Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Świadectwa z XXXI oraz niepublikowane wcześniej świadectwa z TWU

ŚWIADECTWA Z XXXI TWU

Niepublikowane świadectwa z wcześniejszych TWU >>

Na Tyski Wieczór Uwielbienia przyjechaliśmy pierwszy raz w czerwcu. Wcześniej uczestniczyliśmy w podobnych wieczorach w naszej parafii, które odbywały się raz w miesiącu. Przyjechaliśmy z wielką nadzieją w sercu prosić o uzdrowienie córki. Kłopoty ze zdrowiem zaczęły się w styczniu 2015, kiedy Weronika miała 14 lat. Wtedy pojawiały się uporczywe bóle głowy, które nawet na chwilę nie ustawały. Zmieniała się tylko siła ich natężenia. Kiedy bolało bardzo mocno córka właściwie nie wstawała z łóżka, a kiedy było trochę lepiej starała się chodzić do szkoły i w miarę normalnie żyć. Nie pomagały żadne lekarstwa, żaden specjalista nie potrafił ustalić przyczyny bólu. Byliśmy u neurologa, laryngologa, okulisty, stomatologa, ortopedy, kardiologa, psychiatry i psychologa. Córka leżała w Katowicach w klinice i też nic. Próbowaliśmy także leczenia ziołami, homeopatii, akupunktury. Dopiero po roku trafiliśmy do gabinetu fizjoterapii i tam po raz pierwszy od roku udało się ból opanować. Ale niestety ból powracał, do tego pojawiły się bóle stawów, porażenie nerwu trójdzielnego, a także objawy dosyć silnej nerwicy. Sytuacja była bardzo dla nas trudna, a córka była umęczona chorobą i bólem. Wtedy usłyszeliśmy o Tychach. Decyzja o przyjeździe była bardzo szybka. Najbardziej na ten wyjazd nalegała Weronika, która czuła, ze tam znajdzie ratunek. Córka do kościoła wchodziła z bólem głowy, z bólem nerwu trójdzielnego i z nerwicą. W trakcie trwania wieczoru uwielbienia wszystkie bóle, niepokój i lęk zostały zabrane. Pan uczynił cud i uzdrowił nasze dziecko. Od 4 czerwca ból głowy się nie pojawił, nerwica minęła. Chwała Panu!

Aleksandra, 40 lat

 

Na Tyskich Wieczorach Uwielbienia jestem sporadycznie obecny, najczęściej nie we własnych intencjach. Tak było też na XXXI TWU .Wybrałem się po telefonicznym zaproszeniu przez kolegę. Mam 58 lat. W czasie wieczoru, Pan Jezus obecny w Najświętszym Sakramencie przechodził niesiony przez kapłana w monstrancji w różne miejsca Kościoła. Usłyszałem wtedy słowa, że Pan Jezus teraz zwraca się do osób cierpiących na choroby stawów. W pierwszym momencie zastanawiałem się, czy te słowa odnoszą się do mnie? Miałem bowiem dolegliwości stawowe prawej stopy, obu łokci oraz kręgosłupa. W następnym ułamku sekundy odczułem delikatne drżenie w ciele, a mój układ kostny, łącznie z kręgosłupem, stał się na moment miękki i jakby nie istniał. Trwało to bardzo krótko, ale dla mnie było wystarczająco jasne, że słowo poznania było do mnie skierowane. W sercu czułem radość oraz wielką wdzięczność. Następnego dnia dotknąłem palcem bolących jeszcze stawów, aby to namacalnie stwierdzić, lecz w najbliższym tygodniu ból przestał istnieć. Odczuwam go jedynie, gdy się bardzo przepracuję. „Sławię Cię Panie, bo mnie wybawiłeś”.

Adam, 58 lat

 

XXXI wieczór uwielbienia był moim drugim wieczorem w jakim uczestniczyłam, a zarazem pierwszym w którym otworzyłam swoje serce na działanie Boga. Podczas modlitwy uwielbienia usłyszałam słowa: „Przychodź do mnie codziennie, a zobaczysz, jakimi łaskami Cię obdaruję”. Odpowiedziałam na to zaproszenie i zaczęłam codziennie chodzić do kościoła. Nie było to łatwe ale zaufałam Bogu. Nie czekałam długo, a moje życie zaczęło się zmieniać. Kłopoty finansowe, które mieliśmy z mężem zniknęły, gdyż mąż niespodziewanie dostał podwyżkę, a ja w końcu znalazłam pracę. Moje zmartwienia związane z edukacją syna tęż się rozwiały, pomimo iż syn nie miał najlepszych wyników w nauce, skończył gimnazjum i dostał się do wymarzonej szkoły średniej. Przed bierzmowaniem syna mieliśmy problem, bo nie mogliśmy znaleźć świadka gdyż był to okres wakacyjny i większość naszej rodziny wyjeżdżała. W końcu znaleźliśmy świadka, jednakże był on katolikiem tylko z nazwy, ponieważ już od dawna nie chodził do kościoła. Bałam się czy ten świadek przyjmie komunię świętą, ale Pan mnie wysłuchał i świadek nie tylko wyspowiadał się i przyjął komunię świętą, ale też zaczął regularnie uczęszczać na niedzielne msze święte. Na ostatnim wieczorze uwielbienia modliłam się także o mojego ojca uzależnionego od alkoholu, o jego nawrócenie i w tym zostałam wysłuchana ale w inny sposób niż myślałam. Ojciec mój złamał nogę i leżał w szpitalu, tam też przyjął sakrament chorych, a obecnie jest rehabilitowany i raz w miesiącu przyjmuje komunię święta. Chciałabym podziękować za wszystkie łaski które otrzymałam Chwała Panu.

Iwona, 42 lata

 

XXXI Tyski Wieczór Uwielbienia był dla mnie niesamowitym przeżyciem. I choć Bóg obdarzył mnie wieloma łaskami w ostatnim czasie, to jednak to, czego doświadczyłam 4 czerwca 2016 roku na Tyskim Wieczorze Uwielbienia jest dla mnie najbardziej czytelnym znakiem Jego opieki. Na TWU przyszłam z ogromnym balastem z przeszłości związanym z nienawiścią do ludzi, którzy mnie kiedyś skrzywdzili. Były to osoby, z którymi uczęszczałam do szkoły podstawowej oraz szefowa jednej z katowickich firm. Okres podstawówki wspominam jako czas odczłowieczenia, gdy próbowano mi wmówić, że jestem nic niewartym śmieciem, najłagodniejsze określenie mojej osoby z tamtych lat to „gruba świnia”. Podobnie sytuacja wyglądała w późniejszym czasie w moim pierwszym miejscu pracy, owej katowickiej firmie. Doświadczyłam w niej mobbingu, a szefowa dobrze bawiła się moim kosztem, poniżając mnie na każdym kroku, również w obecności innych pracowników. Byłam typowym kozłem ofiarnym, który nie wiedział, dlaczego to wszystko go spotyka. Te doświadczenia, będące tylko kroplą w morzu złych doświadczeń, sprawiły, że przestałam ufać ludziom i zaczęłam ich unikać. W pewnym momencie złych wspomnień był już nadmiar, zachorowałam. O Tyskim Wieczorze uwielbienia dowiedziałam się z telewizji i postanowiłam wziąć w nim udział. Pamiętam, że na początku mszy czułam, jak moje problemy „podchodziły mi pod gardło”, szukając ujścia. Szczególnie utkwiły mi słowa księdza: „Moi nieprzyjaciele słabną i padają”. Płacz stopniowo „wydobywał się” ze mnie i „czekał” na uzewnętrznienie. W czasie modlitwy za osoby przybyłe na wieczór nagle usłyszałam, że pan Bóg uwalnia mężczyznę od przykrego doświadczenia prześladowania w szkole podstawowej oraz w miejscu pracy. To, co usłyszałam, dokładnie pasowało do mojej historii. Wzbierał we mnie płacz, który był w sercu od dawna. Nie byłam już w stanie go powstrzymać. Płacz zmienił się w krzyk. Nie wiem, jak długo krzyczałam. Słyszałam jedynie słowa modlitwy nad sobą. Tylko one do mnie docierały. Uwalniałam się od czegoś, z czym nie mogłam się pożegnać w całym swoim dorosłym życiu. Kiedy doszłam do siebie, czułam się tak, jakby uszła ze mnie trucizna. Bóg pomógł mi pożegnać się z przeszłością. Chwała Mu za to!

Sabina

 

W czasie ostatniego TWU padły słowa, które szczególnie mnie dotknęły: „Pan Jezus przychodzi do osób, które mają depresję. Ta depresja spowodowana jest kilkoma czynnikami: bycie niechcianym od samego początku, odejście osoby, która powinna być blisko, alkoholizm. Pan Jezus staje przed tymi osobami i wyciąga do nich swe dłonie”. Wszystkie te czynniki związane są głęboko z historią mojego życia. Kiedy prowadzący modlitwę wypowiedział powyższe słowa, poczułam ogromne ciepło w sercu. Pan Jezus kolejny raz przyszedł do mnie, by mnie umocnić, by utwierdzić mnie w przekonaniu, że On jest przy mnie, prowadzi mnie, nigdy mnie nie zostawi, nawet w najgorszych chwilach. Chwała Panu.

Uczestniczka

 

Chciałabym Bogu wreszcie głośno podziękować i dać świadectwo z mojego uzdrowienia, Sam się upomniał. W lutym 2013 roku brałam pierwszy raz udział w Tyskim Wieczorze Uwielbienia i od tej pory zaczęło się moje uzdrowienie duszy i ciała. W uwielbieniach uczestniczę do dzisiaj w różnych kościołach i zawsze u bł. Karoliny (ostatnio 4. czerwca 2016 r). Jestem mieszkanką Tychów, mam na imię Danuta. Pierwszy raz przyszłam na modlitwę z mocnym bólem nogi myślałam że nie wystoję i za chwilę wyjdę z kościoła – Pan Bóg mnie zatrzymał, byłam bardzo szczęśliwa, że dotrwałam. Nie wiedziałam skąd te ciągłe bóle najgorzej było w nocy (nie spałam i ciągle byłam zmęczona). Dopiero później okazało się że czeka mnie operacja otrzymam endoprotezę biodra w 2019 roku. Ale Pan Bóg powoli zabierał chorobę i dzisiaj w ogóle nie czuję bólu, funkcjonuję normalnie. Poza tym  stałam się też innym człowiekiem, doznaję obecności żywego Boga w moim życiu. Z Wieczorów Uwielbienia zawsze wracam szczęśliwa, wesoła napełniona Duchem Świętym. Za wszystko co mnie spotkało i jeszcze spotka mnie i moją rodzinę, chwała Panu!

Danuta, 51 lat

 

XXXI Tyski Wieczór Uwielbienia był moim pierwszym. Dowiedziałam się o nim w bardzo ciężkim dla mnie okresie życia. Żyłam wtedy w ciągłym lęku, miałam początki depresji, ciągle się bałam. Nawet wtedy, gdy ktoś był przy mnie z bliskich mi osób, towarzyszył mi lęk. Gdy zostawałam sama, czułam czyjąś obecność. Budziłam się w nocy z poczuciem czyjejś „złej obecności”, momentami myślałam, że ktoś lub coś mnie budzi. Myślę, że mogły być to nękania szatańskie. Z biegiem czasu było coraz gorzej. Bałam się być sama w domu, nawet w dzień. Wydawało mi się, że Bóg mnie opuścił. Jak gdyby ktoś mówił w mojej głowie, że Bóg mnie nie kocha i będę potępiona. Zaczęłam się modlić, co nie przynosiło większych rezultatów. Przystąpiłam do spowiedzi świętej Nie pomogło. Zawsze jednak, gdy prosiłam Matkę Bożą o pomoc, otrzymywałam ją. Niejednokrotnie prosiłam, aby przyszła i pomogła mi zasnąć, gdy niemal panikowałam ze strachu w nocy. Przychodziła zawsze, strach jakby stawał się mniejszy, jednak nie mijał. Zaczęłam modlić się też do św. Rity od spraw beznadziejnych, aby pomogła mi poznać, co mam zrobić, aby to minęło. W końcu przystąpiłam do spowiedzi świętej generalnej (z całego życia). Było parę przeszkód na mojej drodze, które odwlekały ją, jednak po jej odbyciu, szczerym wyznaniu wszystkich grzechów jakie tylko zdołałam sobie przypomnieć, wszystko minęło, jak ręką odjął. Gdy dowiedziałam się o Tyskich Wieczorach Uwielbienia postanowiłam, że w najbliższych muszę uczestniczyć. To co usłyszałam od Pana, który mówił przez usta prowadzących, utwierdziło mnie w tym, że Pan wyrwał mnie z otchłani ciemności i grzechu. Powiedział, że mam się nie lękać, że zawsze jest przy mnie, że nikt nie jest sam ze swoim lękiem. Pamiętam, że płakałam i cała się trzęsłam. Pan powiedział, że uzdrawia parę osób z lęku przed ciemnością i samotnością. W gronie tych osób jestem ja, która od zawsze bałam się ciemności i zasypiania w samotności. Miałam z tym problem od dzieciństwa, jednak teraz już wiem, że nie jestem sama, że Jezus mnie kocha, że kocha nas wszystkich. Teraz nawet czasem czuje Jego obecność. Mam wielki pokój w duszy. Chwała Panu i Cześć Maryi, która wstawia się za wszystkimi grzesznikami.

Danuta, 25 lat

 

W Tyskich Wieczorach Uwielbienia uczestniczę od 2015 roku. Na ostatnim XXXI TWU zostały wypowiedziane słowa o uwolnieniu z lęku, i że Pan dotyka pewną osobę. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że to ja jestem tą osobą. Chwała panu.

Jacek, 26 lat

 

Na Tyski Wieczór Uwielbienia przyszłam prosić Boga o uzdrowienie ciała, a On wyleczył moją duszę. Przez kilkanaście lat świętokradzko przyjmowałam sakramenty święte. Czułam ogromny lęk przed spowiedzią. To Jezus zabrał mój strach i w końcu przystąpiłam do szczerej spowiedzi. Poczułam się wolna jak ptak, chciałam krzyczeć z radości. Kiedyś modląc się modlitwą w chorobie przeczytałam takie słowa „Jeśli Bóg sprawił, że cierpisz, to powstanie z tego dobro, o którym ty dziś jeszcze nie wiesz”. Nie wiedziałam, co może dobrego przynieść moje cierpienie – dzisiaj już wiem. Chwała Panu.

Anna

 

W Tyskich Wieczorach Uwielbienia staram się uczestniczyć regularnie. XXXI TWU był kolejnym, na którym miałam okazję uwielbiać Boga. W swoim życiu od zawsze borykam się ze smutkiem, niskim poczuciem własnej wartości, a nade wszystko z lękiem przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji. Przyszłam do kościoła bardzo zmęczona i Jezus natychmiast zatroszczył się o miejsce siedzące (do tej pory zawsze stałam), jedna osoba z ławki przy której stałam po prostu wyszła mówiąc, że miejsce jest wolne. Pomyślałam, że Bóg szykuje dziś coś dla mnie. Wiele spraw i intencji zaprzątało moje myśli. Gdy zaczęło się uwielbienie czułam wielką radość, że mogę znów chwalić Pana. Modliłam się też słowami: „Powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja” i prosiłam o wiarę w te wypowiadane słowa. Miałam wrażenie, że otworzyłam przed Bogiem swoje wnętrze mówiąc: „Uczyń cokolwiek chcesz”. Wtedy usłyszałam, że Pan zabiera lęk i poczułam rozlewające się ciepło. Ogarnęło mnie uczucie spełnienia i szczęścia bo czułam, że te słowa są do mnie. Ale to nie był koniec. Po chwili prowadzący powiedział, że kilku osobom zostaje zabrany smutek i znów poczułam, że chodzi o mnie. Niedowierzałam i prosiłam Boga: Jeśli to prawda jeśli to naprawdę mnie to uczyniłeś, spraw abym doświadczyła spoczynku w Duchu. Po jakimś czasie kapłan zbliżył się z Najświętszym Sakramentem, a prowadzący znów mówił o smutku z życia płodowego z którym niektórzy się rodzą – wiem że moja Mama była namawiana do aborcji z powodu podejrzenia wad płodu i mocno o mnie walczyła. Spojrzałam na Jezusa, na Jego miłosierne oblicze, ale trzymałam się dzielnie, pomyślałam że to jednak nie o mnie chodziło. Kapłan oddalił się do kolejnych ławek i wówczas spoczęłam w Panu. Dalsze uwielbienie było wybuchem radości, eksplozją szczęścia. Czułam, że moje ręce unoszą się same, moje nogi tańczą, a usta wielbią. Wiem, że mój Bóg jest wielki, dobry i cierpliwie leczy mnie z mego niedowiarstwa.

Agata, 40 lat

 

Tak bardzo chciałam być na Tyskim Wieczorze Uwielbienia i oddać Bogu chwałę za przemianę mojego serca i cuda, które w ostatnim roku tak bardzo dotknęły całą moją rodzinę. Pierwszy raz byłam 4 czerwca 2016 roku na TWU i z wielką radością chciałam powiedzieć wszystkim, że Bóg dotknął mojego serca. Poczułam jego wielką miłość. Tak delikatnie przeszedł obok mnie. Radość wielka mnie ogarnęła, łzy szczęścia popłynęły mi po policzku. Otworzyłam szeroko moje serce i przyjęłam Boga do mojego życia. Chwała Panu.

Lidia, 37 lat

 

Na XXXI Tyski Wieczór Uwielbienia zaprosiła mnie serdeczna znajoma. Miałam problem z wybraniem intencji na ten wieczór, więc poprosiłam Boga o wylanie Ducha Świętego i o napełnienie Bożą miłością, bym i ja mogła ją dawać innym. Już podczas Eucharystii poczułam Moc Bożą i bliskość Pana. Wsłuchując się w Boże Słowo i w Diakonię prowadzącą modlitwę, zaprosiłam Boga w te wszystkie przestrzenie mojego życia, w których mało jest Boga. Oddałam Bogu wszystko, z czym sobie nie radzę, wobec czego jestem bezsilna, co sprowadza mnie na drogę grzechu (a w konsekwencji – do grobu, do śmierci).Podczas uwielbiania Pana pieśnią, odkryłam i poczułam całą sobą, jak potężny jest Pan, jak Wielka Moc kryje się w jednym słowie JEZUS, wypowiedzianym z Miłością i wiarą. Bardzo wzięłam sobie do serca słowa o wypędzaniu chorób w Imię Jezusa. Jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, co daje nam taką władzę, którą ma sam Jezus, który dokonywał (i nadal dokonuje) wielu cudownych uzdrowień, uwolnień a nawet i wskrzeszeń, jak w przypadku Łazarza czy chłopca z Nain. Zrozumiałam też, że często różne cierpienia ściągamy na siebie sami przez to, że wracamy na drogę grzechu. Tego wieczora poddałam więc Kochającemu Życie, Dobremu Bogu wszelkiego rodzaju choroby i dolegliwości, włączając tą, która towarzyszy mi od chwili narodzin (lekooporną padaczkę). Doświadczyłam także ogromnej mocy i miłości Ducha Świętego, który wiedząc o tym, że przyjeżdżając na spotkanie trudno mi było wybrać właściwą intencję, modlił się we mnie i za mnie w sposób, którego nie da się opisać, ani wypowiedzieć. Kiedy Bóg przechodził pośród nas, dotykając, uzdrawiając i uwalniając, czułam niezwykłe wzruszenie i radość, które doprowadziły mnie aż do łez. Cieszyło mnie, że tak wielu ludzi Bóg dotyka w taki sposób. Łagodnie, czule, ale z mocą. Miałam nawet wrażenie, że kiedy Bóg dotykał innych, jednocześnie jakby mówił wprost do mojego serca: „Zobacz, jak bardzo Was kocham”. Panie, dziękuję ci z całego serca za to, że Ty sam zaprosiłeś mnie na to spotkanie, przychodząc do mnie w nowy zaskakujący sposób. Dziękuję, że tak bardzo mnie umiłowałeś, że wydobywasz mnie z otchłani grzechu, ciemności i smutku, bym mogła w Tobie mieć życie w Pełni obfitości.

Joanna, 34 lata

 

Kiedyś myślałam, że świadectwo dają tylko osoby uzdrowione z chorób fizycznych. Po XXXI Tyskim Wieczorze Uwielbienia usłyszałam, że uzdrowienie duszy jest tak samo ważne, a może i najważniejsze. Odważyłam się więc dać moje świadectwo. Tylko Bóg wie, jak kiedyś nerwowo reagowałam na sytuacje potencjalnie stresowe. Odkąd zaczęłam jeździć na TWU i uczestniczyć w Eucharystii tak często jak to możliwe (także za sprawą słów mojego proboszcza, które do mnie dotarły szczególnie mocno), dziękuję Bogu za to, co mam. Pewnego wieczoru dziękowałam Panu za mojego męża, który był po imprezie. Na cud nie trzeba było czekać długo. Został zwolniony z pracy. Moja reakcja mnie samą zaskoczyła. Dzisiaj mogę powiedzieć, że został od niej uwolniony! A moja dusza także jest uwolniona. Modliłam się i wiedziałam, że Bóg wyciągnie z tej sytuacji dobro. Minęły prawie dwa lata. Moje małżeństwo kwitnie. Teraz kiedy sytuacja jest „trudna” wiem, że „czy się stoi, czy się leży uwielbienie się należy”. Dziękować i uwielbiać! Bóg zapłać za wszystkich związanych z organizacją TWU! Chwała Panu.

Basia

 

Trzy lata temu Pan odmienił moje życie, nie chciał już patrzeć na moją nędzę i zaczął dokonywać cudów. Moje nawrócenie było początkiem nowej drogi nie tylko dla mnie, ale i dla całej mojej rodziny. Dziś wiem, że po pierwszych niespotykanych sytuacjach Pan „Ochrzcił mnie w Duchu” i dał mi się narodzić na nowo. Efektem tego jest niesłychana tęsknota do Boga i takie duchowe nienasycenie. Tak trafiłem w internecie na relacje na żywo z modlitw uwielbienia pod Częstochową. Doświadczenie różnych miast i grup charyzmatycznych sprowadziło mnie w końcu w moje rodzinne strony. XXX Tyski Wieczór Uwielbienia był moim pierwszym. To co od razu zwróciło moją uwagę to piękne pieśni, jakie grała Diakonia, tak różne i piękne. Nie znoszę kiczu co często w jakiś sposób utrudniało mi skupienie podczas modlitwy z niektórymi wspólnotami. Te pieśni chwytały za serce, było w nich coś innego, nostalgicznego, pięknego, ewidentnie prowadził to Duch Pana. Nie zapomnę kiedy Ksiądz z Najświętszym Sakramentem chodził pomiędzy ludźmi, tak jak kroczył niegdyś Jezus pośród tłumu. Prawdziwe wzruszenie ogarnęło mnie kiedy na koniec Kapłan stanął przed Księdzem Biskupem – na koniec Pan pobłogosławił i utulił swojego Apostoła, tego „umiłowanego ucznia”. Na XXXI TWU musiałem pokonać 400 km i 6 godzin jazdy tylko po to, by tu być. Tym razem postanowiłem maksymalnie się zaangażować. Panie, ludzie podnoszą ręce to i ja, ludzie śpiewają to i ja śpiewam, modlą się – i ja modlę się z maksymalnym zaangażowaniem. Niezwykłym przeżyciem było zobaczyć, kiedy podczas przygotowania darów osoba ze służby liturgicznej przyniósł koszyk z intencjami. Karteczki rozsypały się na ołtarzu. Pomyślałem o tym, że jest tam i moja, przygotowana w domu karteczka, i że są tu modlitwy moje i tych wszystkich ludzi – ich prośby, dziękczynienia, troski i radości. Pomyślałem, że Pan Jezus to wszystko weźmie. Modliłem się do Ducha Świętego, aby dobrze przeżyć Komunię. Przyjąłem Pana a ten przyszedł do mnie w obrazie jak żywy, patrzył na mnie i szedł w moją stronę, a potem uśmiechnął się i skłonił zaczął mnie tulić i ucałował mnie, głaskał po głowie i błogosławił. Uczucie radości i wzruszenia jakie mi towarzyszyło można opisać tylko częściowo; to tak, jakby najbliższa nam osoba, dawno nie widziana, weszła nagle do pokoju i uściskała nas jak nigdy dotąd. W tym samym momencie zespół zagrał przepiękną pieśń, którą słyszałem na poprzednim spotkaniu: „Miłoserne serce Jezusa”. Ta pieśń pochodzi w całości od Ducha jestem o tym przekonany, tak bardzo porusza mnie i innych. Podczas uwielbienia znów spoglądałem na przechadzającego się Jezusa, który idzie leczy, uzdrawia, pociesza, uwalnia. Najświętszy Sakrament wędruje po kościele, w tym czasie prowadzący modlitwę przemawiał w językach, inny zaś osoba z Diakonii tłumaczyła te słowa […]. Pod koniec byłem szczęśliwy ale też bardzo zmęczony. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że było tuż przed godziną 22.00. Wydawało mi się, jakbyśmy spędzili tam niezliczone godziny trwając na tej wspaniałej modlitwie w Duchu. Dziękuję Panu za to, że mnie tu przyprowadził i za to że JEST!

Irek

 

NIEPUBLIKOWANE WCZESNIEJ ŚWIADECTWA Z POPRZEDNICH TWU

To był XXX Tyski Wieczór Uwielbienia, mój pierwszy. Tydzień wcześniej siostra ze swoim chłopakiem zaproponowała mi, żebym pojechała z nimi. To było to, światełko w tunelu. Wiedziałam, że muszę tam być i cały tydzień myślałam tylko o tym. Pomyślałam, wszystko w rękach Boga. W moim małżeństwie od jakiegoś czasu nie układało się najlepiej, nie miałam ochoty tak żyć, wiedziałam, że sama nie dam rady. Do Tychów jechałam bardzo podekscytowana. W kościele serce waliło mi jak młotem, łzy same spływały po policzkach, czas jakby się zatrzymał. W czasie uwielbienia, gdy kapłan przechodził z Najświętszym Sakramentem usłyszałam swoje imię. Nie pamiętam dokładnie słów, które padły, były mniej więcej takie: „Jezus uzdrawia z choroby odziedziczonej po przodkach, która bardzo mi doskwiera, a ja nie potrafię się z tym pogodzić”. W tym właśnie momencie poczułam wyjątkowe ciepło, które przebiegało po mojej prawej nodze od samej góry, aż po same palce. Ból prawej nogi, który już od dłuższego czasu mi towarzyszył zaczął powoli ustępować. Oczywiście pomyślałam zaraz, że to nie do mnie, że to mi się tylko tak wydaje, ale w tym właśnie momencie usłyszałam, że mam nie wątpić, że to o mnie chodzi. Ten dzień, dzień cudu 30 stycznia2016 na zawsze pozostanie w mojej pamięci, jako dzień, który odmienił moje życie. Od tego czasu, nie boli mnie noga, mogę normalnie chodzić, siedzieć, nie utykam. Po prostu żyje jak nowo narodzony człowiek. Jak sięgam pamięcią, nigdy tak dobrze się nie czułam. Poza uzdrowieniem ciała, zauważyłam też dużą poprawę w relacjach małżeńskich i wierzę, że będzie coraz lepiej. Dziękuję Ci Panie!

Ilona

 

XXX Tyski Wieczór Uwielbienia był moim drugim, w którym mogłam brać udział. Już na wcześniejszym wieczorze otrzymałam wiele łask, ale dopiero na tym Jezus uleczył mnie z fizycznej dolegliwości. Od dłuższego czasu bardzo bolał mnie odcinek szyjny. Zwykłe prace domowe jak np. zmywanie naczyń, prasowanie, kąpiel dzieci były dla mnie bardzo bolesne, gdyż gdy tylko opuszczałam głowę w dół, żeby zająć się czymś, zaczynał mi doskwierać ból w tym odcinku, tak, że musiałam parę razy głowę odchylać do tyłu, żeby poczuć na moment ulgę. Nawet podczas siedzenia, czy to w domu, czy w samochodzie czułam ból. Na Tyskim Wieczorze Uwielbienia, siedząc na posadce na podwyższeniu przy chrzcielnicy, albo później, na krzesełku turystycznym, ciągle odczuwałam ten sam dyskomfort, ale myślałam że tak już musi być, przyzwyczaiłam się po prostu do tego bólu. Na TWU jechałam z zupełnie inną intencją, nie myślałam o sobie tylko o moim dziecku, żeby jeżeli to możliwe Bóg zabrał od niego alergię pokarmową, z która borykamy się już od 5 lat. Powiedziałam Bogu, że ofiaruje ten mój ból w tej intencji. W  pewnym momencie, prowadzący TWU powiedział, że Jezus przychodzi do tych którzy mają problemy z kręgosłupem, ale ja nie wiedziałam, że to również do mnie były skierowane te słowa. Może nawet nie chciałam, bo to była moja ofiara. Ale wtedy jeszcze raz prowadzący powiedział, że te osoby mają się nie wstydzić zaufać Bogu. W tym momencie powiedziałam do Jezusa, że jeżeli chce to może to ode mnie zabrać. Siedząc w tym momencie na krzesełku, poczułam przez dosłownie ułamek sekundy takie ciepło wewnątrz. Już myślałam, że robi mi się słabo, ale zaraz to uczucie zniknęło. Dopiero po jakimś czasie, nadal siedząc, zauważyłam, że nic mnie nie boli, że cały ból ustąpił! To dla mnie wielki cud. Jezus tak mi pomógł, że teraz wszystko stało się zupełnie inne, mogę normalnie funkcjonować, nie denerwuję się podczas tych wszystkich codziennych czynności oraz przy zabawach z dziećmi, które wcześniej również sprawiały mi ból i automatycznie się denerwowałam. Jeżeli chodzi o moje dziecko, to trafiłam przypadkiem do takiego lekarza, który dał mi nadzieję, że ta cała alergia zaczyna mijać, i już może jeść produkty które kiedyś były całkowicie zakazane. Nie minęła jeszcze całkowicie, ale to i tak już dla nas ogromna ulga i szczęście, że jest tak jak jest. Bóg zawsze wie, czego nam najbardziej trzeba. On się zajmuje wszystkimi naszymi sprawami, wystarczy mu je powierzyć. Chwała Panu!

Ewelina, 30 lat

 

Byłam dotychczas uczestnikiem trzech Tyskich Wieczorów Uwielbienia. Każdy był kolejnym dotknięciem Pana – poprzez Jego łaski i Obecność. Jezus przechodził obok mnie tak blisko i odpowiadał na każdą moją modlitwę o uleczenie zranień. Nieustannie daje mi też poznawać w codziennym życiu co sama popsułam, jakie są moje słabości, jak je zaakceptować i jakie są drogi ich pokonywania. Z utęsknieniem czekam na kolejne spotkanie w Tychach, bo chociaż często jestem na Eucharystii i karmię się Słowem i Ciałem Chrystusa, te spotkania „u Karoliny" są szczególnym czasem mojego nawracania się i dają mi radość i pokój serca. Chwała Panu!

Bożena, 55 lat

 

W Tyskich Wieczorach Uwielbienia uczestniczę od kilku lat. Pan Jezus wielokrotnie darzył mnie tam pokojem serca i siłą do przełamywania codziennych trudności. Na XXVIII pojechałam z ogromnym bólem kolan, który uniemożliwiał skupienie na modlitwie i klęczenie. Pan Jezus uzdrowił moje kolana – od tego czasu, a mija już rok kolana nie dokuczają, mogę chodzić bez bólu i klęczeć. Chwała Panu!

Maria

 

Od lat przedszkolnych moją twarz i dłonie szpeciły tzw. kurzajki. Gdy miałam 9 lat mama poszła ze mną do dermatologa po poradę, ale pani doktor zaczęła mi je zaraz wymrażać. Okropnie mnie przeraziła machając mi tym urządzeniem przed oczami. Niestety zabieg nic nie dał, a pozostawił jeszcze blizny szpecące moje czoło. Od tego czasu nie chciałam zgodzić się na żaden zabieg, nawet „domowy”, m.in. dlatego, że bardzo boję się bólu. Jesienią 2015 roku zauważyłam nowy wysyp brodawek, również na podeszwach stóp, co powodowało ból przy chodzeniu. Mieszkam w okolicach Ostrzeszowa w Wielkopolsce. Na XXX Wieczór Uwielbienia zdecydowaliśmy się pojechać całą rodziną – rodzice, moje młodsze siostry i ja. Jechaliśmy aby uwielbiać Pana Jezusa. Mama mówiła, że Pan Jezus działa tutaj z wielką mocą i abym się modliła, by mnie uzdrowił z tych kurzajek. Poszłam do spowiedzi i modliłam się. Było słowo poznania, że Pan Jezus uzdrawia osoby z problemami skórnymi, ale nie myślałam, że również mnie. Po kilku tygodniach zauważyłam, że brodawki zniknęły bez śladu. Mało tego Pan Jezus zabrał mi też szpecące blizny po wymrażaniu. Panie uwielbiam Cię i błogosławię. Tobie chwała na wieki.                                     

Konstancja 12 lat

 

Mam na imię Klaudia. Miałam okazję otrzymać od Pana dar proroctwa na XXIX Tyskim Wieczorze Uwielbienia odnośnie tego, iż zostanę matką. Pomimo kilkunastomiesięcznych starań nie mogłam zajść w ciążę. Złożyłam wtedy świadectwo, ufając, że Bóg dotrzyma obietnicy. Podczas kolejnego Wieczoru Uwielbienia minie rok od usłyszanych słów. Uwierzyłam w słowa Pana, jako „amen” tego proroctwa obiecałam sobie, że jeśli to będzie dziewczynka to na drugie imię nadam Karolina, jako, że w kościele pod tym wezwaniem usłyszałam dobrą nowinę. Nie trwało długo jak Pan Bóg zadziałał. Po pół roku od TWU mogłam zobaczyć dwie kreski na teście ciążowym, a później dzieciątko na badaniu USG. Radość trwała niecałe 3 miesiące, po których lekarz stwierdził obumarłą ciążę. Pojawił się żal do Boga, czułam się oszukana, może i nadal mam trochę „żalu” do Boga. Pomimo tego, że nie mogę się cieszyć rosnącym brzuszkiem i obecnością naszej córki, Bóg dał mi nadzieję, że jestem zdolna do posiadania dzieci. Wiem, że Bóg dotrzymuje obietnic i że obdarzy mnie potomstwem i będę mogła w pełni się cieszyć macierzyństwem. Wierzę też w to, że Karolinka uśmiecha się do nas z Nieba, i że Bóg da nam siły na przetrwanie tego ciężkiego czasu.

Klaudia, 24 lata

 

O Tyskich Wieczorach Uwielbienia dowiedziałam się od bliskiej koleżanki, która uczestniczyła w nich wiele razy i wiele razy zachęcała mnie, żebym pojechała z nią. Ale jak to bywa zawsze coś wypadło, to czyjeś urodziny to, choroba. Aż do XXX Wieczoru Uwielbienia. Był to najtrudniejszy okres w moim życiu, gdyż u mojej kochanej 14 letniej siostrzyczki, 21 stycznia 2016 zdiagnozowano guza mózgu (konsultacja neurochirurga: prawdopodobnie łagodny glejak – tak było napisane – a glejak zawsze jest poważny, nieuleczalny, nawet ten łagodny). Zaplanowano operację części guza, gdyż był duży i po to żeby pobrać materiał do badań histopatologicznych. Operacja była planowana na 29 stycznia, ale z powodu nieplanowanych nagłych operacji termin przesunięto na 3 lutego. Jak to napisałam koleżance, to od razu mnie uświadomiła, że to jest po to, żebym pojechała 30 stycznia do Tychów pomodlić się. Tym razem się nie zastanawiałam i pojechałyśmy. Podczas modlitwy uwielbienia czułam się cudownie, błogi spokój, czułam obecność Boga. Moje serce wypełniało ciepło, jakby dotyk. Trudno to opisać, co wtedy czułam, ale było to cudowne,  wspaniałe. Czułam, że Bóg mnie słyszy, że jest obok. Po wyjściu z kościoła wiedziałam, że nie jestem sama, że będzie wszystko dobrze, czułam że jest ze mną Pan. Gdy operowano moją siostrę, a trwało to 6 godzin, drżałam ze strachu o nią, ale w sercu czułam spokój. Wiedziałam że Bóg jest z nami. Operacja przebiegła prawidłowo, siostra po operacji szybko doszła do siebie bez żadnych powikłań pooperacyjnych, które mogły wystąpić. A najważniejsze jeszcze było przed nami – wynik histopatologi. Gdy zadzwoniła do mnie mama, że profesor powiedział, że ma bardzo dobre wieści, bo się okazało że ten guz to nie to co myśleli lekarze, ale gruczolak prolactinoma, którego da się wyleczyć tabletkami, byłam przekonana, że to dzięki Bogu. Dodam jeszcze, że w tym czasie także codziennie modliłam się za wstawiennictwem św. Charbela i miałam to szczęście być tak blisko jego relikwii, właśnie wtedy na Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Odmawiałam także Nowennę Pompejańską. Bóg wysłuchał moje modlitwy. Chwała Panu!

Mirela 32

 

O Tyskim Wieczorze Uwielbienia słyszałam dużo wcześniej ale pojechałam dopiero wtedy, gdy zachorowała na raka moja mama. Cała rodzina gorąco się modliła o zdrowie, zamawiane były msze św. w intencji mamy ale niestety było coraz gorzej. Na XXX TWU pojechałam z siostrą i jej mężem błagać Pana Jezusa o uzdrowienie naszej mamy lub z wielkim bólem serca prosić o wypełnienie się woli Bożej. Przed mszą św. były odczytywane świadectwa z wcześniejszych wieczorów. Jedno świadectwo mnie przeraziło, bowiem pani napisała, że przyjechała na TWU z mężem prosić o potrzebne łaski dla chorych na raka ojca i kuzynki. Ojciec umarł w niedzielę rano, a kuzynka kilka godzin później. Z przerażeniem spojrzałam na siostrę, że my jednak nie po to tu przyjechaliśmy, ale otrzymaliśmy taką samą łaskę. Moja mama umarła niespodziewanie w nocy z niedzieli na poniedziałek, a mój wujek, który też był chory na raka, umarł w poniedziałek po godzinie 15. Dodam tylko, że mój wujek całe dorosłe życie nie chodził do kościoła, więc ta godzina jego śmierci daje nam nadzieję, że w chwili śmierci wybrał jednak Boga i jego dusza nie poszła na zatracenie. A co do mamy, jeśli nie było wolą Boga jej szczęście ziemskie, to mam nadzieję, że szczęście niebieskie jest już jej udziałem. Chwała Panu!

Iwona, 38 lat

 

Przez większość mojego życia miałam prawie wszystko, co tylko sobie wymarzyłam. Chodziłam do kościoła, modliłam się. Jednak z czasem moja wiara zaczęła przeżywać kryzys, irytowali mnie księża, religia w szkole, przestałam uczęszczać na Eucharystię, nie czułam potrzeby przystępowania do sakramentu pokuty – dopóki nie nadeszła choroba. W moim przypadku sprawdziło się niestety powiedzenie – „Jak trwoga to do Boga”. Gdy lekarze byli bezsilni, zwróciłam się do Boga, zaczęłam na nowo się modlić, jednak bez większego przekonania, że Bóg może mi pomóc, nie wierzyłam do końca w Jego istnienie – modlitwa była pusta. Choroba zaczęła się nasilać, miałam stany depresyjne, traciłam chęci do życia, nie potrafiłam pogodzić się z nową sytuacją, zaakceptować choroby. Postanowiłam pojechać na XIX Tyski Wieczór Uwielbienia. To co wtedy przeżyłam, na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Otworzyłam swoje serce dla Pana Jezusa, czułam dreszcze, płakałam, ale kiedy ksiądz bezpośrednio  pobłogosławił mnie, poczułam spokój, ulgę, do końca wieczoru byłam uśmiechnięta i pełna radości. Usłyszałam również i przekonałam się jak silny jest szatan i jak byłam narażona na jego działanie. Od XIX Tyskiego Wieczoru Uwielbienia nie opuściłam już żadnego czuwania w kościele bł. Karoliny. Szukam Boga w życiu codziennym, dostrzegam Jego obecność, czuję potrzebę przystępowania do sakramentów, staram się panować nad skłonnością do grzeszenia. Podczas każdego Wieczoru proszę o uzdrowienie cielesne, ale też dziękuję Bogu za wszystkie łaski, które od Niego otrzymuję. Zrozumiałam, że nie mogę walczyć z Jego wolą, a jeśli jej się podporządkuję czeka na mnie Boże miłosierdzie. Widzę, że Bóg czuwa nade mną, wysłuchuje moich próśb, nie jestem w chorobie sama, mam wsparcie rodziny. Oczekuję teraz na hospitalizację, która ma poprawić mój stan zdrowia. Na Tyskie Wieczory Uwielbienia czekam z utęsknieniem. To niesamowite, że spotkania prowadzi Duch Święty, dlatego każde z nich ma inny nastrój i uczy czegoś nowego. Na ostatnim Tyskim Wieczorze Uwielbienia usłyszałam słowa, że Pan Bóg uzdrowi ludzi z chorób nieuleczalnych. Kocham Pana Jezusa, dziękuję Mu za Jego miłość i wsparcie. Choć w pełni nie zaakceptowałam swojej choroby, zrozumiałam jak wiele mnie ona nauczyła. Głęboko wierzę, że jeśli zasłużę i będzie to zgodne z wolą Pana, dostąpię wielkiego cudu miłosierdzia i Pan Bóg mnie uzdrowi. Chwała Panu!

Ania, 26 lat

 

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< lipiec 2019 >
pnwtśrczptsond
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31


Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca