Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Świadectwa z 37. oraz niepublikowane wcześniej świadectwa z TWU

Świadectwa z 37. TWU >>

Niepublikowane świadectwa z wcześniejszych Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Minęło już trochę czasu od Wieczoru Uwielbienia, w którym uczestniczyłam. Zdecydowałam się napisać to świadectwo dopiero teraz, gdyż jak sądzę, nie mogłam tak naprawdę uwierzyć w to co się stało. W czasie wspomnianego Wieczoru Jezus uzdrowił mnie z choroby stóp, która bardzo utrudniała mi chodzenie. Co więcej - jestem osobą bardzo aktywną, a nade wszystko kocham góry. Kiedy zdiagnozowano u mnie ostrogę, przeraziłam się, że będę musiała ograniczyć chodzenie, co wpłynie także na moje kontakty z ludźmi i przyrodą. Po zabiegach była nikła poprawa. Zbliżał się 35. Wieczór Uwielbienia i po raz pierwszy nie poszłam tam tylko wielbić Boga, ale także prosić o uzdrowienie moich stóp. Namacalnie podczas modlitwy doświadczyłam, że Chrystusowi zależy na mnie. Poczułam ciepło w stopach i od półtora roku problem nie powrócił. Cieszę się każdym dniem i dziękuję Bogu za wszystko. Moje imię znaczy „należąca do Chrystusa” i w ciągu mojego życia odczuwam coraz mocniej, że On się o mnie troszczy. Chwała Panu!

Krystyna, 56 lat

 

Nie bardzo wiem od czego zacząć, ponieważ moje świadectwo powinno być streszczeniem mego życia. Jeżdżę na Tyskie Wieczory Uwielbienie od 2013 roku i właściwie było mi dane być na każdym oprócz dwóch od tamtego czasu. Nigdy nie składałam świadectwa tutaj pisemnie, lecz staram się opowiadać o nich i doznanych łaskach, jeśli nadarza się sposobność. W 2013 roku byłam na Seminarium Odnowy Wiary w mojej parafii. Wtedy zrozumiałam, że Pan Bóg mnie kocha, że nie muszę nic robić, by mnie pokochał, że nie jest na mnie obrażony ani zły, że nie muszę odmawiać kilku litanii dziennie by Go zadowolić, i że mnie nie zostawia, gdy zgrzeszę. Że to ja często się przed Nim chowam. Doznanie poczucia bezpieczeństwa i miłości podczas modlitwy o wylanie darów Ducha Świętego nałożyły się jednocześnie na obrazy z mojego trudnego życia. Było to tak mocne doświadczenie, że od tamtej pory moje modlitwy i życie stopniowo stawało się nauką i próbą odpowiadania jak najpiękniej na miłość Ojca, a nie neurotyczną próbą zadowolenia Go, jak było to najczęściej do tamtej pory.

Poczucie Obecności Boga w każdej trudnej sekundzie dało mi nowe spojrzenie na moje życie, świat i ludzi. Popchnęło mnie to również ku Tyskim Wieczorom. Tam doświadczałam uzdrowienia z wieloletnich bólów kręgosłupa, uzdrowienia dróg rodnych, czego owocem jest moja druga córeczka. Nagle zmieniła się moja gospodarka cukrami. Zmieniały się moje relacje z innymi, zauważałam, że może zło jest krzykliwe, ale tylko dlatego, że jest tak mizerne w obliczu przepaści miłosierdzia Chrystusa! Miłość Boga przynosiła również pragnienie oczyszczenia. Czułam bowiem wewnętrznie, że jest dużo jakichś blokad i barykad we mnie. Modliłam się o łaskę oczyszczenia, ponieważ pragnęłam być bliżej Pana Jezusa. Ból prawdy o sobie, o otaczającym mnie świecie i ludziach był potrzebny. Zawsze jednak towarzyszył mi Pan Jezus z otwartymi ramionami Miłosierdzia. Uczucia czasami były zatopione w rozpaczy, ale pamiętałam, że Pan Jezus przyszedł do ludzi chorych. Było to szczególnie trudne, gdy przyszły chwile rozterek i zwątpienia, czy On mnie nadal kocha. Pomocne były wtedy Wieczory Uwielbienia, ale też i Strefa Pomocy Duchowej. Były to takie latarnie morskie na wzburzonym, ciemnym morzu. Raz też przed Wieczorem Uwielbienia modliłam się tak: „Panie Jezu, mam tyle lęku w sobie, tyle nierozwiązanych spraw, proszę, naucz mnie z tym żyć jeśli taką drogę wybrałeś dla mnie.” Chyba byłam przekonana, że tak musi być po prostu. Było to dwa lata temu. Wieczorem poszłam na TWU i prowadzący powiedział, że Pan Bóg przychodzi do osoby, która ma dużo lęku w sobie i nie wierzy, że może z tego wyjść. Poczułam, że Pan Bóg przez czyjeś usta wszedł ze mną w żywy dialog. Ale potem przyszło zwątpienie: „Pewnie tak pragnę tego dialogu, że już sobie coś ubzdurałam. Zobaczę za kilka miesięcy.” Mijają już ponad dwa lata i wiem i widzę, że to były słowa skierowane do mnie. Pan Bóg przeprowadza przez wzburzone morze ludzi szukających w Nim oparcia. Wystarczy powiedzieć, że chcesz i zaufać. Pragnę powiedzieć każdemu, kto myśli, że przegrał życie, jest skończony, bardzo się boi, ma wrażenie, że nikt go nie kocha i myśli o innych najstraszniejszych rzeczach, których nikomu nie mówi - zaproś tam Jezusa, On poda Ci rękę, zapali w mroku światło miłości, ogrzeje cię, wzmocni i oczyści, nie bój się! Jeszcze będzie pięknie! Chwała Panu!

Zakochana w Miłości Boga, Anita, 37 lat

 

Minęło już kilka lat od kiedy ostatni raz pojawiły się u mnie bolesne problemy z kręgosłupem. Wcześniej przynajmniej dwa razy w roku musiałem poddawać się rehabilitacji, by bóle okolicy lędźwiowej ustąpiły, w zasadzie po to by móc o własnych siłach podnieść się z łóżka. Tymczasem po którymś z kolejnych Wieczorów Uwielbienia, podczas którego modlono się o uzdrowienie osób z dolegliwościami kręgosłupa, kolejny atak bólu nie nastąpił i tak już pozostaje od kilka lat. Już wcześniej nosiłem się z zamiarem napisania świadectwa, ale nie miałem pewności, czy nie jest to tylko dłuższa przerwa. Obawiałem się niewiarygodnego świadectwa, po którym powróciłyby dolegliwości. Trochę więc jak niewierny Tomasz musiałem nabrać pewności, że zostałem uzdrowiony. Teraz jestem pewien. Chwała Panu!

Bogusław

 

Chcę się podzielić tym, że warto spisywać intencje na kartce i przynosić na Tyskie Wieczory Uwielbienia, gdzie podczas mszy św. składane są na ołtarzu. Modlitwa wspólnotowa, która się wówczas odbywa ma potężną moc. Doświadczyłam tego nie raz. Podzielę się dwoma sprawami, o które prosiłam. Pierwsza to mieszkanie. Był czas, kiedy bardzo pragnęłam wyprowadzić się z domu rodzinnego. Zaczęłam szukać mieszkania, szło opornie. W październiku 2012 roku przelałam to pragnienie na kartkę w formie intencji. Poprosiłam Pana Jezusa o mieszkanie. Napisałam nawet w jakiej dzielnicy bym chciała, że środkowe, z balkonem i piwnicą, nie na parterze i nie na ostatnim piętrze. W czerwcu 2013 roku wprowadzałam się do mojego małego M, właśnie takiego wymarzonego. Druga sprawa dotyczy sytuacji w pracy. W styczniu 2017 roku rozpoczęłam pracę w szpitalu jako rejestratorka medyczna. Szybko okazało się, że między pracownikami panuje tam niezdrowa atmosfera. Jeszcze w styczniu na Tyski Wieczór Uwielbienia również przyniosłam intencję. Poprosiłam Pana Jezusa by uzdrowił atmosferę panującą między pracownikami tego szpitala, a zwłaszcza w moim dziale. Okazało się, że po okresie próbnym nie została mi przedłużona umowa. Było mi z tym ciężko. Jednak półtorej miesiąca później znalazłam nową pracę z większą szansą na rozwój, wyższym wynagrodzeniem i dużo zdrowszą atmosferą. Była to ostatnia rzecz, jakiej się spodziewałam. Pan Jezus mnie wysłuchał i bardzo mnie zaskoczył rozwiązaniem. Spisywanie intencji pomaga mi konkretnie określić i nazwać to z czym przychodzę na Tyski Wieczór Uwielbienia: O co chcę poprosić, za co podziękować. Jestem wdzięczna za tę formę. Chwała Panu.

Na ostatnim Tyskim Wieczorze Uwielbienia miało mnie być. Życie napisało jednak inny scenariusz. W niedzielę 14 stycznia bieżącego roku otrzymałam telefon od koleżanki z pracy, że nasz współpracownik w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala we Francji. W związku z faktem, że posługuję się językiem francuskim zostałam poproszona o pomoc. Fakty były bezlitosne: nasz kolega był nieprzytomny i z uwagi na swój poważny stan został przetransportowany do większego szpitala na oddział reanimacji i intensywnej terapii. Od tego momentu rozpoczęła się długa i wytrwała walka o jego życie. Początkowo nie otrzymałam od lekarzy informacji co jest głównym powodem złego stanu zdrowia pana Piotra, jednak stało się dla mnie jasne, że walczy o życie i kolejne dni okażą się decydujące. Nasz kolega nie był w stanie samodzielnie oddychać, nie pracowały jego nerki, miał mocno zakażony organizm i niesprawne płuca. Wyniki badań wskazywały na to, że mógł znajdować się w stanie śpiączki cukrzycowej. Bez aparatury podtrzymującej pracę jego organów mógłby prawdopodobnie nie przeżyć. Sytuacja była bardzo poważna. Aby, troszkę odciążyć jego organizm lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Prawie codzienny kontakt z personelem medycznym sprawił, że pomimo nieubłaganych faktów, zależało mi co raz bardziej na tym, aby zrobić wszystko co w mojej mocy, aby w jakikolwiek sposób pomóc. A mogłam bardzo niewiele, oprócz kontaktu z lekarzami i informowaniu koleżanki o postępach w leczeniu pozostała mi jedynie modlitwa. 20 stycznia postanowiłam udać się do kościoła na mszę w intencji pana Piotra. Planowałam odwiedzić pobliski kościół, nie biorąc w ogóle pod uwagę możliwości uczestnictwa w Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Jednak około godziny 17 jakiś wewnętrzny głos podpowiedział mi, że skoro mój współpracownik jest w tak ciężkim stanie, a w kościele błogosławionej Karoliny odprawiane są msze w intencji uzdrowień to właśnie tam powinnam się udać. Tak też zrobiłam, miałam jednak ogromne wątpliwości, gdyż wychodziłam z założenia, że łaski mogą otrzymywać jedynie osoby, które uczestniczą podczas nabożeństwa osobiście. Nie byłam przekonana czy modlitwa w intencji innej osoby, faktycznie może pomóc. Sama msza i nabożeństwo były dla mnie bardzo trudne w przeżyciu. Miałam problem z koncentracją, gdyż bardzo źle się czułam i doskwierał mi ostry ból brzucha. Pod koniec nabożeństwa padły jednak słowa, które odebrałam bardzo osobiście: „W kościele są obecne osoby, które modlą się w intencji chorych przykutych do łóżka, którzy nie mogli się znaleźć osobiście na tym spotkaniu, że Bogu bardzo na nich zależy i niektórych z nich przywróci do życia.” Byłam bardzo zaskoczona, bo kompletnie nie spodziewałam się takich słów, a jednak one padły. Tym bardziej, że uczestnictwo w tej mszy było dla mnie tak trudne. Czułam, że te słowa skierowane są do mnie i bardzo chciałam, żeby tak było. Dlatego w głębi duszy postanowiłam sobie i obiecałam Bogu, że jeśli walka o życie pana Piotra zakończy się pomyślnie to podzielę się swoim świadectwem. Pan Piotr był nieprzytomny przez bardzo długi okres czasu. W poniedziałek 22 stycznia, zaraz po Tyskim Wieczorze Uwielbienia lekarz przekazał mi niepokojącą informację, że stan naszego kolegi uległ pogorszeniu i rokowania są złe. W pamięci miałam jednak przeżytą modlitwę i słowa jakie na niej padły. Pozostało cierpliwie czekać choć powiedziałam koleżance, że jestem pewna, iż pan Piotr wygra swoją najtrudniejszą i być może najdłuższą walkę o życie.  Pan Piotr przebywał we francuskim szpitalu od 14 stycznia do 28 lutego 2018 roku. Przy czym na intensywnej terapii i reanimacji spędził około miesiąc do 13 lutego. Widok naszego kolegi i jego uśmiechniętej mamy pozostanie dla mnie bezcenny.

(…) W szczególny sposób chcę podziękować Bogu za nadzieję i otuchę, jaką wlał w moje serce i przekonanie, że bez względu na stan mojej wiary On zawsze mi towarzyszy.

Marta, 34 lata

 

W czerwcu 2017 roku po raz pierwszy uczestniczyłam w Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Gdy usłyszałam słowa: „Są wśród nas dwie osoby, które bluźnią przeciw Panu Bogu.”. Wiedziałam, że te słowa kierowane są do mnie, że ja jestem jedną z tych osób. I choć przyjechałam z inną intencją, zostałam uwolniona właśnie z tego grzechu. Od jakiegoś czasu zmagałam się z bluźnierczymi myślami, nad którymi nie miałam żadnej kontroli. Gdy modliłam się lub myślałam o Panu Bogu, one przychodziły, a ja nie umiałam w żaden sposób się ich pozbyć. Od tamtego Wieczoru wiele się zmieniło, nie jest jeszcze idealnie, ale czuję się uwolniona i uzdrowiona. Chwała Panu!

Joanna, 37 lat

 

XXXV Tyski Wieczór Uwielbienia był pierwszym, na który wspólnie z dziećmi pojechałam. Pojechałam by prosić o prawidłowy przebieg ciąży mojej córki, której pierwsza ciąża obumarła. Atmosfera w kościele zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Podczas modlitwy uwielbienia i przejścia kapłana z Przenajświętszym Sakramentem serce biło mi jak szalone i zaczęłam płakać. Wtedy poprosiłam o uzdrowienie z migrenowego bólu głowy. Dolegliwości trwały od wielu lat, nie pomagały wciąż nowe lekarstwa. Ból w lewej skroni trwał nawet trzy dni. Minęło pół roku. Od tego czasu 3-dniowe bóle minęły. Dzielę się tą radością wśród znajomych i cierpiących. Zawierzyłam Bogu i wiem, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Chwała Panu!

Barbara, 51 lat

 

 

Świadectwa z 37. TWU

Byłam słabo wierząca, nie chodziłam do kościoła, chociaż mój 25-letni mocno wierzący syn namawiał mnie żebym poszła. I tak też zrobiłam. Po trzecim Wieczorze Uwielbienia na którym byłam coś się we mnie zmieniło. Zaczęłam się gorąco modlić, z wielką przyjemnością poszłam do spowiedzi; poczułam silną wiarę. W każdej wolnej chwili mam ochotę na modlitwę. Mam jakiś wewnętrzny spokój, co ciężko mi opisać. Chwała Panu!

Edyta, 43 lata

 

37. Tyski Wieczór Uwielbienia był moim piątym Wieczorem. Każdy z nich przeżywałam inaczej, przyjeżdżałam z różnymi intencjami. Z reguły byłam pogrążona w smutku i zadumie nad własnymi problemami. Siedziałam gdzieś z tyłu kościoła czekając aż Chrystus do mnie przyjdzie. Za pierwszym razem nie mogłam nawet podnieść oczu by spojrzeć na Niego gdy stał obok mnie, czułam się niegodna. Od mojego pierwszego wieczoru minęły już trzy lata. Moje życie całkiem się zmieniło. Zawsze byłam osobą wierzącą, wychowałam się w rodzinie katolickiej, ale wiara to były tylko pewne rytuały, a nie prawdziwa więź z Bogiem. Po ślubie, kiedy okazało się, że mój mąż jest katolikiem jak to się ładnie teraz określa „wierzącym nie praktykującym” moje życie coraz bardziej oddalało się od Boga. Przestałam chodzić do kościoła, przestałam się modlić, zaczęło się dziać wiele zła. Depresja, zdrady, nieczystość i nawet okultyzm. W momencie, gdy pewna wiedźma powiedziała mi, że w mojej rodzinie stanie się wiele zła, choroby a nawet grozi moim najbliższym śmierć, stanęłam na rozdrożu. Nogi same zaniosły mnie do kościoła, uklęknęłam przed Bogiem i nawet nie wiedziałam co mam Mu powiedzieć, o co prosić. Poszłam do spowiedzi, zaczęłam regularnie chodzić do kościoła, modlić się, czytać Pismo Święte. Kuzynka powiedziała mi o TWU i tak to się zaczęło. Każdy z Wieczorów coś wnosił do mojego życia, jakąś pozytywną zmianę. Na 37. TWU pojechałam bo czułam taką potrzebę, ale właściwie bez intencji. Moje życie nie jest idealne, ale ja cały czas czuję się szczęśliwa i nie bardzo wiedziałam o co właściwie mam prosić Boga. Do kościoła dotarłam wcześniej niż zwykle, znalazłam miejsce w ławce na wprost ołtarza i wtedy doznałam olśnienia, nie jestem tu aby prosić lecz uwielbiać. W takim duchu przeżyłam cały Wieczór, a w momencie gdy kapłan wracał z Chrystusem do ołtarza poczułam takie emocje, jak w momencie gdy na scenę w czasie koncertu ma wejść idol, na występ którego kupienie biletu było cudem. Chrystus stanął na ołtarzu, a ludzie zaczęli bić brawo. Po raz pierwszy poczułam prawdziwą obecność Chrystusa, Jego moc i piękno. To już nie był biały opłatek włożony w złoto, a żywy Człowiek od którego biła siła, moc prawdy i miłości.

Beata, 45 lat

 

Na 37. Tyskim Wieczorze Uwielbienia byłam razem z babcią czwarty raz. Jestem chora na SMA rdzeniowy zanik mięśni i jeżdżę na wózku. Pojechałam tam, aby uwielbiać Pana Jezusa. Podczas modlitwy poczułam mrowienie w łydkach. Byłam dwa razy pobłogosławiona, za pierwszym razem poczułam w sobie siłę i radość. Kiedy zostałam pobłogosławiona drugi raz, ksiądz pozwolił mi dotknąć monstrancji, poczułam tak ogromną siłę, że nie czułam zmęczenia i mogłam bardzo wysoko trzymać ręce chociaż wcześniej tego nie umiałam. Podczas rehabilitacji rehabilitantka bardzo mnie chwaliła, ponieważ wykonywałam ćwiczenia, których wcześniej nie umiałam. Jestem bardzo wdzięczna Jezusowi, że daje mi siłę. Już czekam na następny Wieczór Uwielbienia. Chwała Panu!

Klara, 10 lat

 

Na 37. Tyski Wieczór Uwielbienia przyszłam pierwszy raz. Towarzyszyła mi w tym dniu koleżanka. Dzień był upalny i do południa pojawiły się jeszcze wątpliwości, wahania, żeby nie pójść. Weszłam na stronę internetową Centrum Duchowości i po przeczytaniu tematu przewodniego spotkania: "Pan wywyższa to co poniżone i to co obumarło przywraca do życia", pomyślałam: „To coś dla mnie.”. Przed wyjściem miałam chwilę czasu i postanowiłam pomodlić się w spokoju do Ducha Świętego. W kościele przystąpiłam do sakramentu pokuty. Tego wieczoru poczułam wyjątkowy spokój i radość. Miałam ogromną ochotę wielbić Pana. Podczas modlitwy uwielbienia wypowiedziałam następujące słowa: "Boże, ja wiem, że są tu osoby z poważniejszymi problemami zdrowotnymi niż ja (miałam na myśli choroby nowotworowe) ale jeśli tylko chcesz, jeśli możesz pomóż mi. Bardzo boję się wychodzić z domu, wstydzę się i boję się ludzi. Przecież ja chcę głosić innym o tym, że Ty naprawdę jesteś!". W pewnym momencie poczułam dotyk Boga na głowie, a po chwili usłyszałam i zapamiętałam słowo poznania: "Patrycja, boi się wychodzić z domu. Jezus mówi: nie martw się, Ja jestem z Tobą. Jest kilka takich kobiet.". Moje serce poczuło ciepło i nagle pojawiły się łzy. Wspomnę jeszcze, że od kilku lat borykałam się z egzemą rąk. Często pojawiały się na nich pęknięcia skóry i powstawały rany, które przysparzały mi ogromny ból. Po Tyskim Wieczorze Uwielbienia zauważyłam, że z każdym kolejnym dniem moja skóra rąk goi się i nie ma na nich bolących ran. Od tamtego dnia moje życie diametralnie się zmieniło. Przede wszystkim przestałam odczuwać lęk, nabrałam pewności siebie i chętnie wychodzę z domu. Codziennie dziękuję Bogu za to, co dla mnie uczynił. Chwała Panu!

Patrycja, 36 lat

 

To był mój trzeci Wieczór Uwielbienia. Nie podniosłam ręki kiedy pytano kto coś czuł duchowo czy fizycznie. Ale zaraz po wyjściu z kościoła zorientowałam się, że przecież ja też doświadczyłam cudu. Przecież już na samym początku bez mojej prośby Jezus naprawiał mój przewód pokarmowy. Przyjechałam z dolegliwościami trawiennymi i trochę bałam się jak wytrzymam te kilka godzin. A tu poczułam ciepło, pieczenie, parzenie w gardle, przełyku i w brzuchu. Nawet nie zauważyłam, że do końca spotkania i potem też nic się nie działo. Druga sprawa to mój kręgosłup. O niego również specjalnie nie prosiłam, bo w ogóle nie prosiłam o nic dla siebie. Jednak prawda była taka, że od kilku dni miałam, a nawet nasilał mi się, stan zapalny kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. W sobotę rano nie potrafiłam obrócić się na bok w łóżku, ból był silny. Uważałam jednak, że inni mają prawdziwe problemy, a to są drobiazgi. Dlatego prosiłam o innych, a o siebie tak ogólnie, bo Jezus sam wie czego mi trzeba. Pod koniec Wieczoru czułam większy ból w kręgosłupie i pomyślałam sobie, że pewnie przeciągi, które były w kościele zaszkodziły mojemu kręgosłupowi. A tu rano w niedzielę okazało się, że z łatwością się obracam, wstaję, schylam. Prawie tak jak przed stanem zapalnym. Trochę jeszcze czuję ból, ale wiem dlaczego to Pan Jezus zostawił. Uczy mnie przez to zaufania do siebie - o co Go od jakiegoś czasu proszę! Kolejna sprawa to moje odczucia w trakcie Wieczoru. Odczucia miłości, czułości takiej naprawdę mocnej w stosunku do mojego męża. Jakby Pan Jezus pokazywał mi, uświadamiał to co jest we mnie. Nic się we mnie nie zmieniło w kolejnych dniach, jest jak było przed Wieczorem Uwielbienia, ale zdałam sobie sprawę z moich uczuć. To było naprawdę mocne, cieplutkie i urocze. Nie wpadłabym na to sama, bez pomocy Pana Jezusa. A może jeszcze trochę dołożył do mojego serca, może pomaga mi okazywać to mężowi, z czym zawsze miałam kłopoty. I jeszcze jedno. W trakcie Wieczoru zastanawiałam się za kogo i o co się pomodlić. Gdy słyszałam co Pan Jezus mówił do różnych potrzebujących pomocy osób, we mnie coraz mocniej pojawiała się i pogłębiała wdzięczność i odczucie jaka jestem szczęśliwa. Zupełnie jakby Pan Jezus pokazywał mi jak jest mi dobrze. Pan Jezus, o czym przekonałam się po moim pierwszym Wieczorze Uwielbienia, kontynuuje proces uzdrowienia duszy i ciała w kolejnych dniach. Tym razem też tego doświadczam. Utkwiły mi niesamowicie w sercu słowa, usłyszałam je pod sam koniec mszy świętej albo na początku modlitw uwielbienia i o uzdrowienie, że po komunii świętej Pan Jezus jest w każdej komórce człowieka i może nas leczyć. Tak oczywiste, a nigdy o tym nie pomyślałam. I teraz przy każdej Komunii Świętej, staram się o nią także w tygodniu, tak mocno czuję tą cudowną rzeczywistość. Jezus jest w każdej komóreczce mojego ciała. Niesamowite! Gdy do tego Jezus sprawił, że akurat teraz czytałam o potwierdzonych naukowo faktach, że Hostia to Serce Jezusa za nas umierające, moje odczucia w czasie Mszy Świętej, w czasie Komunii Świętej są tak cudowne, że trudne do opisania. Dziękuję Panie Jezu, że tak cudownie nas prowadzisz! Chwała Panu!

Ewa, 61 lat

 

W Tyskich Wieczorach Uwielbienia brałam udział już kilka razy.Za każdym razem było to dla mnie głębokie, duchowe przeżycie, podczas którego niejednokrotnie wzruszałam się do łez słuchając wypowiadanych słów, tak bardzo momentami pasującymi do mnie. Dzięki Tyskim Wieczorom Uwielbienia polepszyła się moja relacja z Ojcem, któremu przebaczyłam i wierzę, że odszedł w spokoju w ostatnich swoich chwilach życia. W czasie każdego TWU proszę w intencjach swojej rodziny i bliskich, w moim przypadku ustąpił również ból kręgosłupa. Chwała Panu!

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< październik 2018 >
pnwtśrczptsond
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Zaproszenia

Zapraszamy SOW CuD

Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca