Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Świadectwa z 36. oraz niepublikowane wcześniej świadectwa z TWU

Świadectwa z 36. TWU >>

Niepublikowane świadectwa z wcześniejszych Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Bóg uzdrowił mnie z bólu kręgosłupa. Stało się to podczas XXXV Tyskiego Wieczoru Uwielbienia. Kilka lat temu po raz pierwszy poczułam ból w lędźwiowej części kręgosłupa. Był na tyle silny i nie mijał, że trafiłam do lekarza. Ortopeda zdiagnozował zwyrodnienie i zalecił rehabilitację. Ból minął. Ponad rok temu znów się pojawił i z każdym miesiącem przybierał na sile. Ból nie towarzyszył mi stale, a jedynie w pewnych okolicznościach. Był nieznośny. Nie potrafiłam klęczeć podczas Mszy Świętej czy modlitwy osobistej, a wychodzenie z samochodu niejednokrotnie nie obywało się bez łez. Nosiłam się z zamiarem przyjęcia kolejnej serii zabiegów, ale wcześniej był XXXV TWU. Zawierzałam wtedy Panu Bogu zupełnie inne sprawy, ta związana z bólem kręgosłupa wydawała mi się mniej ważna.

Nawet nie pamiętam, kiedy dokładnie, ale nagle podczas modlitwy uwielbienia poczułam silne ciepło w okolicy lędźwiowej. Klęczałam wtedy. Pomyślałam więc, że to z powodu pozycji ciała ból znów daje o sobie znać. Usiadłam. Ale to ciepło nadal mnie otulało. Wychodząc z kościoła po zakończonym czuwaniu modlitewnym wciąż mi towarzyszyło i co mnie zaskoczyło, nie bolał mnie kręgosłup. Była we mnie radość i pokój. 

Przypomniałam sobie wtedy, że będąc niedawno na Jasnej Górze, zanosząc do Boga modlitwę o dar macierzyństwa, prosiłam przez ręce Maryi o wcześniejsze uleczenie z bólu kręgosłupa. Od tego czasu staram się więc cierpliwie czekać na wypełnienie się Jego obietnicy do końca. A, co ważne, zarówno wchodzenie, jak i wychodzenie z samochodu nie wywołuje już łez. Za co serdeczne: Chwała Panu!

Magdalena

 

34 Tyski Wieczór Uwielbienia był dwunastym, na który wspólnie z mężem przyjechałam. Od lat jest to dla nas centralne wydarzenie w planowaniu kalendarza. Po raz pierwszy przyjechałam modlić się głównie w swojej intencji, zawsze modlimy się za kogoś, kto aktualnie bardzo potrzebuje pomocy.

Od dwóch miesięcy zmagałam się z ogromnym bólem kręgosłupa. Chwilami nie mogłam nawet iść i się poruszać, musiałam poczekać aż to minie. Modląc się zawierzyłam z całą mocą Jezusowi, że może mnie od tego bólu wyzwolić. I tak się stało! Zostałam uzdrowiona, od wyjścia z Eucharystii funkcjonuję zupełnie normalnie, taki ból nie pojawił się już więcej. Daję świadectwo o tym wśród wszystkich znajomych i cierpiących - dla Boga naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych. Chwała Panu!

Małgorzata, lat 49

 

O moim zakażeniu wirusem HCV dowiedziałem się dość przypadkowo - po honorowym oddaniu krwi we wrześniu 2014 r. Dowiedziałem się, że jest to poważny wirus, który powoduje wirusowe zapalenie wątroby typu C. Nie załamałem się tym jednak, ufając, że z Bożą pomocą jakoś to będzie. Zbliżał się XXVI Tyski Wieczór Uwielbienia. Na nim i na kolejnych wieczorach uwielbienia modliłem się o cudowne uzdrowienie. Wirus jednak nadal tkwił w moim organizmie. W listopadzie 2015 r. lekarka powiedziała mi, że są dwie metody leczenia: metoda interferonowa - mało skuteczna i bolesna oraz metoda bezinterferonowa - nowoczesna, niemal 100% skuteczna i nie wywołująca żadnych objawów. Niestety, na tą drugą metodę miałem małe szanse, ponieważ w pierwszej kolejności kwalifikowali się na nią pacjenci przewlekle chorzy na WZW typu C, a ja dopiero miałem jej początki. Jednak zdarzył się cud. Na początku grudnia dostałem telefon, że zostałem wpisany na leczenie metodą bezinterferonową. Po skończonym leczeniu w sierpniu 2016 r. do rąk własnych otrzymałem wyniki badań, które okazały się negatywne i świadczą o nieobecności RNA właściwego dla wirusa HCV! Wiem, że od tego cudu minęło dużo czasu, ale dopiero teraz postanowiłem napisać to świadectwo. Liczyłem na cudowne uzdrowienie, jednak Bóg postanowił wyleczyć mnie w inny sposób. Przed leczeniem na HCV odkryto kolejną chorobę - niedoczynność tarczycy. Jednak teraz już nie boję się tak bardzo jak przy wykryciu wirusa HCV. Mogę tylko powiedzieć z całego mojego serca: Jezu, ufam Tobie i chwała Panu!

Bartłomiej, lat 29

 

Po raz pierwszy na Tyski Wieczór Uwielbienia zaprosiła mnie koleżanka w październiku 2016 roku. Pojechałyśmy razem pomodlić się w intencji jej trudnych sprawach osobistych. Klimat, ilość ludzi w kościele, modlitwa i atmosfera miejsca zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Ledwo zmieściłyśmy się do budynku. Nogi bolały nas od stania. Ktoś podsunął mi rozkładane krzesełko, za co byłam ogromnie wdzięczna. Zawierzyła problemy koleżanki i prosiłam gorąco o uzdrowienie jej mamy zmagającej się z nowotworem złośliwym.

Nie potrafiłam opanować łez które kapały mi po policzkach przez całą adorację. Kiedy usłyszałam słowa: „Teraz polecamy modlitwie osoby dotknięte depresją”, poprosiłam o to by Jezus dopomógł mi, bo nigdy nawet nie pomyślałam żeby o to prosić dla siebie. Leczyłam się na depresję od kilku lat, nie funkcjonowałam bez tabletek a przyczyną był mój były mąż i sytuacje wprost bez wyjścia - jak kiedyś o nich myślałam. Sytuacje i problemy jakoś z czasem i dzięki Bogu się poprostowały, a depresja została. Kilka razy odstawiałam tabletki w nadziei, że pokonam to sama. Po kilku miesiącach wracałam znów po receptę.

Wówczas w Kościele poczułam nad głową Światło, bardzo ciepłe i jednocześnie delikatne, czułe, niesamowite. Trwało to może kilka minut. Przecudowny stan przebywania w samym środku bezgranicznej Miłości. Poprosiłam o łaskę wyzwolenia mnie od choroby i tabletek. Po powrocie do domu, pomodliłam się do Ducha Świętego. Podjęłam decyzję, że odstawię leki, należy zmniejszać dawkę stopniowo więc trwało to 1,5 miesiąca.  Od grudnia 2016 roku nie potrzebuję leków. I dziś mogę to powiedzieć że jestem zdrowa! Nie mam powrotu choroby, funkcjonuję normalnie, radzę sobie świetnie bez tabletek i codziennie dziękuję Panu za uzdrowienie. Chwała Panu!

Joanna, lat 42

 

Na XXXV Tyski Wieczór Uwielbienia przyszedłem z smutkiem i żalem w sercu po śmierci bardzo bliskiej osoby. Wpatrując się w Monstrancje zadałem pytanie: „Dlaczego zabierasz tak dobrych ludzi?”. Wtedy z ust prowadzącego padło moje imię i słowa, że Pan Jezus jest blisko i obejmuje mnie Swoim ramieniem. Strugi łez same popłynęły z oczu. Mimo tak wielkiego smutku poczułem radość w sercu z tego że Pan przytulił mnie w Swoich ramionach. Doznałem łaski pocieszenia. Chwała Panu!

Karol, lat 25

 

Kilka lat temu byłam na Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Podczas modlitwy uzdrowienia poczułam ciepło w okolicy podbrzusza. Modliłam się wtedy o uzdrowienie z pewnych dolegliwości kobiecych. Piszę to świadectwo dopiero teraz, bo wtedy stwierdziłam, że pewnie mi się tylko zdawało i nie będę się „wygłupiać” z pisaniem świadectwa. Wstyd mi za to, gdyż właśnie teraz Pan Bóg pokazał mi, że naprawdę wtedy działał. Mianowicie dzięki Jego uzdrowieniu tulę dziś w swych ramionach ukochane dziecko. Chwała Panu!

Magdalena, lat 25

 

Przepraszam Pana Jezusa, że nie od razu złożyłam moje świadectwo z XXXIV i XXXV Tyskiego Wieczoru Uwielbienia. Ale za to na prawo i lewo opowiadam wszystkim do tej pory o dotknięciu mnie przez Ducha Świętego. Na XXXIV Wieczór Uwielbienia przyjechałam podziękować Panu Bogu za wcześniejsze uzdrowienie mnie z raka trzustki praktycznie na łóżku szpitalnym. Na przepustki ze szpitala jeździłam na Wieczory Uwielbień do Bytomia, bo o nich tylko wiedziałam. Wówczas przyszedł do mnie Duch Święty w postaci Pięknego Światła i napełnił niesamowitą radością, miłością i tą miłością kazał mi się dzielić. Gdy weszłam do kościoła błogosławionej Karoliny złożyłam najpierw podziękowanie i poleciłam Panu Bogu bliskie mi cztery osoby, które są bardzo chore. Gdy tylko zaczęła się Eucharystia zobaczyłam promienie słoneczne, które rozlały się nad ludźmi. A był przecież Wieczór i w tym momencie poczułam niesamowite gorąco, drżenie na całym ciele. A przed przeistoczeniem Pana Jezusa i przyjęciem Go moje serce chciało wyskoczyć z piersi i upaść pod nogi Panu Jezusowi. Ten stan trwał cały czas trwania Mszy Świętej. Gdy zaczął się dalszy ciąg uwielbienia i modliłam się bardzo gorąco za te cztery bardzo chore osoby doznałam czterokrotnego zaśnięcia w Duchu Świętym na dłuższą i krótsza chwilę. Ta miłość i ta radość jaka temu towarzyszy jest nie do opisania. Pozostały ze mną słowa, które mi brzmią w uszach: „Gdziekolwiek jesteś Ja zawsze jestem z Tobą”. Na mój drugi XXXV Tyski Wieczór Uwielbienia przyszłam uwielbiać Pana Jezusa i modlić się za moją mamę, ponieważ zostałam bardzo poraniona w młodości i musiałam opuścić dom rodzinny. Mówiłam: „Mamo przebaczam Tobie i sobie”. Zatopiona w modlitwie nagle usłyszałam słowa poznania, że Pan Jezus zabiera ten straszny ból czterem kobietom poranionym przez matki. Wymieniane były imiona, byłam przekonana że moje imię nie padnie. I nagle słyszę swoje imię jako pierwsze: Halinie. Jak stałam, tak upadłam na kolana i zapłakałam. Boże przepraszam, przez chwilę zwątpiłam, a Ty na każdym kroku mówisz że JESTEŚ TU i TERAZ. Już nigdy nie wątpię! Aktualnie jestem za granicą i z bijącym sercem zadzwoniłam stamtąd do mamy. W rozmowie powiedziała: „Moja kochana Córko”. Były to słowa na które czekałam 63 lata! Teraz żyje odmieniona. Wiem, że Pan Bóg i Maryja są zawsz ze mną i jak bardzo mnie kochają. I moja wiara jest tak bardzo mocna, że aż boli. Dziękuje na każdym kroku Panu Bogu że JEST TU i TERAZ. Chwała Panu.

Halina lat 63

 

W Tyskim Wieczorze Uwielbienia uczestniczyłam już kilka razy. W tym, o którym chcę napisać byłam razem z mężem. Przychodziłam na każdy Wieczór, również i ten, z jednym pragnieniem, pragnieniem bycia mamą. Przeszliśmy z mężem długa drogę starań o potomstwo. W tym czasie straciliśmy czwórkę dzieci i doszliśmy do momentu, w którym według lekarzy jedyną drogą było poddanie się metodzie in vitro, którą oboje odrzucaliśmy. Na początku nie mogłam się pogodzić z tą sytuacją, bo od najmłodszych lat pragnęłam być żoną i mamą. Wiedziałam, że to moje powołanie. Gdy już moja wiara ustąpiła miejsca nadziei, postanowiłam spróbować jeszcze dla męża. Poddaliśmy się leczeniu metodą naprotechnologii. Wiemy, że to Pan Jezus nas tak pokierował.

W trakcie TWU , w którym uczestniczyliśmy Pan Jezus zwrócił się do kobiet po poronieniach, by zaufały, bo przyjdzie czas, gdy wydadzą na świat dzieci. Wtedy miałam nadzieję, że Pan Jezus kieruje je do mnie, po czasie okazało się tak było. Za kilka bowiem miesięcy po TWU okazało się, że jestem w ciąży, którą szczęśliwie donosiłam i urodziłam córeczkę. Oboje z mężem wiemy, że to cud i działanie Pana Jezusa. Już od początku ciąży czuliśmy się Jego wybrańcami. Wierzymy, że pomogło nam również wstawiennictwo św. Jana Pawła II. Jesteśmy wdzięczni Bogu za wszystkie otrzymane łaski, za cały czas oczekiwania na naszą córeczkę, czas który nas ubogacił, no i za nasz cud, który ma już ponad roczek. Chwała Panu.

Agnieszka, lat 36

 

Przyjechałam na XXXV Wieczór Uwielbienia, z prośbą o prawidłowy przebieg ciąży - w końcu byłam w "dość późnym wieku". Lekarz podczas jednego z badań, stwierdził, że płód jest zbyt mały jak na ten moment ciąży. Zasugerował mi, że z dzieckiem jest coś nie tak. Ale jednocześnie powiedział: „Za dwa tygodnie zrobimy badania kontrolne, może wszytko będzie dobrze. Różne cuda widziałem, one też się zdarzają w medycynie”. Wiedziałam, że za parę dni będą odbywać się w Tychach TWU. Przyjechałam na niego z nadzieją na ów cud. W trakcie modlitwy padły słowa: „Jezus ma moc odebrania życia i dawania go.”. Tak bardzo chciałam wierzyć, że nowe życie, które jest we mnie rozwija się prawidłowo. Na TWU nie czułam nic, trzymałam ręce na moim brzuchu i prosiłam, aby moje dziecko było zdrowe. Po niecałych dwóch tygodniach miałam znów przyjść na badania kontrolne. Lekarz po chwili badania USG powiedział: „Serce dziecka przestało bić, przykro mi.". Nie mogłam w to uwierzyć. Wypisał mi skierowanie do szpitala. Pomyślałam, że jego aparat USG się myli, że w szpitalu stwierdzą co innego. Przecież, świetnie się czuję, nie mam żadnych bóli, żadnych plamień. W szpitalu, inny lekarz potwierdził diagnozę. Miałam przejść zabieg usunięcia martwej ciąży. Byłam przekonana, że to nie dzieje się naprawdę, że Pan Bóg nie jest, aż tak okrutny. Powiedziałam do lekarza prowadzącego, że nie wierzę w ich diagnozy i nie poddam się zabiegowi usunięcia mojego dziecka. Lekarz, długo przekonywał mnie, że nie mogę chodzić z martwym dzieckiem. Uparłam się, i wypisałam na własne żądanie. Przez parę kolejnych dni nie działo się nic. W moim organizmie utrzymywał się bardzo wysoki poziom HCG. Po paru dniach poczułam bardzo silny ból brzucha, skurcze co parę minut, i nagle w moich dłoniach trzymałam małą istotę. Nie ruszała się. Łzy ciekły mi po policzkach. Wydawało mi się, że serce pęknie z bólu. Po 3 miesiącach od utraty dziecka przeszłam badania kontrolne. Miałam bardzo podwyższony HCG. Lekarz był przekonany, że to efekt owej ciąży – groźne powikłania. Dokładnie wypytał o ilość zbliżeń. Stwierdził, że prawdopodobieństwo, w takim przypadku, iż to kolejna ciąża wynosi 0,1%. Przez dwadzieścia minut opowiadał o powikłaniach i konsekwencjach mojej decyzji „chodzenia z martwym dzieckiem”. Wyrzucał z siebie medyczne nazwy chorób jakie mnie najprawdopodobniej spotkały. Po jakiejś pół godzinie, stwierdził, że musi mnie zbadać. Usłyszałam: „To nie możliwe! Pani jest w ciąży”. I wtedy przyszły do mojej głowy słowa: "Jezus ma moc odbierania życia i dawania go". Ten XXXV TWU jest dla mnie procesem. Z jakiegoś powodu Jezus nie chciał mi dać tamtego Życia, ale po trzech miesiącach dał inne, którego zaistnienie medycyna określiła jako prawdopodobieństwo rzędu 0,1%. Teraz wiem, że ból jaki towarzyszył mi podczas utraty dziecka, moja determinacja, była po coś. Jezus chciał, abym przeszła próby i uwierzyła, że On ma moc. Dziękuję Mu. Chwała Panu!

Barbara, lat 39

 

(...) Chcę jeszcze wspomnieć o tym, jak Bóg uzdrowił mnie z bólu kręgosłupa na Tyskim wieczorze. Kiedy był odpowiedni moment, poprosiłem Pana Jezusa, aby przyszedł i dotknął mojego zbolałego od wielu lat miejsca. Po kilku dniach ból całkowicie minął. (...)

Mężczyzna, lat 27

 

 

Świadectwa z 36. TWU

Pragnę się podzielić świadectwem z ostatniego XXXVI Tyskiego Wieczoru Uwielbienia. Od dzieciństwa chorowałam na alergią pokarmową, jedząc niektóre produkty pojawiała się wysypka. W trakcie ostatniego TWU padło słowo aby położyć rękę na chore miejsce - tak też zrobiłam kładąc jedną rękę na drugiej, tam, gdzie pojawiały się zmiany skórne. W trakcie modlitwy odczułam ciepło przepływające przez moje ręce. Kiedy wróciłam do domu zauważyłam, że jedząc niegdyś "zakazane" produkty nic mi nie jest, za co już dziękowałam Bogu. Kolejnym krokiem były testy alergiczne które wyszły ujemnie. Za cud uzdrowienia i Bożą miłość - chwała Panu!

Agnieszka

 

  20 stycznia 2018 roku uczestniczyłam w Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Stałam dość obojętna, przytłoczona ilością ludzi. Miałam duże trudności, żeby skupić się na modlitwie. Kiedy usłyszałam słowa poznania zaczynające się: „Kobieta, 34 lata...” serce zaczęło mi bić mocniej. Dalej też każde słowo zgadzało się z tym, co wtedy przeżywałam: „Kobieta, 34 lata, która w ostatnim czasie jest przytłoczona, przygnębiona, smutna”- tak właśnie czułam się z powodu tego, że w krótkim okresie czasu spadło na mnie kilka informacji o chorobach moich koleżanek. Wszystkie są chorobami nowotworowymi. Sama też czekam na wizytę u lekarza, która będzie w następnym tygodniu.

Oprócz tego mam problem z organizacją czasu. Chcę być wszędzie i podejmuję się zbyt wielu zadań, co powoduje, że jestem bardzo przemęczona i sfrustrowana. Wszystkie te rzeczy sprawiły, że czułam się właśnie przytłoczona, przygnębiona i smutna. Na koniec padły słowa: „Pan mówi ci, że będziesz oglądała w swoim życiu Jego chwałę”. Potrzebowałam słów pełnych nadziei i umocnienia, takich jak te. Moim pragnieniem jest oglądać Boże dzieła i Bożą chwałę. I wiem, że Bóg jest wierny każdej swojej obietnicy, dlatego oczekuję wypełnienia tych słów w moim życiu. Cieszę się, że po raz kolejny mogłam doświadczyć tak wielkiej bliskości Boga.

Monika, lat 34

 

  Na XXXVI Tyski Wieczór Uwielbienia przyjechałam z tyloma troskami i pytaniami, że sama nie wiedziałam o co właściwie powinnam się modlić. Jednak Pan Jezus zawsze wie czego potrzebujemy. Nie pamiętam dokładnie wszystkich wypowiedzianych słów, ale wiem, że gdy Jezus zwracał się do Agnieszki, Roberta i jeszcze jednej osoby, której imienia nie pamiętam, to działał we mnie. Na tym TWU otrzymałam łaskę zapłakania nad trudną historią mojego życia. Jezus dał mi pokój, pomaga pogodzić się z przeszłością, a także przebaczyć bliskim. Chwała Panu!

Agnieszka, lat 23

 

  Podczas XXXVI Wieczoru Uwielbienia Pan Jezus skierował swoje słowo do osób, które swoje życie widzą jako zakrwawioną, brudną szmatę - trudne, pełne pustki i osamotnienia. Bóg spojrzał również w moje serce pełne bólu i cierpienia. Obiecał, że je odnowi. Kiedy to piszę, jeszcze nie wiem, w jakim czasie i w jaki sposób to zrobi. Ale skoro Pan Jezus to powiedział, to ja Mu wierzę. Amen. Chwała Panu!

Agnieszka, lat 34

 

  Dzień 20 stycznia 2018 r. był moim szczęśliwym dniem. Za namową mojej córki pojechałam na Wieczór Uwielbienia. Na wcześniejsze się nie wybierałam mimo zachęty z jej strony, ponieważ nie miałam ochoty. Tym razem było inaczej. Cieszyłam się i nie mogłam się doczekać tego wydarzenia. Przed kościołem ze szczęścia poleciała mi łza, wiedziałam, że to jest miejsce dla mnie. Podczas mszy św. czułam się cudownie. Przyjechałam prosić Boga o zdrowie i błogosławieństwo dla mojego męża i dzieci. Wiele ostatnio wycierpiałam. Mam ciężką pracę, do której nie chcę wracać po urlopie. Rodzice mnie nie kochają, a w domu miałam co sobotę awantury urządzane przez męża. Siedem miesięcy wcześniej grałam w kościele i śpiewałam psalmy. Przeprowadziłam się do innej miejscowości i zaprzestałam śpiewać na chwałę Pana, bardzo tęsknię za tym. Gdy po Wieczorze Uwielbienia wróciłam do domu nie mogłam o nim zapomnieć, coś się zmieniło we mnie. Zaczęłam nabierać chęci pójścia do pracy. Miałam większa energię i nie czułam się wiecznie zmęczona.

Już dziś nie mogę doczekać się czerwca i kolejnego TWU, chciałabym żeby to było już jutro. Jestem osobą skrytą. Nie wiem dlaczego to wszystko piszę i się tym dzielę, zawsze wolałam usiąść w swoim pokoju wyciągnąć różaniec i wypłakać się Maryi w samotności. Dziś jednak dziękuję Bogu, że mogłam uczestniczyć w TWU, że mogłam być razem z Nim.

Renata, lat 42

 

  Nie potrafię opisywać swoich przeżyć, nie jestem w tym dobra, ale chcę się z Wami podzielić swoim świadectwem. Na XXXVI Wieczór Uwielbienia szłam bez przekonania. Kiedy byłam tu pierwszy raz to niezbyt chciałam wrócić, właściwie to mówiłam, że już tu nie przyjdę, że to nie dla mnie, nie tego szukam. Nie chciałam iść na kolejny, jednak przyjaciółka mnie namówiła.

Od samego początku, ledwo weszłam do kościoła, dziwne, ale miałam uśmiech na twarzy i chciałam uwielbiać, tylko uwielbiać Pana. Nie potrzebowałam niczego. Tak jakby z wejściem do świątyni Boża radość weszła we mnie. Wyglądałam pewnie jak nieco szalona uśmiechając się do Jezusa. A kiedy zaczęło się uwielbienie usłyszałam słowa: „Jezus oczyszcza serca trzech osób”. Nie wiem czy były to słowa skierowane do mnie, ale poczułam dziwne ciepło przechodzące przez ciało. Pomyślałam, że chyba mi się wydaje, że to pewnie nie do mnie, „przyszłam tylko uwielbiać Pana. Co się ze mną dzieje?”. Nie rozumiałam. Gdy padały słowa, że Jezus oczyszcza serca, imię wymienione jako drugie było moim. Wtedy te uczucie we mnie jeszcze bardziej rosło. Poczułam dziwne ciepło, wewnętrzny mocny dotyk, który przechodził przez całe ciało, nie wiem do końca jak to nazwać. Czułam radość, nagle popłynęły mi łzy, ale wciąż czułam się szczęśliwa. Czułam Bożą radość, która była we mnie, także ulgę, jakby zabrano cały ciężar ze mnie, z mojej duszy. To samo czułam rok temu w Ziemi Świętej - w Kaplicy Adoracji przy Bożym Grobie. Tylko tam się bałam tego, co się ze mną działo i prosiłam Boga żeby zabrał to uczucie. A teraz byłam po prostu gotowa na wszystko co Bóg mi dawał i robił ze mną. Na to jak oczyszczał me serce i uleczał je tu, na Wieczorze Uwielbienia.

Nie mogę przyjmować Jezusa w Komunii, żyję w związku cywilnym. Nie mogę iść do spowiedzi. Żyje ze swoim grzechem każdego dnia, ale wiem, że na TWU Jezus zabrał cały ten ciężar. Wyszłam inna. Bóg oczyścił moje serce i duszę. Dlatego należy dbać o skarb jaki jest w Kościele w postaci sakramentów, bo jest to ból nie do opisania, kiedy wybiera się miłość do człowieka rezygnując z Jezusa eucharystycznego. Nie da się niczym tego zastąpić, pozostaje ogromna tęsknota i pragnienie. Jednak Pan w swym miłosierdziu może zaspokoić i uleczyć serce każdego z nas. Chwała Panu.

Agnieszka, lat 36

 

  XXXVI Tyski Wieczór Uwielbienia był długo oczekiwanym przeze mnie wydarzeniem. W czerwcu zeszłego roku nie mogłam uczestniczyć w tej modlitwie, gdyż byłam w 9 miesiącu ciąży. Podczas kolejnego Wieczoru Uwielbienia nie miałam z kim zostawić córeczki, mąż musiał iść do pracy. Było mi wówczas bardzo przykro. Wszystko wskazywało na to, że i w tym nie będę mogła uczestniczyć. W ostatniej chwili udało mi się wyspowiadać i przyjechać do Tychów, pierwszy raz byłam tu sama. On mówi: „Ty nie nazywasz się odrzucona, czy poniżona. Ty nazywasz się urzekająca córka Boga. Pan Ciebie pragnie, Pan o Ciebie zabiega, pragnie twego piękna”. Gdy przeczytałam te słowa w rozdawanym biuletynie, poczułam, że to znak. Z drugiej strony ogarnął mnie żal. To niesamowite, że Bóg zabiega o każdego z nas, bez względu na to ile razy zbłądzimy. Człowiek chyba tak nie potrafi.

Niedawno zostałam mamą, wydawało się, że będę szczęśliwa. Pozwoliłam sobie jednak na oddalenie się od Boga. Nieprzespane noce, nadmiar obowiązków, zmęczenie, momentami bezradność. Codzienność przestała mnie cieszyć. Przestałam uczestniczyć w niedzielnych mszach. Przestałam się modlić, tak ze szczerego serca. Przecież nie miałam czasu – tak to sobie tłumaczyłam. Wiedziałam, że się pogrążam. Z dnia na dzień więcej nerwów, stresu, kłótni z mężem o błahostki. Macierzyństwo i małżeństwo przestało być różowe.

Podczas spowiedzi przed TWU usłyszałam od sędziwego ojca franciszkanina takie słowa: „Przecież znasz siebie od podszewki, wiesz czego ci potrzeba. Nie jesteś już małą dziewczynką, nie te lata, nie ta spódnica. Tak z nami właśnie jest, że przychodzimy po miłosierdzie Boże, a w zamian często nie chcemy nic ofiarować”. Popłakałam się. To były tak prawdziwe słowa. Przecież byłam kiedyś już tak blisko, odnalazłam swoją wiarę, poznałam czym jest różaniec, wymodliłam poczęcie wspaniałej córeczki, chodziłam na niedzielne msze, rozmawiałam z Bogiem i znajdowałam odpowiedzi na różne pytania. Było mi łatwiej żyć, po prostu. I teraz znowu czułam ogromną radość siedząc w kościele i czekając na Wieczór, i spotkanie z Bogiem. Zakochałam się w tych Wieczorach. Czuję i wiem, że to miejsce dla mnie. Gdy Pan Jezus przechadzał się między nami, zamknęłam oczy i wiedziałam, że dotyka mojego serca. Gorące łzy spływami mi po policzkach. Brzmi górnolotnie. Kiedyś nie zrozumiałabym kogoś, kto mówi mi, że Bóg dotyka jego serca. Może nawet zachowałabym pewną ostrożność myśląc, że ta osoba jest oderwana od rzeczywistości. Teraz mam więcej doświadczeń, wiedzy na temat wiary. Ale to nie zmienia faktu, że muszę każdego dnia walczyć o siebie – matkę, żonę, córkę, czyli najważniejsze role w moim życiu. Muszę dbać o relację z Bogiem, bo tylko przy Nim nawet najcięższe, niezrozumiałe chwile można przetrwać i czuć spokój. Tak jak teraz, gdy dzielę się swoim świadectwem.

(…) Wychodząc z kościoła po Tyskim Wieczorze mam ochotę wszystkim opowiadać o tym, że Bóg jest – prawdziwie jest. Że są ludzie młodzi, starsi, uśmiechnięci, mocno poranieni, ci bardziej uduchowieni i ci, którzy zaczynają dopiero poszukiwania Boga. Wszyscy razem modlą się, śpiewają. Dzieją się cuda. A potem gdy entuzjazm mija, rzeczywistość przytłacza, pojawiają się problemy, upadki. Dzięki TWU chcę się podnosić. Dla mnie to źródło, z którego chcę pić. Myślę, że tak właśnie jest, że wszystkich nas łączy tutaj to pragnienie, które zaspokoić może tylko Bóg. Chwała Panu!

Agata, 30 lat

 

  Pragnę podzielić się radością z udzielonej łaski, jaką Pan Jezus okazał mojemu szwagrowi. W ciągu swojego dorosłego życia nie przyjmował sakramentów świętych, ponieważ odwrócił się od Boga. Był człowiekiem o trudnym charakterze. Ten, jak wydawałoby się silny człowiek zachorował, rokowania były niepomyślne. Pamiętam lęk jaki czułam o niego, gdy czas upływał a nikt nie miał odwagi napomknąć mu o spowiedzi, by nie sprowokować wybuchu złości. Jego matka modliła się na różańcu, by nie umarł bez pojednania. Tak się złożyło, że zbliżał się termin Tyskiego Wieczoru Uwielbienia. Pojechałam na tę modlitwę. Tym razem na ołtarzu złożyłam intencję o pojednanie się mojego szwagra z Bogiem i przyjęcie sakramentów. Przyjęłam również w jego intencji komunię. W ciągu następnych kilku dni jego stan zdrowia pogorszył się. Wiedział on, że odchodzi, ale nadal nie otwierał swego serca Jezusowi. Pewnego dnia rodzina zaniepokojona wezwała pogotowie, a te przewiozło go do szpitala. Przy jego łóżku mógł wreszcie stanąć ksiądz. Kapelan długo rozmawiał ze szwagrem, później udzielił rozgrzeszenia; kolejnego dnia przyjął komunię świętą. Był w szpitalu około tygodnia i w tym czasie uczestniczył we mszach świętych. Po powrocie ze szpitala załatwił sprawy majątkowe i odszedł pogodzony z rodziną i z Bogiem. Pozostaje nam mieć nadzieję, że każda nasza modlitwa i msza święta w jego intencji pomaga jego duszy. Zmaganie się mojego szwagra i jego odejście w łasce uświęcającej miało również wpływ na jego żonę, która również powróciła do Boga. Chwała Panu! 

Sonia, lat 51

 

  W Wieczorze Uwielbienia w Tychach brałam udział po raz drugi. Błagałam Chrystusa, modliłam się o to, by zabrał ode mnie na zawsze nieuporządkowania seksualne i uleczył mnie z nałogu pornografii i związanej z tym pustki i rozpaczy. Od ponad 2 miesięcy obserwuję, że te trudności ustąpiły, wyciszyłam się i uspokoiłam. Czerpię siłę i radość z codziennej eucharystii. Pod wpływem modlitwy w Tychach zapragnęłam głębszej relacji z Bogiem. Z pełną otwartością brałam udział w rekolekcjach wielkopostnych. Moje życie stale się zmienia i porządkuje dzięki miłości Jezusa. Chwała Panu!

Ola, lat 42

 

  Na mój pierwszy Tyski Wieczór Uwielbienia pojechałam, bo wierzyłam, że ta modlitwa, to jedyna szansa na uleczenie bliskiej memu sercu osoby. Całą mszę i późniejszą modlitwę przeżyłam w ogromnym skupieniu, jak nigdy wcześniej. Gorąco się modliłam w intencji, z którą przyszłam. W pewnym momencie zobaczyłam przed sobą kałużę. Zorientowałam się, że to moje łzy, a prowadzący zwraca się właśnie do osób, które mają problem z samoakceptacją. Co prawda nie wymienił mojego imienia, ale jestem pewna, że Jezus zwracał się też do mnie. Całe wcześniejsze życie nienawidziłam siebie. Ciągle miałam pretensje, że nie jestem taka, jaką bym chciała być, że nie jestem idealna. Od tamtego momentu coś się we mnie zmieniło. Zrozumiałam, że jestem kochana taka, jaka jestem. Dziękuję Bogu, że mnie uzdrowił, choć wcale o to nie prosiłam. On wie najlepiej czego potrzebujemy. Chwała Panu!

Katarzyna

 

  Boskie „Zaufaj Mi” słyszałam już na Tyskich Wieczorach Uwielbienia trzy razy, ale dopiero teraz odważyłam się dać temu publicznie świadectwo.  Pierwszy raz był na którymś już dla mnie z kolei Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Byłam wtedy samotna, przynajmniej tak się czułam. Nigdy nie miałam żadnego chłopaka, każdy potencjalny kandydat okazywał się porażką. I przyjechałam na TWU z tym ciężarem samotności. Z tym poczuciem, że już nigdy nikogo nie poznam, że widocznie Bóg chce żebym była sama. W pewnym momencie prowadzący modlitwę powiedział, że Pan kieruje teraz swoje słowa do samotnych ludzi, którzy boją się, że będą sami do końca życia. Pan powiedział: „Zaufaj Mi”. W miesiąc później poznałam chłopaka, bardzo dobrego, który okazał się być tym obiecanym przez Pana. Drugi raz słowa „Zaufaj Mi” usłyszałam na XXXV TWU, kiedy zmarnowana przez życie i przytłoczona trudnymi wydarzeniami przyjechałam tu trochę bez wiary. Utraciłam nadzieję na lepsze jutro i wstyd przyznać, ale zaczęłam wątpić w istnienie Boga. W pewnym momencie głos prowadzącego został skierowany do właśnie takich osób, które wątpią. I znów usłyszałam: „Zaufaj Mi, Ja jestem z Tobą”. 

Na ostatnim TWU wiozłam w swoim sercu intencję rozeznania życiowej drogi. Byłam na rozdrożu, na którym należało dokonać wyboru. I po raz trzeci usłyszałam Boskie "Zaufaj Mi, Ja pokieruję Twoją życiową drogą." 

Już od dawna pojawiały się w moim życiu słowa: „Jezu, ufam Tobie”. I nimi starałam się kierować w życiu. Bo cóż może mi się stać, kiedy Jezus jest ze mną? Kiedy Mu się oddam i zaufam? Unosząc wzrok ku Niebu, stojąc na życiowym rozdrożu mówię: „Jezu, ufam Tobie, Ty się tym zajmij.”. A ja robię to co do mnie należy w ziemskim życiu. 

Anastazja, lat 25

 

20 stycznia 2018 r. przyjechałem na XXXVI Tyski Wieczór Uwielbienia. Dawniej przyjeżdżałem po to, żeby Pan Jezus mnie uzdrowił, ale nie doświadczałem niczego znaczącego. Dopiero drugi raz z rzędu przyjechałem nie po to, żeby Jezus mnie uzdrowił, tylko po to, żeby się modlić i Go uwielbić. I faktycznie doświadczam uzdrowień wtedy, gdy nie są one głównym celem mojej modlitwy. Podczas tego Tyskiego Wieczoru bardzo prosiłem Jezusa, żeby się wypełniła Jego wola, dużo modliłem się za innych. W kieszeni miałem Pismo Święte, zawsze zabieram je na modlitwy uwielbienia. Od około 10 lat, od czasu studiów mam zeza kiedy patrzę na jakiś mały punkt oddalony od kilku do kilkunastu metrów. Nasila się to po tym, kiedy dużo czytam albo siedzę przy komputerze. Często adoruję Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie przez czas mniej więcej pół do jednej godziny i zawsze widziałem Go podwójnie. Podczas tego Tyskiego Wieczoru Uwielbienia także miałem zeza podczas adoracji, ale tylko do mniej więcej połowy czasu jej trwania. Później po raz pierwszy od kilku lat zobaczyłem Najświętszy Sakrament normalnie, choć trochę mnie męczyło patrzenie. Od czasu Tyskiego Wieczoru do dzisiaj zez pojawiał się i znikał. Byłem kilka razy na adoracji i czasem przez cały czas jej trwania widziałem Najświętszy Sakrament bez zeza, czasem z zezem, ale widzę dużą poprawę. W środę prosiłem koleżankę i kolegę z mojej wspólnoty Zacheusz o modlitwę wstawienniczą między innymi w tej intencji. Będę prosił dalej. Ufam, że Pan Jezus uzdrowi mnie całkowicie.

Od wielu lat mam też problemy z onanizmem, być może jest to już nałóg. Jeszcze kilka miesięcy temu onanizowałem się raz na 2-3 dni, a czasem nawet trzy dni pod rząd, ale odkąd koleżanka ze wspólnoty regularnie się nade mną modli wstawienniczo, robię to wyraźnie rzadziej, zwykle raz na kilka dni. Na Tyskim Wieczorze Uwielbienia, mniej więcej na początku adoracji, chwilę przed pierwszymi słowami poznania miałem obraz Pana Jezusa, który stoi nad nami, ma otwarte ręce i sypie do nas czymś kolorowym, co po chwili wyglądało jak kamienie szlachetne. Później, mniej więcej w czasie, kiedy było słowo poznania o uwolnieniu z nałogów, poczułem mocno działanie Ducha Świętego i radość. Miałem obraz Pana Jezusa wiszącego na krzyżu, z którego serca wychodzą dwa promienie, jak na obrazie „Jezu, ufam Tobie”. Zwykle rzadko mi się zdarza mieć obrazy. Chwała Panu!

Piotr

 

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< czerwiec 2018 >
pnwtśrczptsond
    1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30

Zaproszenia

Zapraszamy SOW CuD

Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca