Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Świadectwa z 39. oraz niepublikowane wcześniej świadectwa z TWU

Świadectwa z 39. TWU >>

Niepublikowane świadectwa z wcześniejszych Tyskich Wieczorów Uwielbienia

W Wieczorach Uwielbienia uczestniczę od kilku lat. Za każdym razem czułam się po nich wewnętrznie lepiej. Odczuwałam radość. Podczas Wieczoru Uwielbienia często samowolnie płakałam.

 

Podczas 36. Wieczoru Uwielbienia moje imię zostało wymienione łącznie z informacją, że modlić będziemy się za osoby w trudnych sytuacjach życiowych, zagubione, nie wiedzące co mają zrobić. Faktycznie, w tym dniu był pogrzeb bliskiego krewnego i po stypie wybrałam uczestnictwo w Wieczorze Uwielbienia, rezygnując ze spotkania z rodziną. Także na kolejnym Wieczorze Uwielbienia padło moje imię, jako osoby z depresją, zranionej. Za każdym razem, gdy wyczytano moje imię, odczuwałam też fale ciepła przepływające przez ciało i tak jakby dłoń przyłożoną do mojego serca.  Powoli próbuję znajdować większy sens mojej codzienności, niż tylko jedzenie, czy dbanie o poprawną prezencję, co od momentu, kiedy wyjechałam za granicę, nie zawsze jest łatwe. Chwała Panu!

Magda, 29 lat

 

Ostatni, 38. Wieczór Uwielbienia był moim pierwszym. To dziwne, że wcześniej o nim nie słyszałam, mimo że mieszkam w Tychach od wielu lat. Poszłam na uwielbienie sama i byłam bardzo mocno przejęta. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Miałam mnóstwo intencji i nie umiałam się skupić na konkretnej. W trakcie Wieczoru nie odczuwałam niczego nadzwyczajnego, poza zdenerwowaniem. Byłam nawet trochę zawiedziona, bo czytałam inne świadectwa, w których obecność Jezusa była mocno odczuwalna. Niestety, trochę zazdrościłam, że tego nie czuję. Jezus jednak wybrał to, co było mi potrzebne najbardziej: problemy i ogromny stres związany z pracą. Nagle dostałam propozycję zmiany etatu na mniej stresujący i uwaga – lepiej płatny. Wszystko, łącznie z rekrutacją, trwało trzy dni. O nic się nie starałam i nigdzie nie aplikowałam. Od pierwszego kwietnia zaczynam nowy etap w pracy zawodowej. Już nie mogę się doczekać kolejnego Wieczoru Uwielbienia. Był niezwykły, namawiam mojego męża i córkę, by mi towarzyszyli bo warto tam być. Uwielbiamy Pana bo jest dobry. Chwała Panu!

Magda

 

Sporo czasu już minęło od Tyskiego Wieczoru Uwielbienia, o którym zamierzam napisać świadectwo. Dwa, może nawet trzy lata, nie pamiętam dokładnie. Myślałam wiele razy, żeby podzielić się świadectwem z tego, co się wtedy wydarzyło. Ale codzienne obowiązki, a przede wszystkim myśli pochodzące, jak sądzę od złego, że nie było to nic nadzwyczajnego i nie warto o tym pisać, spowodowały, że oddaliłam to aż do teraz. Sytuacja życiowa, w jakiej w tej chwili się znajduję, a przeżywam czas wewnętrznego oczyszczenia w oczekiwaniu na trudną diagnozę dla córki, spowodowała, że spojrzałam w głąb siebie. Rozważam ponownie wiele faktów, które wydarzyły się w moim życiu, które miały wpływ na mnie i na moją relację z Bogiem. Tak, że poczułam przynaglenie napisania i wysłania, pomimo wszystko, tego świadectwa.

Od dwudziestu paru lat, kiedy weszłam w dorastanie i uległam konkretnemu defektowi urody czułam się brzydka, odrażająca i nic nie warta. Poznałam mojego męża który pokochał mnie taką, a nie inną. Urodziłam szczęśliwie dzieci, ale cały czas czułam się źle z sobą i nie akceptowałam tego. Nie akceptowałam siebie i swojego wyglądu, nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze, oglądać swoich zdjęć. Wydałam wiele tysięcy, żeby poprawić swoją urodę i choć zewnętrznie wyglądałam lepiej, nic się nie zmieniło.

Na Tyski Wieczór Uwielbienia pojechałam z intencją modlitwy o uzdrowienie córki z wady serduszka. Nie spodziewałam się, że zamiast tego, Jezus uzdrowi mnie. W trakcie kiedy ksiądz był blisko mnie z Najświętszym Sakramentem usłyszałam słowo poznania, które mnie bardzo dotknęło. Na ile pamiętam, mniej więcej takiej treści: „Pan Jezus jest teraz blisko kobiety. która wiele lat czuje się brzydka, ma problem ze swoim wyglądem, nie akceptuje siebie i mówi do niej: Umiłowana córko moja, jesteś piękna jak perła, jesteś dla mnie wyjątkowa, taką cię od zawsze kocham”. W tym momencie poczułam, że te słowa są kierowane do mnie. Poczułam jak serce mi mocno bije. a łzy zalewają twarz. Po usłyszeniu tych słów zmieniło się moje nastawienie do siebie pod względem wyglądu. Akceptuję siebie taką, jaką jestem. Zmieniły się moje relacje z mężem. Otworzyłam się bardziej na jego miłość do mnie, uwierzyłam w to, że naprawdę mnie kocha i że jestem według niego atrakcyjna. Jednak długo, o tym co się wtedy stało, nikomu nie mówiłam. Nawet mężowi. Dopiero niedawno zdobyłam się na odwagę.

Myślałam, że akceptację siebie mogę kupić drogimi zabiegami poprawiającymi urodę, a nie rozumiałam tego, że problem tkwi nie na zewnątrz, a w moim wnętrzu. Jezus Chrystus uzdrowił mnie z tego zafałszowanego patrzenia na siebie jakby w krzywym zwierciadle i chwała Mu za to. Chwała Panu!

Danuta, 40 lat

 

Po raz pierwszy byłam na Tyskim Wieczorze Uwielbienia w październiku 2018 roku. Przyjechałam, aby modlić się o zdrowie synowej, która miała skierowanie do szpitala z konsekwencją operacyjnego usunięcia części jelita. W niedzielę po Wieczorze zgłosiła się do szpitala. Wyniki krwi uległy poprawie. Wyniki tomografii wykazały poprawę. Stan zdrowia z dnia na dzień się polepszał. Oczywiście leczenie trwa nadal, ale czuje się dobrze. To cud. Dzięki Ci Boże. To, co czułam w czasie Tyskiego Wieczoru jest nie do opisania. Cały następny tydzień, kiedy czekałam na wyniki synowej miałam wrażenie, że Bóg jest obok mnie i mówi, że będzie dobrze. Chwała Panu!

Alina, 62 lata

 

Pierwszy raz przyszliśmy z żoną na Tyski Wieczór Uwielbienia w 2015 roku. Był to czas, w którym staraliśmy się o dziecko. Przez kilka lat moja żona nie mogła zajść w ciążę. Po jakimś czasie okazało się, że problem leży po moje stronie. Udaliśmy się do kliniki, gdzie lekarz stwierdził, że jestem bezpłodny i nic się nie da z tym zrobić. Przyszliśmy na Tyski Wieczór Uwielbienia, by błagać Pana Jezusa o cud. Przyznam, że nie wierzyłem, że może to coś pomóc.

W grudniu 2015 roku urodził nam się syn. W 2017 córka. Nigdy nie byłem osobą głęboko wierzącą, ale od tamtej pory nie mam wątpliwości. Dziękuję, Panie Jezu. Chwała Panu!

Marcin, 35 lat

 

Na 37. Tyskim Wieczorze Uwielbienia padły słowa poznania, że Pan wybacza Marii grzech aborcji. Dziękuję Panie, że nazwałeś po imieniu mój czyn z przeszłości. Powiedziałeś również, że teraz muszę wybaczyć sama sobie. Dzięki Ci, Panie, za Twoje ogromne miłosierdzie i miłość jaką masz dla mnie grzesznika. Niech będzie Pan Uwielbiony. Chwała Panu!

Maria

 

Na 25. Tyski Wieczór Uwielbienia wybrałam się sama, nie mając żadnych konkretnych intencji. To nie był mój pierwszy TWU i wiedziałam już, czego mogę spodziewać. Przyszłam, bo chciałam spędzić ten czas w towarzystwie Boga i Jego wielbicieli, wychwalając Jezusa. Właściwie nie wiem dlaczego nie zamierzałam o nic prosić, bo w tym czasie nie rozmawiałam z moim tatą, nie dlatego że się z nim pokłóciłam, ale dlatego że on się na mnie obraził. Uraziłam go, bo kilka tygodni wcześniej powiedziałam mu parę słów nieprzyjemnej prawdy o nim, a także jaki to ma wpływ na mnie i na rodzinę. Powiedziałam to bez miłości, pod wpływem impulsu, właściwie wykrzyczałam to z siebie. No i tata się obraził. Miałam nadzieję ze mu przejdzie po kilku dniach, ale mijał już chyba trzeci miesiąc, a on mnie nie zauważał, gdy przychodziłam odwiedzić rodziców. Bardzo mnie to męczyło i modliłam się o pojednanie, o to by mu przeszła uraza i byśmy powrócili do normalnych relacji, jednak Bóg wydawał się nie reagować na moje prośby. Podczas Wieczoru Uwielbienia nie myślałam o tym w ogóle, skupiona byłam raczej na uwielbianiu Boga.

Gdy ksiądz z Najświętszym Sakramentem przeszedł koło mnie, usłyszałam słowa, że Pan Jezus właśnie przeszedł koło grupy osób, których relacje rodzinne są mocno zaburzone i Jezus je w tym momencie naprawia. Nie poczułam nic nadzwyczajnego. Zaczęłam się natomiast rozglądać wokół siebie, bo przecież nie mogło chodzić o mnie. Przecież nigdy nie chodzi o mnie, gdy Pan Jezus uzdrawia, więc nawet mi przez myśl nie przeszło, że to właśnie o mnie. Zupełnie zapomniałam w tym momencie, że przecież to moje relacje rodzinne są rozerwane.

Następnego dnia pojechałam do rodziców. Gdy już wchodziłam do ich domu, w przedpokoju nagle pojawił się mój tata, który przechodził tamtędy. Spojrzał w moim kierunku i przystanął, co mnie wprowadziło w lekkie osłupienie. „Czyżby ktoś stał jeszcze za mną?” – pomyślałam, skoro ja zlewałam mu się z powietrzem. Ale coś mnie tknęło: postanowiłam iść za ciosem i wybąknęłam z siebie jakieś proste zdanie: „Przyniosłam wam sałatkę”. Na co tata zareagował uprzejmym zdziwieniem. Zaskoczyło mnie to niesłychanie, bo wiedziałam, że w tym momencie lody zostały skruszone i to już kwestia czasu, jak będziemy normalnie ze sobą rozmawiać. Wciąż nie wiedziałam, dlaczego ta zmiana nastąpiła akurat teraz. Dopiero na modlitwie wieczornej przypomniałam sobie, że przecież dnia poprzedniego Pan Jezus przechodząc koło mnie, nie tylko koło ludzi którzy obok mnie stali, obiecał mi, że naprawi relacje rodzinne i właśnie to uczynił.

Jestem Jezusowi bardzo za to wdzięczna, bo to straszna męczarnia nie rozmawiać z rodziną. I tylko przepraszam, że tak późno zebrałam się na to świadectwo. Wiem, że praca musi być zapłacona, bo to jest godne i sprawiedliwe, a chwała Boża głoszona. Chwała Panu!

Magda, 40 lat

 

Rok temu, w styczniu 2018, po raz pierwszy byłam na Tyskim Wieczorze Uwielbienia. W jednym z słów poznania usłyszałam swoje imię i słowa, że pewnym osobom ciężko jest się odnaleźć, ze względu na to, co kiedyś przeżyły. W jednej chwili pojawiła się wielka radość i wielki ból – jakby strach przed Jezusem, który chciał wtedy do mnie przyjść. Gdy modlitwa trwała, starałam się iść dalej, nie zatrzymywać tego spazmu i do końca nie wiedziałam, czy te słowa były skierowane do mnie. Ale ta wielka radość została dość długo. Myślę, że nawet do teraz.

Coś zaczęło się we mnie zmieniać, np. moje podejście do męża. W Walentynki poczułam, że kruszy się moje serce i że jestem uzdrowiona z miłości z lat licealnych, kiedy moje serce kochało bardzo mocno i prawdziwie, a  zostało potraktowane w sposób manipulacyjny. Długi czas czułam się oszukana i nie umiałam nikomu zaufać, obdarzyć prawdziwym i szczerym uczuciem. Dopiero wtedy zaczęło się to zmieniać, mimo, że już miałam męża.

Na ostatnim, 38. Wieczorze, Jezus dotknął mojej relacji z synem, którego odrzuciłam w jakiś niezrozumiały sposób. Był dla mnie jakimś wypomnieniem grzechu, gdyż począł się przed ślubem. I choć nikt w mojej rodzinie głośno o tym nie mówił, to czasem czułam czyjeś spojrzenia i właśnie takie uczucie, jakby ktoś mi wypominał: „zobacz jaka jesteś, wyszłaś za mąż, bo miałaś dziecko”. Ale tym razem Jezus wspominając o tym uzdrowił to miejsce i już nie czuję wstydu, że mam Jasia. Wcześniej mój syn często mówił mi z płaczem, że go nie kocham. Nie rozumiałam wtedy ani jego, ani siebie. Teraz wiem, że czułam się gorsza, mając syna przed ślubem. Ale na szczęście jest Jezus i Jego miłość. Chwała Panu!

Agnieszka, 39 lat

 

Na 38. Tyski Wieczór Uwielbienia przyjechałam razem z mężem, będąc w drugiej ciąży. Bardzo wyczekiwałam tego Wieczoru. Tak bardzo pragnęłam modlić się o zdrowie dla mojego dziecka, o szczęśliwy przebieg ciąży. Miałam już piękną, zdrową, półtoraroczną córeczkę, o którą też modliłam się na wcześniejszych TWU.

W pewnym momencie padły słowa kierowane do Agaty: „córko moja, przyjdź do mnie, a Ja cię uwolnię”. Po policzkach spłynęły mi gorące łzy. Myślę, że większość osób, które przyjeżdżają na Tyskie Wieczory czeka na ten moment, by usłyszeć słowa kierowane bezpośrednio do nich. Wtedy pomyślałam, że przecież kobiet o imieniu Agata może być o wiele więcej, czemu miałabym sądzić, że te słowa nie płyną również do mojego serca? Wtedy je przyjęłam i zrozumiałam, ale zupełnie inaczej.

W poniedziałek rano, tydzień po Wieczorze Uwielbienia, pojechałam szczęśliwa z mężem na pierwsze badania prenatalne. Okazało się jednak, że moje dziecko umiera, ma mnóstwo poważnych wad, które nie dają szans, nawet na przeżycie pełnego okresu ciąży. To był początek i jednocześnie koniec naszego czwartego miesiąca bycia razem. Nie sposób opisać naszej rozpaczy, bólu i cierpienia, ale też nie to jest celem tego świadectwa.

Dzień po stracie mojego synka przyjęłam w szpitalu komunię świętą. Pierwszy raz w życiu usłyszałam wewnętrzny głos: „teraz Ja wypełnię Twoje puste łono”. Płakałam gorącymi łzami. W każdej chwili później czułam obecność Jezusa. Mam wewnętrzne przekonanie, że gdyby nie On, nie przeszłabym przez tak bolesną stratę. Mój mąż towarzyszył mi cały czas. Potrafiłam nawet znaleźć siły, by mimo bólu wywołanego skurczami porodowymi, wspierać go.

Teraz wspominam ten czas jak przez mgłę. Nie wiem, jakim sposobem przez to przeszliśmy. Mój synek był chciany i kochany od samego początku. Serce matki będzie zawsze przy jej dzieciach a utrata nie przestanie boleć. Jednak jedyne ukojenie przynosiła mi modlitwa – moja własna, mojego męża, moich bliskich, znajomych. Nie potrzebowałam tak zwanych dobrych myśli, pocieszania czy rozmowy z psychologiem. Potrzebowałam Bożej obecności, przeświadczenia, że mój synek jest bezpieczny Tam, dokąd wszyscy zmierzamy. Po pochówku miałam lepsze i gorsze momenty, ale tylko w Bogu znajdowałam spokój. Nie należę do osób, które raz poznały dobrą drogę i już zawsze nią idą. Mam wzloty i upadki w swojej relacji z Panem Bogiem. Wiem tylko, że dzięki TWU zawsze chciałam wracać na właściwą ścieżkę, że wiele zrozumiałam, wiele dobrego doświadczyłam. Być może dzięki tym wszystkim wspaniałym osobom, które organizują TWU, dzięki wspólnocie ludzi pragnących i cierpiących jak ja, wreszcie spotkałam Boga Żywego i nigdy nie zarzuciłam Mu straty mojego dziecka. Wiem przecież, że On Jest Miłością. W szpitalu na nowo wybrzmiały mi zasłyszane słowa: „córko moja, przyjdź do mnie, a Ja cię uwolnię”. Dlatego też nie mogę milczeć, tylko zaświadczam o Jego obecności, o Jego działaniu w moim życiu. Chwała Panu!

Agata

 

WIĘCEJ NIŻ OSTATNI

Na Wieczorach Uwielbienia byłam już kilka razy. Każdy z nich był niezwykły, pełen łez, pokory i cudownej łączności z Jezusem. Tak się stało już od pierwszego Wieczoru Uwielbienia, na którym poczułam Jego bliskość, miłość i troskliwą opiekę. Jezus w każdym kolejnym dniu mojego życia pokazywał mi, jaka jestem i jaki On Jest bardzo delikatnie i czule zmieniając moje serce. Dlatego napisałam wiersz, by podziękować Jezusowi, że mnie odnalazł. Wiersz, który obrazuje całość zmian jakich dokonał.

 

Jezu, jestem niczym.
Tym niczym, pływającym w głębinach brudnej wody.
Tym niczym, po które nikt nie sięga.
Ale nie Ty, Mój Jezu.
Ty wyciągnąłeś Swą Jaśniejącą Blaskiem Czystą Dłoń po to nic.
Czule spojrzałeś i przytuliłeś do Swego Serca.
Gdy upadam – Ty podnosisz.
Gdy płaczę – Ty wycierasz me łzy.
Jezu, choć jestem niczym, to chce dla Ciebie żyć,
by gorliwie spełniać to, co jest Twym zamysłem doskonałym.
Tylko proszę Cię – ZAWSZE BĄDŹ.

Chwała Panu!

Bożena, 38 lat

 

Świadectwa z 39. TWU

Pochodzę z rodziny, gdzie często dochodziło do awantur i zdarzały się akty przemocy fizycznej. Niestety, pewne nawyki i zachowania, takie jak robienie awantur i uciekanie się do przemocy wniosłam w swoje dorosłe życie. Te złe nawyki powodują duże trudności w budowaniu zdrowych relacji z drugą osobą i nawiązywaniu przyjaźni. Przez wiele lat szukałam pomocy w literaturze fachowej i u psychologów, ale niestety bezskutecznie.

Niedługo po udziale w 39. Tyskim Wieczorze Uwielbienia trafiłam do bardzo kompetentnej terapeutki, która pomaga mi nauczyć się nowych sposobów radzenia sobie z trudnymi sytuacjami bez krzywdzenia innych osób. Chwała Panu!

Marta, 38 lat

 

39. Tyski Wieczór Uwielbienia był moim kolejnym [...]. Z moją wiarą jest różnie. Raczej nie jest zbyt stała. Często łapię się na tym, że minął cały dzień, a ja się w ogóle nie modliłem. W tamtą sobotę przyjechałem trochę inaczej nastawiony niż dotychczas. Zacząłem modlitwę od dziękowania Bogu za wszelkie łaski, które od niego otrzymałem. Podczas modlitwy, gdy wypowiadane były słowa poznania, zrobiłem się trochę zazdrosny i zacząłem mówić: „Panie Jezu, a mi nic nie powiesz? Powiedz coś do mnie”. Gdy jeszcze o tym myślałem, ktoś z diakonii powiedział: „Pan Jezus pragnie powiedzieć do mężczyzny, do Jana, 34 lata. Moje Królestwo jest w twoim sercu, Mój pokój czeka na ciebie, wejdź do mojego pokoju”.  Wiedziałem, że te słowa są skierowane do mnie. Bardzo mnie poruszyły i wlały w moje serce nową nadzieję, której tak bardzo mi wtedy brakowało. Chwała Panu!

Jan, 34 lata

 

Na Tyskie Wieczory Uwielbienia przyjeżdżam od ponad pięciu lat i dotąd zawsze z potrzeby uwielbienia naszego Pana Jezusa Chrystusa. Ale też z przygotowaną wcześniej dużą kartką intencji za moich bliskich, przyjaciół i znajomych. Na 39. TWU zdecydowałam się wybrać w ostatniej chwili. Dopiero przed wejściem do świątyni zorientowałam się, że nie napisałam intencji. Pomyślałam, że mój Bóg wie o wszystkim, co leży mi na sercu, więc tym razem będę Go tylko uwielbiać. Od kilku lat leczę się na astmę oskrzelową oraz niedoczynność tarczycy, w której stwierdzono liczne guzki wielkości 3-4 mm. Od roku miałam chrypkę, którą spowodowały wziewne leki na astmę, uszkadzając mi struny głosowe. Chrypka ta momentami była tak silna, że odbierała mi głos i żadne lekarstwa nie pomagały. Od listopada ubiegłego roku często bolał mnie też żołądek. Ból żołądka promieniował także pod żebra. Nasilał się po każdym jedzeniu.

Kiedy rozpoczęło się uwielbienie i na ołtarz został wystawiony Najświętszy Sakrament, modliłam się, oddając Panu chwałę. Będąc w pozycji stojącej poczułam, że od kolan aż do żołądka przechodzi przeze mnie, jak skaner, mrowienie, które w pewnym momencie na wysokości żołądka delikatnie wygięło moim ciałem w przód i w tył. Spojrzałam z miłością na Pana Jezusa i podziękowałam Mu ufając, że wyleczył mi żołądek. Za chwilę okazało się, że przywrócił mi głos, bo umiałam już nie tylko modlić się głośno z wszystkimi, ale również śpiewać.

Później, kiedy Pan Jezus powiedział, żebyśmy dotknęli chore miejsca, bo będzie je uzdrawiał, trzymałam jedną dłoń na krtani i tarczycy, a drugą dłoń na żołądku. Pomyślałam nawet, że niepotrzebnie chyba trzymam na żołądku, bo przecież przed chwilą mi go Pan uzdrowił. Ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam na pewno. Potem jeszcze kapłan pobłogosławił mnie Najświętszym Sakramentem. Łzy same leciały mi po policzkach. Pan obdarzył mnie jednego Wieczoru tyloma łaskami.

Dziś mija trzy tygodnie od Wieczoru Uwielbienia. Nie mam chrypki, mówię wyraźnie. Żołądek nie bolał mnie ani razu. Byłam wczoraj na wizycie u endokrynologa. Badanie USG tarczycy wykazało, że guzki zmalały, największy ma 2,8 mm średnicy. Chwała Panu!

Renata, 53 lata

 

Byłem po raz pierwszy na Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, bo czytając świadectwa innych, moje myśli były wszędzie. Po zakończeniu Eucharystii, jak tylko rozpoczęły się pierwsze śpiewy, poczułem niesamowity i trudny do opisania klimat. Jedyny w swoim rodzaju – taki, którego nigdy wcześniej nie zaznałem. Moje myśli automatycznie skupione zostały na wierze, na moim postępowaniu w życiu, również na bliskich mi osobach, dla których poświęciłem ten Wieczór Uwielbienia. Czas jakby stanął w miejscu. Po zakończeniu poczułem się tak lekko na duszy, jak po spowiedzi, kiedy Pan odpuszcza mi moje grzechy. Nie myślałem wtedy w ogóle o jakichkolwiek problemach. Z pewnością będę uczestniczył w kolejnym Wieczorze Uwielbienia. Chwała Panu!

Mirosław, 46 lat

 

Na Tyskich Wieczorach Uwielbieni byłam kilka razy, jednak ostatni, 39. Tyski Wieczór Uwielbienia, był dla mnie szczególny. Jezus na początku zwrócił się do osób samotnych. Były to słowa skierowane do mnie. Nie założyłam swojej rodziny, choć było we mnie takie pragnienie i próbowałam kilka razy „ułożyć sobie życie”. Nie udało się. Na początku, kiedy miałam około 36 lat, przeżywałam z tego powodu depresję. Lecz Jezus mnie uleczył i powoli przyzwyczaiłam się do samotności. Nadal jestem sama, ale obecność Jezusa pozwala mi pokonać wszelkie trudności, lęki i rozczarowania, jest krzepiąca. Krzepiące też było to, że właśnie na samym początku podczas modlitwy Jezus zwrócił się do osób samotnych. Zaraz mnie dostrzegł i pocieszył.

Na Tyskim Wieczorze Uwielbienia Jezus zwracał się też do ludzi, którzy mają depresję, rozpady osobowości i inne tego typu choroby. To też było moim przeżyciem z przeszłości. Nadal jestem pod kontrolą lekarza i zażywam odpowiednie lekarstwa, choć moja choroba się wycofała i czuję się dobrze. Mam świadomość, że jest Bóg ze mną i cały czas opiekuje się mną. Dziękuję Mu za to, że pamięta i o tym.

I ostatnia rzecz: moje kolano, które boli mnie od roku. Wspomniałam też o tym Jezusowi na ostatnim wieczorze, a On potwierdził, że pamięta również i o tej dolegliwości. Jezu dziękuję Ci i ufam Tobie. Chwała Panu!

Katarzyna, 48 lat

 

Był to mój pierwszy Wieczór Uwielbienia. Pierwsza modlitwa w tak ogromnym gronie. Było to niesamowite, poczuć się jak na jednym wielkim spotkaniu rodzinnym. Gdy tylko zobaczyłam, jak wielką moc ma Bóg, stwierdziłam, że nigdy już nie zwątpię w Jego istnienie. Doskonale wiem, że On na pewno jest i nigdy nie odejdzie. Przyjechałam na Wieczór Uwielbienia z wielką potrzebą poczucia miłości Boga, a doświadczyłam miłości rodziny, która słucha historii oraz uwielbia swojego Ojca. Chwała Panu!

Karolina, 16 lat

 

Na Tyski Wieczór Uwielbienia przyjechałam, żeby uwielbiać Pana Boga i modlić się za innych. Po powrocie do domu zorientowałam się, że ustąpił uporczywy kaszel, który męczył mnie od miesiąca. Chwała Panu!

Aleksandra, 41 lat

 

Byłem na chórze i obserwowałem jak ksiądz z monstrancją przechodzi pomiędzy ludźmi. Doświadczyłem, jakbym był obok przechodzącego Jezusa, niosącego pokój, przebaczenie i uzdrowienie. To była dla mnie jak scena Ewangelii, z żywym Jezusem. Ponieważ byłem na chórze, nie było możliwości, aby ksiądz podszedł blisko mnie.

W czasie modlitwy o uzdrowienie relacji, prosiłem, z zamkniętymi oczami, w swojej intencji. Gdy skończyłem i spojrzałem na dół, ksiądz właśnie błogosławił monstrancją ludzi na chórze. Poczułem się tak, jakby Jezus osobiście mnie zapewniał, że mnie wysłuchał. Gdy wróciłem do domu, szybko dowiedziałem się, że moja modlitwa została wysłuchana. Bez spektakularnych akcji, ale w zwykłych gestach i słowach. Odczułem konkretne Boże działanie w bliskich mi osobach. Chwała Panu!

Adam

 

Na 39. Tyski Wieczór Uwielbienia przyjechaliśmy z przyjaciółmi. Podczas całej soboty słuchałem konferencji o tym jak Bóg działa i pragnie, aby Go uwielbiać. Po Eucharystii, podczas gdy Pan przechodził pośród nas, ciągle prosiłem w moich potrzebach i intencjach. Pan w cichości serca powiedział, że On wie o moich pragnieniach i potrzebach i powiedział: „Zostaw mi je, aby Ja mógł działać”. Modliłem się więc, dziękując Panu za wszystko, co do tej pory otrzymałem i za to co zdziałał w moim życiu, nie oczekując niczego, mówiąc, aby Pan działał tak jak On chce. W niedługim czasie zostały wypowiedziane słowa poznania, że Pan przychodzi do Pawła i Aldony i chce uzdrowić ich relacje z ojcem. Trudne relacje, gdzie było odrzucenie i brak miłości. Gdzie musieliśmy zasługiwać na miłość ojca.

Faktycznie tak było. Do tego czasu całe moje życie musiałem i chciałem, w różnych formach, zaskarbić miłość, uwagę i zainteresowanie ojca, gdyż nigdy nie doznałem akceptacji, miłości, dobrego słowa. Wierzę, że Pan uzdrowił poprzez swoją miłość tą relację miedzy nami oraz moją relację względem Boga Ojca.

Od kilku miesięcy pytałem też Boga, czego oczekuje ode mnie, co chce abym czynił w moim życiu. Niespodziewanie, przyszła myśl, by iść do spowiedzi, oddać konkretną sprawę związaną z przebaczeniem w sakramencie pokuty. Zadałem także w spowiedzi księdzu pytanie, co mam czynić. Kapłan powiedział, jak mam postępować. Stanąłem na swoim miejscu i znowu usłyszałem słowa, że Pan mówi do dwóch osób, które pytają Go, co mają robić i jaka jest Jego wola w ich życiu. Wiem, że Bóg działa i jeśli będziemy go całym sercem pytać, nie ustawać w szukaniu i słuchaniu, to On nam odpowie. Pan powiedział, że mamy słuchać, dawać miłość i błogosławić te osoby, które On do nas pośle.

Dziękuję Ci Boże za twoją obecność w moim życiu oraz za wszystko, czego doświadczam dzięki Tobie. Za doświadczenie Twojej obecności i miłości. Chwała Panu!

Paweł, 47 lat

 

Na 39. TWU przyjechałem bez konkretnej intencji. Chciałem podziękować Panu za wszystkie wcześniej otrzymane od Niego łaski. Był to mój trzeci Wieczór Uwielbienia na którym byłem w Tychach. Odkąd pamiętam, miałem migrenowe bóle głowy, które bardzo mi przeszkadzały w normalnym funkcjonowaniu. Bóle  przeważnie dopadały mnie w soboty lub niedziele i musiałem odleżeć dzień w ciszy,  przy zasłoniętym oknie. Gdy usłyszałem, że Pan uzdrawia osoby z migren, przeszło mi przez myśl, że te słowa mogą dotyczyć i mnie. Rzeczywiście tak się stało. Na 39. TWU zostałem uzdrowiony i nie doświadczyłem już bólu głowy. Chwała Panu!

Mirosław, 44 lata

 

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< sierpień 2019 >
pnwtśrczptsond
   1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31


Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca