doczekać kolejnego spotkania z Jezusem, wręcz tęsknię za Nim. Tyskie Wieczory odmieniły moje życie duchowe, pogłębiły wiarę , spowodowały że jest ona żywa. Cieszę się każdą eucharystią, często się wzruszam podczas mszy, lub nabożeństw, szczerze pokochałam Jezusa i cieszę się tą miłością. Mimo trudnego życia jestem szczęśliwa gdyż Bóg nadaje mu sens. Jeśli chodzi o spray zdrowotne, jestem po amputacji lewej nogi, na skutek choroby nowotworowej. Podczas mojego pierwszego Wieczoru prosiłam Jezusa aby utrzymał w zdrowiu moją prawą nogę, bym mogła jakoś w życiu funkcjonować, wtedy poczułam ciepło w tej nodze, modliłam się również o  to, aby nowotwór nie wrócił. Jezus wysłuchał mych próśb, bo jestem zdrowa i dobrze sobie radzę w życiu. Natomiast podczas mojego trzeciego Wieczoru, prosiłam Jezusa by mnie przytulił i wtedy poczułam, jakby Ktoś bardzo delikatnie "musnął" moich włosów, tak że odruchowo uniosłam rękę w kierunku głowy. Najważniejsza jest jednak dla mnie modlitwa uwielbienia i słowa kierowane do nas przez Jezusa. Chwała Panu.

Faustyna, 40 lat


Dowiedziałem się o Tyskim Wieczorze Uwielbienia od siostry, pierwszy raz poszedłem z ciekawości i z bojaźnią, poczułem moc jaka tu panuje i  bardzo mi się spodobało. Na ostatnim spotkani a zarazem trzeci z kolei dostałem wielkiej łaski uzdrowienia, do tej pory się zastanawiam dlaczego ja. Usłyszałem, żeby osoby z problemami z kręgosłupem podniosły ręce w pierwszym momencie pomyślałem że to nie do mnie, chociaż pobolewał mnie kręgosłup dość często a ból był tak wielki że bolała mnie również głowa, ale zobaczyłem osoby młodsze ode mnie, które unoszą ręce i mówię sobie dlaczego nie ja i również uniosłem ręce modląc się. Od tamtego czasu nie mam żadnych problemów z kręgosłupem ani bólów głowy. Dziękuję Ci Boże. Amen.

Andrzej, 43 lata.


To był mój kolejny Tyski Wieczór Uwielbienia. Na wcześniejszym mnie nie było, ale teraz znów Pan postawił na mojej drodze osobę, z którą mogłam pójść na to duchowe wydarzenie i dostąpić tak wielu łask. Szczególnie chciałam, prosić o uleczenie mnie z rany przeszłości, tak by nie wpływała ona negatywnie na moje życie, w tym duchowe, oraz na relacje z  ludźmi. Po bolesnych przeżyciach walczę ze stanami emocjonalnymi, które utrudniają mi czasami normalne funkcjonowanie. Przejawia się to np. w  obniżonym nastroju, zamknięciu się w sobie, czarnych myślach czy też w  problemach z oddychaniem. Taką też obawę miałam, wybierając się na Tyski Wieczór Uwielbienia - bałam się, że nie będę mogła dobrze przeżyć tego czasu z powodu uczucia duszności. Tak się jednak nie stało, Pan pomógł mi w prawdziwej radości i pokoju przeżyć to szczególne z Nim spotkanie. Jego owoce odczuwam obecnie również w swoim codziennym życiu. Jestem dużo spokojniejsza, potrafię być bardziej wdzięczna i radosna, zaś rozchwianie emocjonalne nie dokucza mi tak, jak wcześniej. Wierzę, że Pan stale mnie umacnia i uzdrawia. Chwała Panu!

Kasia, 27 lat


Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus! 9.10.2013 r. uczestniczyłam, wraz z mężem i znajomymi, w XXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Byłam po raz pierwszy. Koleżanka, która już wcześniej była na Tyskim Wieczorze Uwielbienia, opowiedziała nam o swoich bardzo pozytywnych odczuciach i  zachęciła, żebyśmy pojechali razem. Tak też się stało. Pomyślałam, że nigdy dość wielbienia Boga za to, że jest, i za wszystko, co dla nas czyni. Nie miałam jednej konkretnej intencji, miałam ich wiele. Chciałam Bogu dziękować, przepraszać Go i prosić, także w intencjach moich znajomych bliskich i dalszych. W czasie Mszy św. przyjęłam Pana Jezusa w  Komunii św. A tego, co wydarzyło się potem, do dziś nie mogę zrozumieć. Kiedy rozpoczęła się modlitwa uwielbienia i niektórzy z obecnych zaczęli się modlić "językami", nie mogłam się skupić, wewnętrznie odczuwałam jakiś dziwny niepokój, musiałam włożyć wiele wysiłku, żeby Boga uwielbiać i skoncentrować się na modlitwie. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie przeżyłam. Gdy po skończonym nabożeństwie wyszliśmy z  kościoła miałam w głowie pełno pytań, a w sercu niepokój. Koleżanka zauważyła, że coś jest nie tak. W drodze do domu (ok.1,5 godz.) odmówiliśmy różaniec, ale ja wciąż nie mogłam się uspokoić. Wróciliśmy późno. Nie mogłam zasnąć, a gdy zasnęłam, męczyły mnie różne sny. Rano obudziłam się z pytaniem: "Panie Jezu, o co chodzi? Pomóż mi, bo nie wiem, co mam zrobić." Gdy krzątałam się przy kuchni, przyszła mi myśl, że muszę do Was napisać i podzielić się tym, co przeżyłam, choć pewnie nie jest to świadectwo takie jak wiele innych, które dostajecie. Ale gdy pomyślałam o napisaniu do Was, powoli zaczął wracać pokój do mojego serca, chociaż jeszcze niecałkowity. We wtorek wieczorem (trzy dni po TWU) chciałam "zrobić" namiot spotkania w oparciu o Ewangelię św. Mateusza (jak czynię to codziennie, bo jesteśmy z mężem w Domowym Kościele), ale Pismo św. otwarło się na 1 Liście św. Pawła do Koryntian rozdz.14 (Zasady korzystania z charyzmatów). Zaczęłam czytać, płakałam, ocierałam łzy i czytałam dalej. Było to jak balsam na moją skołataną duszę i mój niepokój. Dziękowałam Bogu za Jego słowo i za to, że powrócił pokój do mojego serca. Potem miałam taki moment, w którym pomyślałam, że nie napiszę tego świadectwa. Jednak chcę się z Wami tym podzielić. Nadal nie rozumiem, po co to wszystko się wydarzyło. Bardzo gorąco Was pozdrawiam i dziękuję za to, co robicie. Chwała Panu!

Agata


Nie umiem dziękować Ci, Panie, bo małe są moje słowa... XXIII Tyski Wieczór Uwielbienia był trzecim Wieczorem, w którym brałam udział. W  momencie kiedy spotkanie się kończyło, byłam przekonana, że nic szczególnego się nie wydarzyło. A jednak myliłam się... Na drugi dzień rano, wstając z łóżka, odkryłam, że Pan Jezus uzdrowił mój kręgosłup. Zniknęła sztywność dolnej partii pleców, która dokuczała mi od dłuższego czasu. Procesowi uzdrowienia nie towarzyszyły zjawiska typu ciepło ogarniające bolące miejsce (albo przynajmniej nic takiego nie zauważyłam). Ale nie zmienia to faktu, że poprawa nastąpiła. Chwała Panu!

Ola


XXIII Wieczór Uwielbienia był moim drugim razem. Na pierwszy, rok temu, zabrała mnie przyjaciółka ze swoim chłopakiem i jego mamą. Można zauważyć piękne działanie Pana, który poprzez kolejne osoby trafił do mnie. Do kościoła chodziłam tylko wtedy, kiedy sytuacja tego wymagała, np. kiedy trzeba było przyjąć sakrament bierzmowania w gimnazjum. Dzięki mojej przyjaciółce po 5 latach odważyłam się pójść do spowiedzi i w  taki oto sposób zaczęłam uczęszczać na niedzielne Eucharystie. Po pół roku mojej próby nawrócenia pojechałam na TWU. Z opowieści wiedziałam, czego mogę się spodziewać, lecz przez cały spędzony tam czas targały mną wątpliwości: "Jak to wszystko możliwe? Czy można aż tak wielbić Pana?" Ciągle mi czegoś brakowało, aż do dzisiaj. Już od dłuższego czasu wiedziałam, iż 19 października odbywa się kolejne spotkanie, a z racji tej, że na wcześniejszych nie mogłam się zjawić, to obiecałam sobie tym razem nie odpuścić. Początkowo miałam jechać z ową przyjaciółką, lecz parę dni przed zachorowała. Bardzo dobry kolega, który od ostatniego czasu mocno mnie wspiera i modli się za mnie, usiłował zorganizować sobie transport, by móc ze mną uczestniczyć w spotkaniu, lecz ostatecznie to również się nie udało. Chciałam zrezygnować, ale przekonał mnie, że to jest próba, i namawiał mnie, abym wytrwała. Dzisiaj, po spotkaniu, wiem i dziękuję Panu za to, że pojechałam sama. Już widząc kościół czułam radość w sercu. Moją intencją była prośba o  otwarcie mego serca na miłość i dobroć oraz uleczenie duchowe i  fizyczne, gdyż czeka mnie trzecia operacja kolana, co jest wynikiem uprawiania sportu. Będąc w kościele przed rozpoczęciem Mszy, czytałam biuletyn otrzymany przed wejściem. Łzy zaczęły mi spływać po policzkach już od tego momentu, gdy doszłam do słów: "Jesteś tu, bo Jezus cię tu przynęcił, bo Jego Duch posłany od Ojca bardzo w tobie zadziałał". Wiedziałam, że serce me zostało otwarte. To było piękne przeżycie. W  ciągu całego wieczoru 3 osoby, które stały obok mnie, zasnęły w Panu, a  ja poczułam Jego bliskość. Gdy przechodził ukryty w Najświętszym Sakramencie, serce zaczęło mi bić jak szalone, a ręce drżeć. Później, w  trakcie modlitwy, doznałam uczucia, jakbym stopami w ogóle nie dotykała podłoża, powoli osuwałam się na ziemię, jednak ludzie stojący obok złapali mnie. Przestraszyłam się wtedy. Może jeszcze nie byłam gotowa, ale dziękuję, tak bardzo dziękuję Panu, że pozwolił mi poczuć swoją miłość, że zechciał mnie nagrodzić. Wiele osób mówi, że miałam ciężkie życie, pełne przykrych doświadczeń. Niejednokrotnie myślałam o  samobójstwie z powodu poczucia odrzucenia i niekochania przez rodzinę. Tak też było, lecz z biegiem czasu wiem, że Bóg był przy mnie, niósł mnie na rękach w tych najgorszych chwilach i doprowadził do swojego domu. Zawsze był przy mnie i się mną opiekował, dzięki czemu wiem, iż nie ma tak trudnej rzeczy na świecie, której nie jestem w stanie z Nim pokonać. Chwała Panu.

Żaneta, 21 lat


Po raz kolejny brałam udział w Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Jestem osobą, która ma chorą duszę i długo wzbraniałam się przed napisaniem świadectwa, bo przecież to wstyd przyznać się, że jest się zniewolonym. Zawsze przed Mszą ogarnia mnie strach, co tym razem się wydarzy, czy będzie potrzebna pomoc księdza, czy wytrzymam do końca... Setki myśli, które coraz bardziej zniechęcają. Z ufnością powtarzałam: "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" i strach się zmniejszał... Co prawda całą Mszę nie byłam obecna duchem w kościele, ale bardzo mocno czułam obecność Pana obok mnie. Podczas wystawienia Przenajświętszego Sakramentu z powrotem pojawił się ogromny strach i wściekłość na wszystko, na to, że znów dałam się namówić dobrowolnie na męczarnie, na to, że jest wokół mnie tyle ludzi, że będą świadkami kolejnych manifestacji... Myśli narastały... I po chwili znów wyszeptałam: "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia", i przyszedł spokój, niesamowity, kojący spokój. Wszystko, co się działo ze mną, to, jak zły krzyczał przeze mnie, ogromny ból ciała, dreszcze, drętwienia, było jakby poza mną. Potem ksiądz podszedł z Przenajświętszym Sakramentem, pochylił się nade mną, i wtedy, z ogromnym krzykiem, w spazmach, wyszedł cały ból, złość, strach. Potem znów czułam dotyk Pana Jezusa, tak namacalnie, jakby stał za mną. Poczułam radość, a uśmiech pojawił się na mojej twarzy. I choć wiem, że to nie było jeszcze całkowite uwolnienie, to mam jeszcze większą wiarę, że ono nadejdzie z pomocą Pana. Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia... Chwała Panu!

Anna, 30 lat


Dziś mija tydzień od październikowego Tyskiego Wieczoru Uwielbienia. Wciąż nie mogę dojść do siebie po tym, co przeżyłam i czego dane mi było doświadczyć. Wybrałam się sama, bardzo spontanicznie, w domu zostawiając męża z dziećmi. Od wielu lat cierpiałam emocjonalnie. Nie boję się tego stwierdzenia, bo ciągłe napięcie nerwowe spowodowane moimi przeżyciami związanymi z domem rodzinnym paraliżowało mnie na co dzień. Mięśnie rąk i nóg wciąż bolały - tak były spięte. Byłam nerwowa, strachliwa, nie potrafiłam wypocząć ani solidnie się wyspać. To trwało latami - byłam niesamowicie zmęczona tym stanem. Przyjechałam do Tychów z  nadzieją na zmianę. Przykre wydarzenia w rodzinie, pełne nerwów i  negatywnych emocji, miały w ostatnich miesiącach wyjątkowo zły wpływ na mnie i na mojego noszonego wówczas pod sercem synka, który teraz cierpi na zaburzenia neurologiczne. Gdy podczas wieczoru padły słowa, że są wśród nas osoby, które bardzo cierpią ze względu na zaburzone relacje z  matkami, czują się odrzucone, zawiodły się na matczynej miłości, pomyślałam: "Panie Jezu, to o mnie". Podczas modlitwy skupiłam się jednak na innych, którym problem ów rujnuje życie, nie tylko duszę. Tuż po zakończeniu modlitwy zorientowałam się, że pierwszy raz od wielu, wielu lat poczułam się spokojna, moje mięśnie były luźne, nie stałam już spięta. Do domu wróciłam spokojna jak nigdy dotąd. Stałam się łagodniejsza i bardziej cierpliwa dla moich dzieci. Stan ten trwa już ponad tydzień, jest mi spokojnie, dobrze. Co chwila dziękuję Panu za to wyzwolenie, którego przez lata nie potrafiły mi dać żadne środki farmakologiczne.

Basia, 34 lata


XXIII Tyski Wieczór Uwielbienia nie był moim pierwszym spotkaniem z  Panem w Tychach. Tym razem udało mi się namówić po raz pierwszy mamę i  siostrę na wspólny wyjazd. Moją stałą intencją, którą kieruję do Boga, jest prośba o nawrócenie mojego męża i uzdrowienie z alkoholizmu. Jesteśmy tzw. trudnym małżeństwem, które często się rozstaje i na nowo schodzi. Również i tym razem ta trudna sytuacja była dla mnie priorytetem przez Panem. Bóg jednak miał dla mnie coś extra, co mnie bardzo zaskoczyło. Kiedy modliliśmy się za osoby mające problemy z  kręgosłupem i te osoby miały podnieść ręce do góry, to moja mama i  siostra (obie mają poważne problemy z kręgosłupem) podniosły nie jedną, ale obie ręce do góry. Ja nie podniosłam ręki, bo wiedząc, jak one cierpią z powodu bóli w kręgosłupie, uważałam, że moje problemy z  bolącym kręgosłupem są mniej istotne, a ja przecież przyjechałam w innej intencji. Postanowiłam wtedy, że będę się gorąco modlić za mamę i  siostrę. Jednak podczas tej modlitwy poczułam ciepło w lewej ręce, które promieniowało w górę do kręgosłupa. Kręgosłup w jednym momencie przestał mnie boleć i nie boli do tej pory. Od tamtego wieczoru minęło zaledwie kilka dni, ale chciałam już teraz podziękować Panu Bogu za to moje niespodziewane uzdrowienie. Wcześniej, gdy opierałam lewą rękę o  stół, to przeszywał mnie za każdym razem jakiś taki dziwny prąd, który promieniował do kręgosłupa, a teraz te dolegliwości minęły. Mogę również przespać całą noc bez dyskomfortu, który mnie wcześniej wyrywał ze snu. Chociaż nie wiem, jak dalej potoczy się moje życie, to wiem, że Bóg nieustannie działa w moim życiu. Mojego męża polecam Bogu w codziennej modlitwie i to On zdecyduje, kiedy jest odpowiedni moment na uzdrowienie. Moim zadaniem jest tylko mieć serce ufne i otwarte na działanie naszego Pana.

Beata, 35 lat


Byłam na XXIII TWU. W trakcie Mszy już dało się odczuć obecność Pana Jezusa wśród nas. Dawał nam radość oraz spokój. Pod koniec Mszy, mimo mojego młodego wieku, myślałam, że nie wystoję, nie wytrwam do końca. Czułam, jakby siedział na mnie dodatkowy bagaż, którego nie mogę udźwignąć. Pomyślałam: "Panie, daj mi siłę, przecież zaplanowałam, że będę do końca, a ja już nie mogę, chcę wyjść". Pomyślałam: "Byle wytrwać do Komunii, przyjąć Cię do serca". Nagle koło mnie chłopak zaczął się cieszyć i modlić po hebrajsku. Poczułam ciepło oraz światło, które przeszywa mnie całą, takie przyjemne, dające spokój i wyciszenie. Pomyślałam: "A jednak chcesz, bym została do końca, Panie", i przez chwilę nie czułam bólu. Te 5 minut pozwoliło mi nabrać sił i uwierzyć, że dam radę dla Niego, dla siebie. Po raz pierwszy byłam na Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Cieszę się, że mogłam osobiście w tym uczestniczyć. Chwała Panu.

Aleksandra, 28 lat


Do modlitwy na XXIII TWU namówił mnie mąż. Jeździłam na nie kilka lat temu sama, jednak ostatnie lata związane z narodzinami dwójki dzieci i  budową domu uniemożliwiły mi rozwój życia duchowego. Na spotkanie przyjechałam bez większych oczekiwań, choć chciałam, by Pan dał mi siłę do niesienia codziennego krzyża oraz radość, bo życie moje było ostatnio bardzo gorzkie. Na samym początku doznałam szoku na widok ilości zaparkowanych samochodów oraz podziwu dla organizacji ruchu. Kolejne zaskoczenie czekało nas w kościele, gdyż mimo punktualnego przyjścia nie umieliśmy wejść do środka. Pomyślałam tylko sobie, że przy Jezusie też były takie tłumy, więc damy radę. Tak się też stało - stałam kilka godzin w tłumie osób i właściwie nie przeszkadzało mi to w modlitwie. Pan dał mi to, czego tak bardzo potrzebowałam - odpoczynku przy Nim, posilenia duchowego, radości i docenienia swego życia. Dużym przeżyciem była dla mnie manifestacja złego ducha, która działa się u człowieka oddalonego o kilka metrów ode mnie. Z jednej strony wzbudziła ogromne przerażenie z powodu nieludzkich odgłosów, jakie wydobywały się z tego człowieka. Z drugiej strony pokazała mi, że szatan istnieje, ale nie ma mocy - przed Jezusem, który jest Panem, może sobie tylko pokrzyczeć. Chwała Panu!

Agnieszka, 34 lata


Na XXIII Tyski Wieczór Uwielbienia przyszłam sama, kolejny raz. Źle się z  tym czułam. Moja mama w tym dniu starała się mocno wpłynąć na mnie, bym nie poszła do kościoła. Ze smutkiem spoglądałam na matki, które przyszły ze swoimi córkami. Ja również tego pragnęłam, by ona była tu ze mną. Gdy zaczęła się Eucharystia, przegoniłam te myśli i skupiłam się na modlitwie. Podczas czuwania modlitewnego, w pewnym momencie usłyszałam słowa, że w kościele jest kilka kobiet, które mają problem z  relacją ze swoimi matkami, czują się przez nie krzywdzone i niekochane, mają do nich żal, nienawidzą je. Usłyszałam, że Pan chce je dotykać, leczyć ich rany. W jednej chwili zdałam sobie sprawę, że jestem jedną z  tych kobiet. Poczułam, że ogarnia mnie ciepło. Drżałam na całym ciele. Tak strasznie chciało mi się płakać, ale, nie wiedzieć czemu, broniłam się od tych łez. W końcu poddałam się, a wraz z łzami przyszedł spokój w  sercu i radość z doświadczenia Bożej miłości. Wybaczyłam mojej mamie każde złe słowo, każdą wyrządzoną mi krzywdę. Wierzę, że Pan z czasem uleczy naszą relację. Chwała Panu!

Katarzyna, 26 lat


W XXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia uczestniczyłam pierwszy raz. Wcześniej brałam udział w pielgrzymkach, spotkaniach modlitewnych i  rekolekcjach. Kiedy byłam młodsza, nie potrafiłam dostrzec, jaka tak naprawdę jest relacja między moimi rodzicami. Wydawało mi się, że ich miłość kwitnie i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Z biegiem czasu zrozumiałam, że tak nie jest - mój tata zdradził mamę. Tak naprawdę to ja pierwsza się o tym dowiedziałam. Nie wiedziałam, co robić. Od tamtego czasu w naszej rodzinie wszystko się zmieniło. Byłam pewna, że moi rodzice się rozwiodą. Czułam ogromny żal i nienawiść do taty za to, co wyrządził nie tylko mamie, ale i mnie - swojej córce. Doświadczałam codziennych kłótni między moimi rodzicami, a co najgorsze, byłam przez nich w to wplątywana. Kiedy wracałam ze szkoły, wychodziłam z domu, bo już sobie z tym wszystkim nie radziłam. Zaczęłam się modlić o  małżeństwo moich rodziców, o moją rodzinę. Tego dnia prosiłam szczególnie Pana, aby mnie wysłuchał, aby pomógł moim rodzicom. Kiedy zaczęła się modlitwa charyzmatyczna, usłyszałam słowa: "Teraz Pan Jezus przychodzi do osób, których mąż zdradził, żona zdradziła, które czują się zranione przez bliskich, do dzieci, których rodzice się kłócą, a  szczególnie do kilku osób" i wymieniono 4 imiona, w tym moje. Wtedy przeszedł mnie dreszcz, poczułam wewnętrzne ciepło, moje nogi zaczęły drżeć, uklękłam i zaczęłam płakać. Były to zarazem łzy szczęścia, bo wiedziałam, że Pan Jezus mnie wysłuchał, i łzy smutku - dlatego, że musiałam się modlić o taką sprawę. Wtedy poczułam, że całkowicie wybaczyłam mojemu tacie to, co zrobił, i wierzę, że on tego bardzo żałuje. Moja mama wybaczyła tacie i ciągle odbudowują swoje relacje. Dzięki temu moja wiara stała się silniejsza. Chwała Panu!

Alicja, 15 lat


Podczas modlitwy na XXIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia doświadczyłam uwolnienia od lęku, który każdorazowo wznawiał się, kiedy słyszałam odgłosy wydobywające się od osób duchowo udręczonych. Tak było i teraz, strach mnie sparaliżował, ciarki przechodziły po moich plecach. Pomyślałam: "Znowu się zaczyna" i niedługo po tym usłyszałam słowa: "Nie lękajcie się, Ja Jestem". Wtedy odczułam w sercu taką ulgę i radość, a  moje serce rwało się do większej modlitwy za te osoby, (a zazwyczaj było tak, że przestawałam się modlić). Pan Bóg otworzył mi po prostu oczy na fakt, że On jest i w swej miłości uwalnia. Niech Pan Bóg będzie w tym doświadczeniu uwielbiony! Chwała Panu!

Monika, 27 lat


Na XXIII Tyski Wieczór Uwielbienia pojechałam z masą różnych bliżej niesprecyzowanych intencji. Dziękowałam za rodzinę, przyjaciół, pracę… Ofiarowałam Jezusowi wszystkich, którzy są bliscy memu sercu. Już nieraz w życiu Jezus okazał mi swoją miłość i troskę. Nie musi do mnie przemawiać przez proroków ani dawać spektakularnych znaków, abym wiedziała, że jest blisko. Oddałam już kiedyś Jezusowi moje duchowe problemy (np. z nieczystością), a moje ciało nie potrzebuje uzdrowienia. Mimo to nie mogłam się doczekać kolejnego TWU i z wielką radością stanęłam w tłumie między ławkami w kościele. Dziękowałam Jezusowi za Jego obecność w moim życiu, szczególnie w bardzo ciężkich chwilach - gdy straciliśmy nienarodzone dziecko, gdy borykaliśmy się z problemami finansowymi… Podczas Komunii Świętej przez dłuższy czas żaden z księży do nas nie podchodził. Śpiewaliśmy wtedy Jezusowi "Przyjdź", a On do nas nie podchodził. Już zaczęłam się zastanawiać, jak po całych uroczystościach dotrzeć do kaplicy św. Józefa, aby tam przyjąć Komunię, aż nagle dostrzegłam, że kapłan zaczął się zbliżać z Eucharystią. W  całym tłumie kapłan mnie minął – odwróciłam się więc w jego stronę, czekając. Dostr

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< marzec 2019 >
pnwtśrczptsond
    1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca