Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Świadectwa z XXX oraz niepublikowane wcześniej świadectwa z TWU

NIEPUBLIKOWANE WCZEŚNIEJ ŚWIADECTWA Z POPRZEDNICH TWU

Świedactwa z XXX TWU >>

W Tyskich Wieczorach Uwielbienia uczestniczyłam wielokrotnie, często doświadczając podczas nich Bożej obecności, bliskości i pokoju, czasem mocnych słów kierowanych do mnie, które niosły przede wszystkim nadzieję. Choć bywało i tak, że nie czułam żadnego poruszenia ani nawet pokoju. XXIX Wieczór Uwielbienia, w którym ostatnio uczestniczyłam, był jednak zupełnie inny. Parę dni przed TWU udałam się spowiedzi, gdzie poza grzechami wylałam przed Panem po raz kolejny całą swoją bezsilność. Od wielu lat cierpiałam duchowo i psychicznie, co objawiało się zarówno brakiem ufności w Bożą miłość, jak i stanami depresyjnymi. Choć doświadczyłam od Boga naprawdę wielu łask i wysłuchanych modlitw, to przez lata żyłam w lęku, braku nadziei, smutku, czasem nawet na granicy rozpaczy, i trudno mi było uwierzyć, że Bóg naprawdę ma plan na moje niepoukładane i – jak mi się wydawało – beznadziejne życie. Kapłan w czasie spowiedzi zaproponował, bym przestała się modlić w swoich usilnie przez lata przedstawianych Panu intencjach, a zaczęła po prostu uwielbiać Boga. Tyski Wieczór Uwielbienia był ku temu piękną okazją i pierwszy raz przyjechałam tu nie przynosząc ze sobą własnej intencji. Na sam początek uderzyły mnie słowa, że warunkiem uzdrowienia jest wiara w to, że Chrystus może uzdrowić, oraz – co do tej pory bardzo bagatelizowałam - gotowość do dania świadectwa. Przez cały czas Eucharystii i modlitwy dane mi było trwać w radosnym uwielbianiu Pana i bardzo się cieszyłam słysząc, jak wiele osób Pan uzdrawia, jak obficie rozlewa swoje łaski i pozwala doświadczyć swojej miłości. Choć nie słyszałam żadnego słowa skierowanego do mnie, a nawet pierwszy raz zdarzyło się tak, że w miejsce gdzie stałam nie dotarł Chrystus w monstrancji, to mogłam odczuć Jego obecność i po prostu cieszyć się z innymi uzdrawianymi osobami, tak jakby to dotyczyło mnie osobiście. Na zakończenie modlitwy usłyszałam słowa, że cuda będą się działy jeszcze w najbliższych dniach, i tak też się stało. Od tego czasu Pan zabrał ode mnie lęk o moją przyszłość, depresyjne nastroje, moją głęboką nieufność oraz przekonanie, że sama muszę się zatroszczyć o siebie. W namacalny sposób przez różne wydarzenia zmienia moje życie. Dziękuję Bogu za to, co rozpoczął przez usta kapłana w konfesjonale, co okazał przez Wieczór Uwielbienia i kontynuuje nadal oraz za łaskę doświadczenia, że im mniej skupiam się na sobie i swoich potrzebach, to tym bardziej zajmuję swoje myśli i serce Jego sprawami, Jego chwałą. A Jezus z jeszcze większą mocą działa i troszczy się o mnie. Chwała Panu!

Anna

 

XXVIII Tyski Wieczór Uwielbienia był moim pierwszym Wieczorem. O Wieczorze Uwielbienia dowiedziałam się od znajomej. Rok czasu zastanawiałam się, czy jechać. Miałam obawy, ale za namową mojej siostry wybrałyśmy się. Chciałam prosić Pana Boga o uzdrowienie mnie z chorób kobiecych i o dar potomstwa. Nawet nie napisałyśmy żadnej intencji, bo nie wiedziałyśmy, że można. Miałam to wszystko w głowie i cały czas o tym myślałam. Tego dnia bardzo się bałam, aż dusiło mnie w gardle, ale w pewnym momencie Pan Bóg przemówił do osób, które bardzo boją się tu być, aby się nie bały. I wtedy zrozumiałam, że to na pewno do mnie, i, że mam się nie bać. Bardzo cieszyłam się, że uczestniczyłam w tym Wieczorze. Poczułam bliskość Boga, a moje życie także zmieniło się na lepsze. Wtedy obiecałam sobie, że na następny Wieczór Uwielbienia na pewno pojadę. I pojechałam z siostrą, tatą i moim szwagrem. XXIX Wieczór Uwielbienia był to dla mnie bardzo wyjątkowy. Tym razem złożyłam intencję, aby Pan Bóg uleczył mnie z chorób kobiecych i prosiłam o dar potomstwa. Chciałam zaznaczyć, że 15 lat z mężem staraliśmy się o dziecko. Jestem po trzech operacjach laparoskopii i po każdym zabiegu sytuacja beznadziejna, czyli torbiel endometrialna, zrosty, endometrioza IV stopnia, wodniak jajnika. Tak, że w sposób naturalny nie było szans na zajście w ciążę. Lekarze rozkładali ręce i mówili: „Nie może pani mieć dzieci. Proszę pomyśleć o adopcji lub in-vitro”. To była nasza jedyna szansa, aby mieć dzieci. Choć miałam sytuację beznadziejną, zawsze miałam cichą nadzieję, że zajdę w ciążę w sposób naturalny. XXIX Wieczór Uwielbienia był niesamowitym Wieczorem. Pan Bóg przemówił do mnie, że odbiera ode mnie choroby kobiece. A po chwili Bóg powiedział, że wśród nas znajdują się trzy kobiety, które od paru lat starają się o potomstwo. Mówił, że je leczy i że będą matkami. To było dla mnie tak ważne, wyjątkowe i wspaniałe, że Pan Bóg wybrał właśnie mnie i powiedział, że mam się już nie martwić, bo będę mamą. Zaczęło mi tak bardzo bić serce, myślałam, że wyskoczy mi na zewnątrz, zrobiło mi się słabo. To był dla mnie cud: dostać taką wiadomość od samego Pana Boga. XXX Wieczór Uwielbienia był podziękowaniem za to, co usłyszałam na poprzednim Wieczorze Uwielbienia, i prosiłam Pana Boga jeszcze raz o to samo. Każdy Wieczór Uwielbienia przeżywam w sposób wyjątkowy, bo każdy Wieczór jest cudownym przeżyciem. Dziś upłynęły trzy miesiące od ostatniego Wieczoru Uwielbienia, a Ja jestem w piątym tygodniu ciąży, nie ma chorób kobiecych, bo ciąża leczy wszystko. Jest to dla mnie wspaniały Cud dany od Pana Boga. Panie Boże bardzo dziękuję Ci za ten dar! Chwała Panu!

Grażyna, lat 39

 

Dzięki Tyskim Wieczorom Uwielbienia rozwiązało się wiele trudnych spraw w moim życiu. Pan Jezus uwolnił mojego męża z nałogu alkoholowego. Uleczył też naszą relację małżeńską oraz uwolnił mnie od depresji i zranień z przeszłości podyktowanych oschłą relacją z rodzicami. Jezus wlał w moje serce nową chęć do życia i radowania się razem z bliskimi. To On uwolnił mnie od żalu, rozpaczy, lęku i problemów ze snem. Zdjął ze mnie straszliwe napięcie mięśniowe, które było niekomfortowe, a często bolesne, nie pozwalało normalnie funkcjonować. Zabrał też stres związany z pracą. Na XXIV Tyskim Wieczorze Uwielbienia Jezus zwrócił się do mnie trzy razy. Klęczałam modląc się i nagle poczułam ciepło na całym ciele. Było mi miło i błogo, a łzy lały się strugami po mojej twarzy. Wtedy Jezus powiedział, że mówi do młodej kobiety która, jest córką i żoną alkoholika i że mam się nie martwić wszystko będzie dobrze. Podejrzewałam męża o problem alkoholowy, ale nie chciało mi się wierzyć, że jest alkoholikiem. Czułam, że Jezus mówi do mnie, ale była we mnie jeszcze jakaś wątpliwość. Wtedy usłyszałam słowa otuchy: „Mówię do młodej kobiety, która jest pełna wątpliwości. Proszę, uwierz i zaufaj mi”. Później Jezus powiedział: „Mówię do 30-letniej kobiety, która miała złe relacje z rodzicami. Córko moja, kocham Cię, jesteś mi bardzo droga, otulam Cię moją miłością”. Łzy spływały mi coraz bardziej, nie mogłam nadążyć z ich wycieraniem. Po tych słowach Jezusa czułam się bardzo kochana, a wszystkie troski zniknęły.

Wcześniej byłam dwa razy na Tyskim Wieczorze Uwielbienia, prosząc o rozwiązanie sytuacji, która stawała się coraz gorsza, w naszym życiu rodzinnym. Stykaliśmy się z mężem z wieloma nieporozumieniami. Nie potrafiliśmy się dogadać, miałam wrażenie, że nadajemy na różnych falach, co chwilę wybuchały spięcia, kłótnie. Przewijał się alkohol. Najczęściej na uroczystościach okolicznościowych, w domu tylko czasem. Dlatego byłam zdezorientowana, nie rozumiałam, co się dzieje, dusiłam w sobie tę toksyczną relację, która wyniszczała mnie od środka. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie miałam siły opiekować się naszą córeczką. W pracy też było ciężko. Bardzo zależało mi na pracy, ale przy moim niskim poczuciu własnej wartości nawet nie wiem, kiedy popadłam w pracoholizm. Przepracowywałam się, by podołać obowiązkom zawodowym. Lękałam się, by nie utracić pracy w tak trudnej małżeńskiej sytuacji, co budowało kolejne napięcie. Myślałam: „Co ja zrobię, jak się rozstaniemy z mężem? Muszę przecież mieć pracę”. Nigdy nie brałam rozwodu pod uwagę, przecież byłam katoliczką, ale sytuacja zaczęła mnie przerastać. Z mężem oddalaliśmy się od siebie coraz bardziej, mimo starań było coraz gorzej. Zaczęła wkradać się agresja, a ja zaczęłam mieć myśli samobójcze. Z dnia na dzień traciłam chęć do życia, chciałam nie istnieć. Pan Bóg odsłonił przede mną całą prawdę, bolesną prawdę, ale dziś wiem, że to było wtedy nam najbardziej potrzebne. Pewnego razu, kiedy strasznie płakałam, a obok siedział mój mąż, spytałam go: „Co się dzieje, czemu nie jesteśmy szczęśliwi? Dlaczego nie możemy się dogadać? Przecież staramy się, a ciągle się ranimy, boli mnie, jak coraz częściej są awantury, jak Cię nie ma do późna w nocy, nie mogę tego znieść!” Dodałam jeszcze: „Przecież Ty tak dużo nie pijesz”. A mąż na to odpowiedział: „Ja nie piję? Ja muszę codziennie wypić. Po pracy to nie mogę już wytrzymać, by się napić piwa”. Od momentu kiedy mój mąż się przyznał do nadużywania alkoholu, prosiłam jeszcze bardziej Pana Boga o pomoc. Mąż starał się radzić sobie z nałogiem sam, ale były to ciężkie chwile. Nie chciał iść na terapię. Sama jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wielki był ten problem, gdyż przez długi czas mąż oszukiwał mnie, że wypił góra dwa piwa, a tak naprawdę było tego dużo więcej. Po dwóch tygodniach od następnego Tyskiego Wieczoru Uwielbienia mąż nie wrócił do domu, musiałam go szukać, jego komórka była rozładowana. Zdążył jeszcze zadzwonić do zaprzyjaźnionego księdza, że chce z nim porozmawiać. Ja tego dnia kończyłam pracę o 19:00 i byłam przekonana, że mąż jest już dawno z dzieckiem w domu, gdyż kończył pracę o 14:00. Wychodząc z pracy odebrałam telefon od zaprzyjaźnionego księdza, który poprosił, bym sprawdziła, czy mąż jest w domu. Nie było go. Pamiętam jeszcze ten strach, ten okropny lęk, że coś mu się stało. Wraz ze wspomnianym księdzem znaleźliśmy męża niedaleko jego miejsca pracy. Mąż był pijany, płakał nad sobą, że nie potrafi sobie z tym poradzić. Przyznał jeszcze raz, że alkohol nim rządzi. Przepraszał. Później odbył długą rozmowę z naszym znajomym księdzem. Wszystko to działo się w lutym. Mąż nadal nie miał odwagi iść na terapię. Problem się pogłębiał. Bóg postawił na mojej drodze znajomych, którzy - jak się okazało - też przeżywali podobny problem, tyle że trochę wcześniej. Dostałam od nich numer do sprawdzonej terapeutki. Latem, w sierpniu, stanowczo poprosiłam męża, by spróbował iść na terapię ambulatoryjną, jeden raz w tygodniu. Mąż opierał się bardzo, ale po czasie sam zadzwonił i się umówił na spotkanie. Pojechaliśmy razem, terapeutka wysłuchała nas oboje. Mąż zaczął chodzić na terapię, a ja dostałam wsparcie jako żona alkoholika.

Wtedy przypomniały mi się słowa Jezusa, gdy powiedział, że mówi do młodej kobiety która jest córką i żoną alkoholika, by nie martwiła się, bo wszystko będzie dobrze. Po pół roku mąż przyznał, że nie jest kompletnie w stanie kontrolować picia i zdecydował się wreszcie na leczenie zamknięte. Aktualnie mąż nie pije już od 8 miesięcy i w ogóle go nie ciągnie do picia. Jesteśmy oboje wdzięczni za to Jezusowi. Nasze relacje się bardzo poprawiły, dbamy o siebie, rozmawiamy z radością i cieszymy się naszą rodziną. Dzięki Ci Jezu!

Moja depresja minęła. Poza tym wiele zranień z dzieciństwa zniknęło dzięki terapii indywidualnej oraz DDA, na którą zostałam skierowana. Dziwne jest to, że nigdy nie sądziłam, że mój ojciec jest alkoholikiem. Dzięki przejściom z mężem dane mi było poznać dokładnie symptomy i mechanizmy choroby alkoholowej i - jak się okazało - mój ojciec przejawiał takie same. Przez wiele lat zastanawiałam się, dlaczego z moim ojcem nie ma porozumienia, dlaczego okłamywał nas, nie starał się być naprawdę dla nas, dla rodziny. Wiem, że miał różne problemy, ale problem alkoholowy, który - jak się okazało - skrzętnie ukrywał, pozwalał mu zamrozić uczucia, by nie czuć goryczy porażek, ale tym samym oddalił go od nas, od swoich dzieci i żony. Teraz po latach mogłam dopiero to wszystko zrozumieć i szczerze porozmawiać z ojcem. Relacja z mamą także stopniowo się poprawia. Przeprowadziłyśmy już kilka bardzo ważnych rozmów na temat przeszłości, ale staramy się teraz bardziej zadbać o siebie nawzajem.

Jezus bardzo pomógł też mojej siostrze, za którą się modliliśmy w czerwcu 2014 roku na XXV Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Siostra miała poważne komplikacje w ciąży. Ostatnie dwa miesiące przed porodem były krytyczne. W maju dostała się do szpitala ze strasznymi bólami. Była to kamica nerkowa. Ból był nie do wytrzymania. Po wyjściu ze szpitala bóle były łagodniejsze, ale nie ustawały. Pewnego dnia siostra dostała drgawek i strasznie wysokiego skoku ciśnienia. Jak się okazało, to, co spotkało moją siostrę, mogło być tragiczne w skutkach. Na szczęście bardzo szybko odbyła się interwencja pogotowia i wszystko skończyło się dobrze. Moją siostrę przewieziono jednak do szpitala. Był to początek czerwca, a termin porodu był wyznaczony na początek sierpnia, więc zostały jeszcze 2 miesiące do rozwiązania. Wyniki były złe, stan zapalny organizmu był przekroczony 200 razy. Nie można było znaleźć przyczyny. Wystąpiły problemy z nerkami, później z wątrobą. Podejrzewano zapalenie płuc. Przeprowadzono RTG i chciano jeszcze przeprowadzić badanie rezonansem magnetycznym, na co siostra nie wyraziła zgody w obawie przed napromieniowaniem dziecka. Lekarze załamywali ręce, a my wszyscy byliśmy bezradni i przerażeni całą sytuacją. Zaczęto rozważać przewiezienie jej do kliniki w Katowicach. Jak się okazało, na drodze stały pewne przeszkody.

W połowie czerwca 2014 r. przyjechałam na XXV Tyski Wieczór Uwielbienia z moim mężem i mężem mojej siostry, która była w szpitalu. Modliliśmy się za siostrę i jej nienarodzone dziecko. Napisałam na karteczce intencję i wrzuciłam ją do koszyczka przed kościołem. Niedługo po Tyskim Wieczorze Uwielbienia moją siostrę przewieziono do kliniki w Katowicach, tam specjaliści od trudnych przypadków ocenili całą sytuację i podjęli decyzję o cesarskim cięciu. Siostra urodziła zdrowego chłopczyka. Stan zapalny jej organizmu ustał. Wszystkie dolegliwości minęły. Dziecko, mimo że przyszło na świat o 5 tygodni wcześniej, jest zdrowe i wesołe. Chłopczyk rozwija się bardzo dobrze.

W czasie XXV TWU mój mąż otrzymał ogromną łaskę. Kiedy kapłan przechodził z Najświętszym Sakramentem, prowadzący powiedział słowa „Nigdy nie wiesz, kiedy stoję przed Tobą”. Mąż pomyślał, z powątpiewaniem: „Na pewno przede mną nie”. W tym momencie kobieta, która stała przed moim mężem upadła na niego, zasnęła w Panu. Mój mąż klęczał i przez kwadrans podtrzymywał na swoich kolanach głowę owej kobiety. Jak później wyznał, było to dla niego zaskoczenie i niesamowite przeżycie. Wiem, że mnie kochasz, Jezu. Dziękuję Ci za Twą bezgraniczną miłość. Chwała Panu za tak wielkie dary którymi nas obdarzył!

Monika, lat 32

 

Tyskie Wieczory Uwielbienia, na których do tej pory byłam, pokazały mi obraz Boga, który jest z nami i ciągle blisko nas. To niesamowite doświadczenie odczułam już na pierwszym moim spotkaniu, kiedy Boża łaska i miłosierdzie spłynęły na mnie i dodały mi dużo siły. Na XXIX TWU padły słowa, że Pan wybacza wszystkim, którzy świętokradzko przyjmują lub przyjmowali Komunię Św. Bardzo mnie to dotknęło, lecz nie wiedziałam, dlaczego. Przeanalizowałam całe moje życie, robiąc prawdziwy i porządny rachunek sumienia. Doszłam do wniosku, że nigdy nie spowiadałam się z grzechu cudzołóstwa, kiedy to przed ślubem mieszkałam razem z moim przyszłym mężem. Czułam, że muszę się z tego wyspowiadać. Kiedy stałam w kolejce do konfesjonału, chciałam uciec, bo było mi wstyd spowiadać się z grzechu popełnionego 16 lat temu. Po spowiedzi, kiedy miłosierny Pan bez żadnego wyrzutu odpuścił mi grzechy, poczułam niesamowitą ulgę i spokój. Pan jest wszechmocny i potężny w swej mocy, bo ja przyjechałam do Tychów prosić Go o uzdrowienie fizyczne, a On porządkuje moją duszę. Teraz, kiedy czuję, że jestem bliżej Pana, i widzę, jak bardzo mnie kocha, jestem pewna, że uzdrowienie fizyczne jest możliwe tylko wtedy, kiedy jest uporządkowana dusza. (…) Chwała Panu!

Weronika

 

Moj pierwszy Wieczór Uwielbienia był 3 lata temu. Przyszłam, bo chciałam osobiście spotkać Jezusa. By do mnie przemówił lub przyszedł. Z mojej strony nie odzywałam się do Boga przez 10 lat. Nie korzystałam z sakramentów. Wszystko już w życiu miałam: dom, męża, pracę, spodziewałam się dziecka. Ale odczuwałam pustkę i bezsens. Przychodziła depresja. Nie chodziliśmy z mężem do kościoła. Moja mama modliła się za nas. Zamawiała msze święte. Byłam też zapisana w Bractwie Różańcowym, ale nie modliłam się. Myślę, że to Maryja, Matka Boża, wyprosiła mi łaskę tego, że zaczęło mi brakować Boga, że zaczęłam o Nim myśleć. Poszłam na mszę św., czytałam Dzienniczek Faustyny. Po jakimś czasie dowiedziałam się o Tyskich Wieczorach Uwielbienia. Gdy kapłan przechodził z Najświętszym Sakramentem, pomyślałam półżartem, że poczekam, aż Jezus przyjdzie do mnie. I przyszedł, i mnie pobłogosławił. Byłam przeszczęśliwa. Jeszcze w domu płakałam ze szczęścia. Jezus zmienia moje życie i mnie. (…) Chwała Panu!

Kobieta, lat 33

 

Pochodzę z katolickiej rodziny i zawsze wierzyłem w Boga, jednak nie zawsze żyłem z Bogiem. W wieku 35 lat dopadła mnie głęboka depresja spowodowana wieloma czynnikami związanymi między innymi z: chorobą mojej żony, która po operacji ma znikome szanse na zajście w ciążę, śmiercią ojca, który zmarł na raka, oraz nękaniem psychicznym w pracy. Cały ten splot nieszczęśliwych wydarzeń skumulował się prawie w jednym czasie i można powiedzieć, że ciężar tych spraw omal mnie nie zabił. W tych ciężkich chwilach zacząłem błagać i wołać o pomoc do Boga, poprzez modlitwy i rozmowy z Panem. Pierwszą drogą, jaką wskazał mi Pan Jezus, była spowiedź święta z grzechów, z których nigdy się nie wyspowiadałem, bo się ich wstydziłem. Nie mówiąc już o tym, że do spowiedzi chodziłem bardzo rzadko. Pamiętam: była to spowiedź w 2014 roku przed Świętami Wielkanocnymi. Wyspowiadałem się z wszystkiego, co leżało mi na sercu od wielu lat. Pamiętam jak dziś, że po wyjściu z konfesjonału poczułem pierwszą ulgę, tak jakby ktoś zrzucił ze mnie ciężkie łańcuchy, i rozpłakałem się jak dziecko. Od tamtej pory moja spowiedź jest regularna.

Depresja jednak nie dawała za wygraną i kolejną drogą, jaką wskazał mi Pan, były Tyskie Wieczory Uwielbienia, o których dowiedziałem się od mojej szwagierki. Pierwszy Tyski Wieczór Uwielbienia przeżyłem w 2014 roku, było to XXV spotkanie. Poszedłem na Wieczór Uwielbienia z wielką wiarą i czystym sercem, z dużym pragnieniem, aby Pan Jezus oczyścił mnie z okropnej choroby, jaką jest depresja, oraz uwolnił mnie od psychicznych prześladowań w pracy.

Gdy podczas modlitwy usłyszałem, że w kościele znajdują się osoby, które boją się o swoją pracę, są prześladowani i nękani w pracy, mają depresję, oraz że mają się nie obawiać, bo Jezus jest przy nich, ogarnęła mnie wielka ulga i łzy pociekły mi po policzkach. Pełnego uzdrowienia doznałem w czasie gdy kapłan, chodząc po kościele z Przenajświętszym Sakramentem, stanął przy mnie i odmówił modlitwę. W jednej chwili wybuchnąłem płaczem i wszystko ustąpiło. Doznałem błogiego spokoju ducha i umysłu. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, ponieważ poczułem łaskę Ducha Świętego. Moja choroba psychiczna ustąpiła, a mój umysł został uzdrowiony. Zrozumiałem także wiele spraw wiary, których dotychczas nie rozumiałem albo co do których miałem wątpliwości.

Moje życie po tym Wieczorze i spotkaniu z Panem zupełnie się odmieniło. Depresja zupełnie ustąpiła. W pracy osoby, które mnie prześladowały i nękały psychicznie, zupełnie się zmieniły i są dla mnie podporą, a nie ciężarem. Do teraz uczęszczam na Tyskie Wieczory Uwielbienia i jestem szczęśliwym człowiekiem. Dziękuję Ci, Panie, za to, że wskazałeś mi drogę i uzdrowiłeś mnie i moje życie. Chwała Panu!

Tomasz, lat 37

 

Pragnę podziękować Panu Jezusowi za XXVI TWU. Ten Wieczór zapadł głęboko w moją pamięć. W tym dniu mój mąż, moja mama, brat i bratowa pojechali razem ze mną, aby modlić się wspólnie przede wszystkim o moje zdrowie, ponieważ miesiąc wcześniej zdiagnozowano w mojej lewej piersi nowotwór złośliwy. W czasie gdy kapłan chodził po kościele z Panem Jezusem, prosiłam w duchu, aby Pan zauważył mnie pomimo ogromnego tłumu i dotknął mnie w zauważalny dla mnie sposób. Po jakimś czasie, gdy kapłan zbliżał się coraz bardziej w kierunku miejsca, gdzie stałam ze swoimi bliskimi, zaczęłam odczuwać mocne, coraz szybsze uderzenia serca. Gdy od Pana Jezusa dzieliło mnie około pół metra, moje serce waliło jak młot, jakby miało wyskoczyć na zewnątrz, po czym w jednym momencie wybuchnęłam płaczem. Dokładnie w tej chwili poczułam obecność żywego Boga i Jego błogosławieństwo dla mnie. Pan dał mi wielki pokój w sercu. Ten pokój towarzyszył mi przez cały czas, kiedy poddawana byłam różnym badaniom oraz operacji. Jako łaskę odbieram również fakt, że operowana byłam dokładnie od godziny 15-tej. W trakcie badań śródoperacyjnych stwierdzono, że nie mam przerzutów i nie ma potrzeby usuwać więcej węzłów chłonnych poza jednym wartownikiem, co zaoszczędzi mi w przyszłości dodatkowych cierpień. Po upływie paru tygodni otrzymałam wyniki pooperacyjne, które potwierdziły, że nowotwór nie powiększał się. Obecnie czuję się bardzo dobrze i w najbliższym czasie mam być poddana radioterapii. Proszę naszego Pana, aby mi błogosławił w tym czasie, ale przede wszystkim dziękuję Panu za ogrom łask, pokój w sercu i błogosławieństwo, które zsyłał na mnie przez cały ten trudny czas. Chwała Panu!

Maria, lat 48

 

Od samego początku XXIX TWU doświadczałem dużego zmęczenia. Pełno było we mnie myśli, głosów, poruszeń, rozproszeń. Miałem problem z wybraniem intencji Wieczoru. Był też we mnie lęk, obawy o to, jak będzie wyglądał ten Wieczór, co się wydarzy, czego Bóg dotknie. Pomogła mi Ewangelia o synach Zebedeusza, którzy prosili o miejsce w niebie obok Jezusa. Nie wiedzieli, o co proszą. W sprawie intencji, różnych myśli w tej kwestii, postanowiłem być otwarty na to, co Bóg przygotował.

W momencie gdy była mowa o tym, że ważna jest wiara i danie świadectwa, aby coś się zadziało, przypomniały mi się momenty, gdy zaniedbałem ten obowiązek. To były gorzkie i bolesne uczucia. Bardzo przykre doświadczenie mojej słabości. Gdy była mowa, że to jest miejsce dla zlęknionych, utrudzonych, potrzebujących pomocy Pana, poczułem jakby wewnętrzny prąd, mrowienie, ciepło. Gdy była modlitwa za cierpiących na lęki, depresje, nerwice wynikłe z braku miłości w domu, gdy była mowa, że tu nie ma miejsca na zranienia, czułem, jakby to było o mnie. Momentami na modlitwie ustępowało zmęczenie, pojawiała się radość. Jednak musiałem z nim walczyć. Tak samo ze wszystkimi myślami, rozproszeniami, oczekiwaniami, lękiem, bogactwem głosów, spraw, osób, które chodziły mi po głowie. Z jednej strony potrzebowałem i chciałem opiekować się i ogarniać te sprawy modlitwą, z drugiej strony uczestniczyć w modlitwie uwielbienia, słuchaniu słowa. Starałem się też to wszystko, co było we mnie, oddawać Panu. Moją emocjonalność, lęki, życie, relacje.

Do samego końca Wieczoru toczyłem tę walkę o skupienie i głębokie wejście w modlitwę, o wiarę. Właśnie do takiej drogi poczułem się zaproszony podczas tego Wieczoru. Do wysiłku, ufności, skupienia, otwartości, gotowości. Taką miałem intuicję, że Jezus nie chce zabrać moich dolegliwości, lęku, ot tak - było i nie ma. Jezus chce, żebym na tej nowej drodze ufności, wysiłku, wiary, odwagi zwyciężył lęk. Bym z mocą Boga sięgnął korzeni tego lęku i go pokonał. Jezus chce leczyć moje rany. Ale też chce, żebym uczył się żyć w ufności i wierze, także podejmując wysiłek, tak jak podczas tego Wieczoru. Poznając i zmieniając siebie. Przyjmując siebie. (…) Chwała Panu!

Mateusz, lat 28

 

Po raz pierwszy na Tyski Wieczór Uwielbienia pojechałam półtora roku temu, ze znajomą, która już od dłuższego czasu opowiadała mi o uzdrowieniach, a przede wszystkim o cudownej atmosferze, jaka tutaj panuje. Właśnie na tym wieczorze Pan Jezus powiedział przez prowadzącego modlitwę, że przychodzi do wszystkich osób cierpiących na alergie i choroby układu oddechowego, a w szczególności do chorujących na astmę. Następnie prowadzący powiedział, że jest z nami kobieta, której Pan Jezus chce przekazać, że astma, na którą choruje dopiero od niedawna, zostanie jej zabrana, a alergia, z którą walczy już od kilku lat, spowodowana jest „zatrutą” krwią. Od razu wiedziałam, że te słowa są przeznaczone do mnie, i ogromnie to przeżywałam. Po upływie pewnego czasu od TWU lekarz, do którego trafiłam przypadkowo, powiedział – po latach szukania przyczyny mojej alergii - że alergia wynika z toksyn nagromadzonych we krwi. Jak tylko usłyszałam to od lekarza, to poleciały mi łzy z oczu, gdyż od razu przypomniałam sobie słowa Pana Jezusa na TWU.

Po upływie miesiąca od tego Wieczoru byłam na spirometrii, która wyszła pozytywnie. Lekarka była zaskoczona, że leki, które mi przepisała, aż tak zadziałały. A prawdę mówiąc, nie wzięłam ani jednej tabletki. To Pan Jezus mnie uzdrowił. Alergia, z którą walczyłam ostatnie 8 lat, też została przytłumiona. Sporadycznie pojawi się pojedyncza zmiana skórna, która jednak szybko znika. Od tej pory wszystkim opowiadam o tym, co się stało i codziennie dziękuję Bogu za łaskę zdrowia. Chwała Panu!

Basia

 

Pierwszy raz uczestniczyłam w Tyskim Wieczorze Uwielbienia. Namówiła mnie koleżanka i bardzo się z tego cieszę. Jestem 13 lat po rozwodzie z moim pierwszym mężem i nie mam stwierdzenia nieważności małżeństwa orzeczonego przez sąd kościelny. Dlatego nie mogę się spowiadać ani też przyjmować Eucharystii. Myślałam, że Wieczór Uwielbienia będzie jak zwykła Msza plus śpiewy o Panu Bogu.

Od dzieciństwa miałam ze sobą problem. Wyrywałam sobie włosy. Na początku wyrywałam trochę. Później miałam łyse placki. Zawsze obiecywałam sobie, że już w życiu nie wyrwę włosa. Jak przestałam wyrywać włosy, to zaczęłam wyrywać brwi, rzęsy, włosy z nóg i znowu włosy, i tak w kółko. Byłam u psychiatrów, ale oni tylko przepisywali mi tabletki, których nie brałam. Muszę przyznać, że na Mszy prosiłam ciągle Pana Boga, aby do mnie przyszedł i żeby mnie uzdrowił z mojego problemu. Po Mszy całą noc nie spałam, tylko w głowie miałam te pieśni o naszym Panu. Po całym następnym dniu zauważyłam, że w ogóle nie klnę, a bardzo klęłam do tej pory, i że jestem jakaś taka spokojna, nie denerwuje się. Gdzieś po dwóch dniach zorientowałam się, że nie wyrywam włosów, nie mam takiej potrzeby. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę tego robić i że końcu będę miała włosy, a nie placki łyse na głowie. Chwała Panu!

Jola, lat 42

 

Podczas XXIX Tyskiego Wieczoru Uwielbienia padło słowo poznania, że Pan Jezus chce przyjść do osób, które są przygniecione cierpieniami. Wymienionych było kilka imion, w tym moje. Mówiłam w myślach: „Czy to do mnie, Panie Jezu?” Poczułam ciepło wewnątrz siebie i byłam już pewna, że to do mnie. Zaczęłam płakać. Pan Jezus przyszedł do mnie, przytulił mnie i zapewnił, że nie jestem sama w swoim cierpieniu. Dał mi siłę, abym mogła nieść swój krzyż na każdy dzień, razem z Nim. Ważne jest, aby zgodzić się z wolą Bożą, żeby zaufać Panu Jezusowi. On wszystko wie i wszystko widzi. Zawsze jest przy nas i nas kocha. A cierpienie zbliża do Pana Boga, nie cierpimy już sami, cierpimy z Nim. Cierpimy dla naszego uświęcenia i nie tylko. Chwała Panu!

Anna, lat 30

 

XXIX Tyski Wieczór Uwielbienia był moim trzecim. Czułam, że muszę tam być, że choćby świat się walił, powinnam znaleźć się właśnie w tym miejscu. Tydzień wcześniej byłam w górach, gdzie coś stało się z moją nogą. Bardzo mnie bolała, utrudniała poruszanie. (…) Kiedy weszłam do kościoła, byłam pewna, że nie uda mi się tyle wytrzymać, że nie wystoję, a w poniedziałek wybiorę się do lekarza. Pamiętam, że gdy ksiądz chodził z Najświętszym Sakramentem po świątyni, zamknęłam na chwilę oczy. Nagle zrobiło mi się biało przed oczami. Poczułam, że wszystko, co mnie otaczało, odsunęło się ode mnie, że zostałam sama. Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że ksiądz zbliża się w moim kierunku trzymając w rękach Najświętszy Sakrament. Zatrzymał się nade mną, nad moją głową. Popłakałam się. Chwilę później usłyszałam, że teraz uzdrawiane są osoby, które mają problemy z kośćmi, mięśniami. Noga przestała mnie boleć i nie boli do dziś.

Jest jeszcze jeden cud, który wydarzył się tego Wieczoru, i który utwierdza mnie w tym, że Pan Bóg nas słucha. Na TWU przyjechał ze mną mój chłopak, który bardzo sceptycznie podchodził i chyba nadal podchodzi do tego wydarzenia oraz wielu innych rzeczy związanych z wiarą. Tego wieczoru modliłam się, aby Pan Bóg otworzył jego serce, aby nie było tak zatwardziałe. Wtedy usłyszałam, że Pan Jezus słyszy modlitwy osób, które proszą, aby serca innych osób otwarły się na działanie Jego łaski. Wierzę, że Pan Bóg odmienił bądź odmieni wszystkie zatwardziałe serca, które były obecne tamtego Wieczoru. Chwała Panu!

Karolina

 

Po ostatnim Wieczorze Uwielbienia odczuwałam pokój i radość pomimo wiszących nade mną problemów, prawdziwych czy też wymyślonych. Nawet mój ojciec, kiedy mnie zobaczył jak mówię i się śmieję, powiedział: „Teraz jesteś taka jak wtedy, gdy byłaś małą dziewczynką”. To znaczy, że po Wieczorze Uwielbienia wewnętrznie byłam dzieckiem, jeszcze nie poranionym, ufnym, spokojnym, radosnym, i tak się czułam. Dziękuję, Jezu. Chwała Panu!

Karina

 

W Tyskich Wieczorach Uwielbienia uczestniczyłam wielokrotnie, często doświadczając podczas nich Bożej obecności, bliskości i pokoju, czasem mocnych słów kierowanych do mnie, które niosły przede wszystkim nadzieję. Choć bywało i tak, że nie czułam żadnego poruszenia ani nawet pokoju. XXIX Wieczór Uwielbienia, w którym ostatnio uczestniczyłam był jednak zupełnie inny. Parę dni wcześniej udałam się spowiedzi, gdzie poza grzechami wylałam przed Panem po raz kolejny całą swoją bezsilność. Od wielu lat cierpiałam tak duchowo, jak i psychicznie, co objawiało się między innymi brakiem ufności w Bożą miłość i stanami depresyjnymi. Choć doświadczyłam od Boga naprawdę wielu łask i wysłuchanych modlitw, to przez lata żyłam w lęku, braku nadziei, smutku, czasem nawet na granicy rozpaczy. I trudno mi było uwierzyć, że Bóg naprawdę ma plan na moje niepoukładane i, jak mi się wydawało, beznadziejne życie. Kapłan w czasie spowiedzi zaproponował, bym przestała się modlić w swoich usilnie przez lata przedstawianych Panu intencjach, a zaczęła po prostu uwielbiać Boga.

Tyski Wieczór Uwielbienia był ku temu piękną okazją i pierwszy raz przyjechałam tu nie przynosząc ze sobą pakietu własnych intencji. Na sam początek uderzyły mnie słowa, że warunkiem uzdrowienia jest wiara w to, że Chrystus może uzdrowić, oraz, co do tej pory bardzo bagatelizowałam, gotowość do dania świadectwa. Przez cały czas Eucharystii i modlitwy dane mi było trwać w radosnym uwielbianiu Pana i bardzo cieszyłam się słysząc, jak wiele osób Pan uzdrawia, jak obficie rozlewa swoje łaski i pozwala doświadczyć swojej miłości. Choć nie słyszałam żadnego słowa skierowanego do mnie, a nawet pierwszy raz zdarzyło się tak, że w miejsce, gdzie stałam, nie dotarł Chrystus w Najświętszym Sakramencie, to mogłam odczuć Jego obecność i po prostu cieszyć się z innymi uzdrawianymi osobami, tak jakby to dotyczyło mnie osobiście. Na zakończenie modlitwy usłyszałam słowa, że cuda będą się działy jeszcze w najbliższych dniach, i tak też się stało. Od tego czasu Pan zabrał ode mnie lęk o moją przyszłość, depresyjne nastroje, moją głęboką nieufność oraz przekonanie, że sama muszę się zatroszczyć o siebie, i widzę, że w namacalny sposób przez różne wydarzenia zmienia moje życie. Dziękuję Bogu za to, co rozpoczął przez usta kapłana w konfesjonale, co okazał przez Wieczór Uwielbienia i kontynuuje nadal, oraz za łaskę doświadczenia, że im mniej skupiam się na sobie i swoich potrzebach, a bardziej zajmuję swoje myśli i serce Jego sprawami, Jego chwałą, z tym większą mocą On działa i troszczy się o mnie. Chwała Panu!

Anna

 

Na Tyskim Wieczorze Uwielbienia Pan Jezus kolejny raz pokazał, jak bardzo mnie kocha. Wróciłam do domu ze spokojem i radością w sercu. Teraz z większą nadzieją i optymizmem patrzę w przyszłość.

Marcelina

 

XXIX TWU był pierwszym, w którym uczestniczyłam. Przyszłam, bo byłam załamana śmiercią bliskiej mi osoby oraz bałam się podróży, która mnie czekała. Nie pisałam moich próśb na kartce, bo nie wiedziałam, że tak się robi. Miałam moje intencje w sercu. Gdy jednak zobaczyłam, ile ludzi chorych potrzebuje pomocy, to moje sprawy wydały mi się bardzo błahe. Postanowiłam, że nie będę prosiła Boga o nic dla siebie, po prostu z całego serca Go wielbiłam. Prowadzący modlił się za tych, którym umarła niedawno bliska osoba i którzy się martwią, czy ta osoba będzie zbawiona. Powiedział, że właśnie w tej chwili ta osoba dostępuje Królestwa Niebieskiego. Poczułam wtedy takie ciepło. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i myślałam, że zaraz się przewrócę. Odtąd przestałam już rozpaczać z powodu tej śmierci w naszej rodzinie. Moja podróż również się udała. Wróciłam bezpiecznie. Największą jednak łaskę, jaką otrzymałam, to dar ponownego zostania matką. Było to moje ukryte marzenie, niewypowiedziane, głęboko skryte. Gdy kapłan przechodził obok mnie i mojego męża z Najświętszym Sakramentem, to modlono się za pary, które nie mogą mieć dzieci. Widziałam tych młodych ludzi obok mnie, którzy mogli o to prosić. Ja nawet o tym nie myślałam. Niedawno dowiedziałam się jednak, że znów będę mamą. I to spowodowało, że napisałam to świadectwo. Wciąż nie mogę uwierzyć, że dostąpiłam aż tylu łask podczas jednego Wieczoru. Jestem bardzo szczęśliwa. Niech będzie Bóg uwielbiony! Chwała Panu!

Elżbieta, lat 41

 

Tak naprawdę to nie chciało mi się jechać na XXIX TWU, bo dzień wcześniej byłem na podobnym wieczorze w Gliwicach, ale żona nalegała. Wracając samochodem z Gliwic mówiłem do siebie: „Panie Boże, o co mam prosić? Wszystko mam, niczego mi nie brakuje (tak mi się wydawało na ten moment). Ale skoro taka Twoja wola, to będę Cię uwielbiał i wywyższał w Tychach”. Dobry Bóg miał jednak inne plany i pokazał mi, gdzie musi popracować, bo ja tego nie zauważałem. Na Wieczorze zostały wypowiedziane słowa poznania: „Pan Jezus chce też dotknąć serca Mariusza, który bardzo cierpi, ponieważ jest ojcem, a nie potrafi swoich dzieci obdarzyć miłością rodzicielską, ponieważ sam jej nie doświadczył, zwłaszcza ze strony ojca. Pan Jezus chce obdarzyć go prawdziwą miłością, miłością Ojca pełnego miłości, miłosiernego, dobrego”. Dociera to do mnie powoli i jeszcze Bóg musiał zwrócić się do mnie po imieniu. (…) Pan Jezus chce przemieniać moje serce jeszcze bardziej niż robił to do tej pory. A było co robić i co zmieniać. Najlepsze jest to, że Chrystus mnie zmienia w takim tempie i we wszystkich dziedzinach mojego życia. Chwała Panu!

Mariusz, lat 43

 

Na XXIX TWU w październiku poszłam bez żadnej konkretnej intencji, po prostu chciałam być z Jezusem i Go uwielbiać, ponieważ mam za co (…). W pewnym momencie uwielbienia przypomniało mi się, iż ostatnio bardzo prosiłam Pana Boga, by nie dawał mi już więcej potomstwa. Prosiłam Go, aby dał je parom , które nie mogą mieć, z ludzkiego punktu widzenia, dzieci. Zdałam sobie sprawę, że delikatnie, ale dosadnie powiedziałam Panu Bogu: „Nie chcę Cię już przyjmować w darze potomstwa”, i poczułam się bardzo źle z tym. Jak mogłam tak zrobić? Wyprosić Go ze swojego życia? Przecież przyjęcie dziecka to przyjęcie samego Boga. Zaczęłam płakać i Go bardzo za to przepraszać. Prosiłam, aby mi wybaczył to, co powiedziałam i jak Go potraktowałam. W pewnym momencie prowadzący powiedział, że są trzy osoby – imię Justyna było na samym końcu – które mają wyrzuty sumienia. Padły słowa: „Aby przestały się zamartwiać tą sprawą, już nie jest ważna, to już zostało wybaczone”. Poczułam się dobrze, ale oczywiście w głowie zaczęły się pytania: „Czy to na pewno do mnie? Może się przesłyszałam?”. Ale przyjęłam to. Gdy Pan Jezus chodził wokół nas, czułam pragnienie przytulenia się do Niego. Tak po ludzku wstydziłam się, że może przesadzam, że to bez sensu. W środku czułam jednak potrzebę przytulenia. I gdy kapłan stanął tuż nade mną, nie wahałam się, po prostu się do Niego przytuliłam.

Teraz, miesiąc po Tyskim Wieczorze Uwielbienia, mogę powiedzieć, że Bóg chce, abym znów została mamą. Powierzam Mu wszystkie moje lęki, obawy. Powierzam Mu codziennie moje życie. Utwierdzam się każdego dnia, że pomimo trudu nie mogę zrezygnować z Boga, bo nie dam rady. Nie chcę już zapominać o Nim. Pragnę tylko, aby żył we mnie. (…) Chwała Panu!

Justyna

 

Zacznę od tego, że wszystko utrudniało nam dojazd na Wieczór Uwielbienia. Najpierw ulewny deszcz, gdy tylko wyjechaliśmy z domu. Potem po pięciu minutach odpadła nam jedna wycieraczka. Po 20 minutach kolejna, mimo że nigdy nie było z nimi żadnego problemu. Z Bożą pomocą dojechaliśmy szczęśliwie tuż przed rozpoczęciem.

Na Wieczór przyjechałam z konkretnymi intencjami. Bóg przekonał mnie, że potrafi rozwiązywać nawet najtrudniejsze sprawy, jeśli tylko z wiarą Mu się je powierzy. Modliłam się między innymi w intencji mojej mamy, by pogodziła się ze swoimi rodzicami, ponieważ od dłuższego czasu nie utrzymywali ze sobą kontaktu, nawet telefonicznego. Mimo to mama pewnego dnia poprosiła mnie, abym ją do nich zawiozła. Myślałam już, że oni nigdy się nie pogodzą. Zaskoczenie było tym większe, że dziadkowie przyjęli mamę serdecznie, jak gdyby nigdy nie było między nimi żadnego nieporozumienia. Piszę o tym dlatego, że na Wieczorze Uwielbienia było słowo poznania, że Pan Bóg rozwiązuje konflikty rodzinne, które wydawały się nie do rozwiązania, i zawierzyłam, że Pan Bóg będzie działał w tej sprawie.

Modliłam się również, by Pan wskazał mi odpowiedni czas na dziecko. Mam już 29 lat. Wcześniej bardzo bałam się ciąży i porodu, ciągle były wymówki: nie teraz, bo ledwo po ślubie, nie teraz, bo remont, kredyty itd. Z jednej strony modliłam się, by Pan nie pozwolił mi przegapić mojego czasu na macierzyństwo, a jednak bardzo się bałam. Na Wieczorze Uwielbienia były słowa poznania, że osoby które pragną mieć dzieci, a nie mogły dotychczas ich mieć, zostaną rodzicami. My co prawda wcześniej nie staraliśmy się o dziecko, ale pomyślałam słysząc te słowa, że może i na mnie już czas. Pan Jezus otworzył moje serce i dziś jestem w ciąży. Uważam, że to coś najpiękniejszego, czym mógł mnie obdarzyć. Zdecydowaliśmy się na dziecko w czasie, gdy mąż był trzeci miesiąc bez pracy, można powiedzieć nierozsądnie, ale ja to zawierzyłam Panu Bogu, a On pobłogosławił nam i mąż od nowego roku ma nową pracę. Już nie martwię się o nic, poprosiłam Jezusa, by kierował moim życiem. Jezus zabrał mój lęk i dziś z utęsknieniem wyczekuję naszego dzieciątka. Chwała Panu!

Katarzyna, lat 29

 

W Tyskich Wieczorach Uwielbienia uczestniczyłam cztery razy. Nic spektakularnego w moim życiu się nie wydarzyło. Mimo to jedno jest pewne: odzyskałam wiarę w to, że do kościoła chodzi się dla modlitwy, a nie z obowiązku, bo jest niedziela. To, co przeżywałam na Wieczorach, było niezwykłe. Raz płakałam jak bóbr, innym razem wątpiłam, czy to, co dzieje się wokół mnie, jest prawdziwe. Najcudowniejsze jest poczucie wspólnoty. Stoją wówczas koło siebie ludzie bogaci, biedni, chorzy i wszyscy mają jeden cel: gorąca i szczera modlitwa dziękczynna lub błagalna. Nikt nie ocenia, czy siedzisz, czy błagasz o pomoc, czy krzyczysz. Wszyscy są jednością w wierze i uwielbieniu. Mam nadzieję, że choć jedna osoba z grona moich bliskich przełamie się i zechce ze mną przeżyć XXX Tyski Wieczór Uwielbienia. Chwała Panu!

Aleksandra, lat 49

 

Dziękuję Ci Boże za uzdrowienie i przemianę mojego życia. 17 października 2015r to data rozpoczęcia mojego nowego życia. Od około trzech lat odkąd dowiedziałam się o Tyskich Wieczorach Uwielbienia przyjeżdżam tu choć raz do roku. Już od pierwszego razu czułam potrzebę bycia na tych niezwykłych spotkaniach z Jezusem. Na co dzień jestem mamą i kobietą pracującą. W opinii bliższych i dalszych osób jestem praktykującą katoliczką i mam silną osobowość jednak ciągła bieganina i nadmiar coraz to nowych problemów przytłaczał mnie coraz bardziej. Po stracie dziecka kiedy poroniłam na własne życzenie obwiniałam siebie o wszystko i wszystkimi problemami najbliższych osób. Pojawiały się też stany depresyjne i myśli samobójcze, w spowiedzi używałam wymijających słów żeby nie powiedzieć wprost. Od lat miałam też problem z tym żeby spokojnie popatrzeć komuś w oczy. Czułam ciągły lęk i niepokój, oczami przerzucałam na wszystkie strony, często w rozmowie z kimś mimo woli zmyślałam, byle było tak jak ja chcę. Bóg jednak powiedział dosyć i wybrał dla mnie inną drogę. Tego dnia 17 października, teraz już jestem pewna, szatan kusił mnie ze zdwojoną siłą. Bolała mnie głowa, oczy, brzuch, chciałam ale nie mogłam wyjść z domu, bałam się czegoś. Jednak na przekór wszystkiemu pojechałam do Tychów bo chciałam też bardzo pomodlić się tam o zdrowie i nawrócenie mojego syna. Pojechałam. Oczywiście nie było gdzie zaparkować a gdy weszłam do Kościoła czułam niepokój. Zawsze stałam w tłoku z tyłu ale tym razem poszłam na balkon, nie było miejsca gdy chciałam się skupić i pomodlić ktoś podał mi krzesło przerywając modlitwę. Nie mogłam się tam skupić, czułam spojrzenia innych na sobie. Po pół godzinie zeszłam na dół i słyszałam w myślach idź do domu, nie męcz się było zimno ale powiedziałam sobie, że skoro tu jestem to wytrzymam do czasu kiedy ksiądz z Jezusem będzie przechodził koło mnie. Trzęsłam się z zimna, rozglądałam ale wytrzymałam. W pewnym momencie poczułam, że zbliża się do mnie ciepło, którego nigdy wcześniej nie czułam, zobaczyłam Kapłana z monstrancją, który stanął przede mną i pobłogosławił. Poczułam taki błogi spokój wewnętrzny. Potem usłyszałam że Jezus uzdrawia osoby dotknięte depresją i chorobami depresyjnymi, wiedziałam i czułam, że jestem wśród tych osób. Nie doczekałam do końca bo znów zrobiło mi się zimno ale wracając do domu czułam spokój, radość i nadzieję i tak jest do dziś, a co najważniejsze mogę patrzeć wszystkim w oczy i oczy nie uciekają mi jak wcześniej, rozmawiam spokojnie, umiem się skupić i czuję radość z życia. Na następny Tyski Wieczór Uwielbienia chcę jechać podziękować. Chwała Panu.

Alina

 

ŚWIADECTWA Z XXX TWU

Podczas XXX Wieczoru Uwielbienia, usłyszałam słowa, że Pan Jezus uzdrawia kobiety, których miłość została wykorzystana, które były zdradzone. Nie pamiętam dokładnie całej treści, jednak do dziś pamiętam, że cała krzywda, której ja nie nazwałam nigdy głośno w ten sposób, została na tym Wieczorze Uwielbienia głośno wypowiedziana. Wszystko jest prawdą, każde słowo wyraziło to, co przeżyłam i co nosiłam w sobie. Padło tam też moje imię: Janina. Bardzo, bardzo płakałam i nie potrafiłam powstrzymać łez. Ufam, że Pan zabrał te zranienia, że dalej mnie uzdrawia i przemienia. Chwała Mu za to!

Janina, lat 30

 

Na XXX Tyski Wieczór Uwielbienia miałam jechać z moim synem. Niespodziewanie dzień przed wyjazdem bardzo się rozchorował i nie mógł mi towarzyszyć. Przyjechałam nieco spóźniona, ponieważ miałam problem ze znalezieniem miejsca parkingowego. Stałam w przedsionku i nie ukrywam, że bardzo zmarzłam. Kiedy rozpoczęły się modlitwy o uzdrowienie żałowałam, że nie stoję w środku kościoła, ponieważ zmarznięte ciało nie do końca pozwalało mi na całkowite oddanie się modlitwie. Gdy usłyszałam, że Pan leczy ludzi cierpiących na nerwice, myślałam, że nie poczułam nic, bo jest mi strasznie zimno. Po chwili rozpoczęła się modlitwa za ludzi, którzy cierpią na rozmaite lęki (od kilku lat cierpię na nerwicę lękową). Wtedy poczułam niesamowite ciepło w okolicy serca i niewyobrażalną radość. Piszę to świadectwo w Wielki Piątek, więc około dwa miesiące po TWU, i myślę, że Pan zrobił coś jeszcze, o co Go nie prosiłam. Mój mąż, który bardzo nadużywał alkoholu, nie pije od tamtego momentu, co w naszym 20-letnim małżeństwie jest czymś zupełnie nowym. Przez miesiąc od TWU nie odczuwałam lęków, dzięki czemu mogłam bardzo odpocząć. Niestety później znowu wróciły, ale jakby rzadsze i jest mi trochę łatwiej je pokonywać. Już dziś z niecierpliwością oczekuję kolejnego TWU.

Marta

 

Uczestniczyłam w XXX Wieczorze Uwielbienia. W związku z tym wydarzeniem spotkały mnie dwie niezwykłe rzeczy. Po pracy, zmęczona, szłam w kierunku kościoła, mijałam innych podążających ludzi z krzesełkami. Żałowałam, że nie pomyślałam o tym. Potem przeciskałam się przez tłum w kierunku środka świątyni i nagle dostrzegłam pustą ławkę! Oprócz mnie znalazły miejsce kobiety, które swoje krzesła przekazały innym modlącym się. Zyskałam miejsce i widziałam miłość wzajemną ludzi do siebie.

W czasie Tyskiego Wieczoru modliłam się za córkę, która usamodzielniła się, wyprowadziła do własnego mieszkania i przestała chodzić do kościoła. Następnego dnia, w niedzielę rano zadzwoniła córka. „Mamo, przyjadę was odwiedzić i pójdziemy razem do kościoła”. Rozpłakałam się i dziękowałam Bogu za otrzymane łaski. Chwała Panu!

Katarzyna, lat 53

 

Od dłuższego czasu, przeszło miesiąc, cierpiałam na mocne bóle kręgosłupa. Szczególnie w nocy bardzo mnie bolało, nie mogłam spać, budziłam się wielokorotnie, aby zmieniać pozycję. Czasem wstawałam z łóżka, aby trochę pochodzić po mieszkaniu lub się pogimnastykować, lecz niewiele to pomagało. Na XXX Tyski Wieczór Uwielbienia szłam między innymi z intencją, aby te bóle minęły. W ten dzień dopadł mnie okropny katar – po prostu „lało mi się z nosa”. Na tą okoliczność wzięłam ze sobą duży zapas chusteczek. Okazało się, że niepotrzebnie, ponieważ kiedy weszłam do kościoła i rozpoczęła się Msza św., katar ustał i mogłam swobodnie oddychać. To był pierwszy cud – dzięki, Panie Jezu!

To naprawdę było niesamowite, ponieważ kiedy wróciłam do domu, katar znowu się pojawił. Wieczorem kładłam się z mieszanymi uczuciami, ale i tym razem Pan Jezus mnie zaskoczył – noc przespałam bez żadnego bólu kręgosłupa. Budziłam się kilka razy w nocy, ale nic mnie nie bolało! Choć czasem w dzień bolą mnie plecy, to wiem, że gdy kładę się spać, to mogę spokojnie zasnąć, bo Pan Jezus zabrał mi nocny ból. Chwała Tobie, Panie!

Joanna, lat 39

 

Na XXX Tyski Wieczór Uwielbienia przyjechałam razem z siostrą i jej mężem. Pierwotnie siostra miała mieć wykłady do późna, ale widocznie moc Ducha Świętego sprawiła, że mogła być. Weszliśmy do świątyni w momencie, kiedy zaczęły się świadectwa. Nie mogliśmy się przedostać przed sam ołtarz, jak zazwyczaj nam się udawało. Nie byłam z tego zadowolona. Pozostało nam miejsce na schodach prowadzących na chór. Nic nie widziałam. Stwierdziłam, że z pewnością ksiądz ze Najświętszym Sakramentem nie dotrze w takie miejsce. Żarliwie modliłam się o cud doświadczenia Ducha Świętego w sposób taki namacalny.

Dla Jezusa nie ma nic niemożliwego. Przyszedł nawet tam, łzy same płynęły, ale jeszcze było to dla mnie mało. Myślałam: kolejny Wieczór Uwielbienia i nic. Zaczęliśmy wychodzić z kościoła, gdy podeszła do mnie młoda dziewczyna ze słowami, które są dla mnie: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Przytuliłam ją mocno i rozpłakałam się. Chrystus przyszedł do mnie w drugim człowieku. Chwała Panu!

Ewelina, lat 34

 

Na jubileuszowy XXX TWU bardzo pragnęłam, jak to zazwyczaj miało miejsce, pójść przygotowana duchowo. W tym też celu chciałam się udać w piątek wieczorem do swojej parafii u franciszkanów (byłam już praktycznie przygotowana do wyjścia), ale plany zostały pokrzyżowane przez nagły przyjazd córki (…). Dotychczas na wieczory uwielbienia organizowane przez różne parafie w Tychach zazwyczaj udawałam się z konkretnymi prośbami dotyczącymi zarówno chorób duszy, jak i ciała, tak własnych, jak i poszczególnych członków mojej rodziny. Otrzymałam dotychczas wiele łask, więc tym razem chciałam po prostu podziękować Jezusowi za Jego wielkie miłosierdzie.

Idąc wieczorem 30 stycznia do kościoła pw. bł. Karoliny nie wiedziałam w ogóle, jaki będzie temat przewodni XXX TWU, ani, że sprowadzono na ten wieczór relikwie św. Charbela. Główną moją myślą, jaka towarzyszyła mi w drodze do kościoła, to prośba zanoszona do Jezusa o przebaczenie win, z powodu nieprzystąpienia do sakramentu pokuty. Moim ulubionym miejscem w kościele bł. Karoliny na TWU jest kaplica chrzcielna, więc i tym razem znalazłam tam dla siebie miejsce klęczące. W drzwiach wejściowych dostałam biuletyn na XXX TWU, mimo to nie zerknęłam na jego temat przewodni, a przeciskając się przez tłum ludzi zgromadzonych w kościele i przy konfesjonałach, jednoznacznie stwierdziłam, że do sakramentu pokuty z pewnością nie przystąpię, bo przecież przyszłam tu, by skupić się i podarować czas Jezusowi na Jego uwielbienie.

Pozostał jeszcze dylemat ewentualnego przyjęcia Jezusa w Najświętszym Sakramencie. W czasie Eucharystii komunikował ksiądz w tej kaplicy stojąc na stopniach chrzcielnicy. Przełamałam wewnętrzną obawę i wierząc w Boże miłosierdzie oraz powtarzając słowa „Jezu ufam Tobie”, zdecydowałam się przyjąć Jezusa do serca, chyba jako jedna z ostatnich osób, a w dodatku dostałam od księdza pouczającą uwagę: „proszę tego więcej nie czynić na klęczkach w takim tłumie, bowiem może być pani roztratowana”. W czasie trwania Eucharystii z otrzymanego wcześniej Biuletynu na XXX TWU korzystałam tylko ze śpiewnika umieszczonego na ostatniej stronie, ale w dalszym ciągu nawet nie zerknęłam na temat przewodni.

Na Tyskie Wieczory Uwielbienia nigdy nie zabieram krzesełka, zazwyczaj czas poświęcony Bogu spędzam na klęczkach, i tak też było tym razem. Zaraz po zakończonej Eucharystii, tuż na samym początku czuwania modlitewnego, całe moje ciało zaczęło drżeć, trzepotałam bezwiednie rękoma a zęby w obu szczękach uderzając o siebie wzajemnie, głośno dzwoniły. Płakałam, mocno płakałam. Po chwili usłyszałam głos prowadzącego czuwanie modlitewne, który przekazywał wiernym zgromadzonym na modlitwie, że Pan Jezus przychodzi do osób, które wielbią Jego Serce. Wtedy też automatycznie w myślach dotarła do mnie informacja, że to właśnie ja staram się w każdy piątek wielbić Jego Najświętsze Serce i że Jezus przyszedł w tym momencie do mnie, aby mi pobłogosławić. Ponadto odczułam, że Jezus w swoim bezgranicznym miłosierdziu odpuścił mi grzechy, a moja decyzja przyjęcia Jego Ciała w postaci Komunii Świętej była słuszna. Już dawno zaufałam Mu bezgranicznie, a jeśli nawet zbłądzę, to powtarzam w myślach: „Jezu ufam Tobie, więc daj mi siłę do przezwyciężenia piętrzących się przeszkód”. Dawno temu bardzo nisko upadłam usuwając ciążę, a On wiernie stał przy mnie, podniósł mnie z upadku, przebaczył, podał mi wówczas i ciągle podaje mi swoją dłoń.

Zrozumiałam, że Jezus po to przelał swoją świętą Krew, będąc bezlitośnie biczowany, a w końcu ukrzyżowany, by mnie grzeszną wybawić od potępienia wiecznego. Czuję, że On mnie kocha, że On mnie miłuje i przebacza moje przewinienia, bowiem chce w swoim miłosierdziu mnie zbawić. (…) W czasie modlitwy o uzdrowienie chorych byłam spokojna, dowiedziałam się ponadto, że jest z nami św. Charbel w postaci relikwii. Przeszłam w swoim życiu kilka operacji, które z Bożą pomocą kończyły się pomyślnie.

Dotychczas w czasie modlitw zawsze zależało mi najbardziej na duchowym uzdrowieniu najbliższych w mojej rodzinie, którzy nigdy nie odważyli się przyjść na takie wieczory uwielbienia Pana. Jednak na zakończenie modlitw o uzdrowienie, gdy ksiądz przechodził przez kaplicę chrzcielną z dużą monstrancją i błogosławił Najświętszym Sakramentem, odważyłam się poprosić Jezusa za przyczyną św. Charbela, o moje własne uzdrowienie z różnych dolegliwości fizycznych. Tak więc stojąc z tyłu za młodą dziewczyną wyciągnęłam do przodu ręce, zamknęłam oczy i prosiłam żarliwie Pana, jeżeli jest Jego taka wola, niech dotknie mnie i uzdrowi z dolegliwości, które uzna za konieczne. Po tych błaganiach nie wiem, co się ze mną działo. Wiem z całą pewnością, że nie mogłam się poruszać, byłam szczęśliwa i świadomości nie straciłam, bowiem słyszałam wypowiadane słowa: „to nic takiego, to tylko zaśnięcie w Duchu Świętym”. Kiedy się ocknęłam i otworzyłam oczy, zobaczyłam, że leżę w kaplicy na posadzce. Czułam się, jakbym cała była z gumy. Po pewnym czasie wstałam. Nie doznałam żadnych obrażeń fizycznych. (…) Jeszcze w domu po powrocie, siedząc wygodnie w fotelu, odczuwałam błogość i skutki zaśnięcia w Duchu Świętym. Dopiero po kilku dniach wzięłam do rąk Biuletyn z XXX TWU, aby przeczytać uważnie całą jego treść oraz temat przewodni, który brzmiał: „Bądź dla mnie skałą schronienia i zamkiem warownym, aby mnie ocalić (…). Panie, Tobie ufam od młodości”.

Zuzanna, lat 65

 

Na XXX Tyski Wieczór Uwielbienia wzięła mnie ze sobą siostra salwatorianka. To był mój pierwszy raz. Jechałam tam z rozdartym sercem, ponieważ w ostatnich dniach dużo w moim życiu się zdarzyło: odejście z domu i taka bezradność w tym wszystkim. Pojechałam, chociaż podczas Eucharystii trudno było mi się skupić, bo moje myśli wciąż biegły w inną stronę; jednak kiedy usłyszałam słowa św. Pawła: „Miłość cierpliwa jest”, poczułam, że Jezus właśnie do mnie kieruje te słowa.

Podczas modlitwy uwielbienia, kiedy prowadzący mówił, że Pan Jezus chce szczególnie dotknąć swą miłością osoby, które zostały poranione, które nie doznały prawdziwej miłości, które także są związane grzechami nieczystości. Poczułam, że właśnie mnie Jezus chce uzdrowić w tym momencie. Mam tylko całkowicie Jemu zaufać. Zaufałam i otworzyłam swe serce. Kiedy pod koniec modlitwy uwielbienia patrzyłam na Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie, poczułam na swych plecach ciepłą, bezpieczną dłoń i wtedy z moich oczu płynęły łzy. Własnymi słowami powiedziałam: „Jezu, Tobie oddaję wszystkie swe zniewolenia. Tyś moim Panem.” Do dzisiaj czuję tą ciepłą dłoń i wiem, że może być trudno, lecz Jezus jest we mnie i mnie uzdrawia.

Chwała Mu za to!

Katarzyna, lat 30

 

XXX TWU był czasem, gdzie byłem zainteresowany tylko jedną osobą: Bogiem. Przyjechałem na ten wieczór modlitwy, aby doświadczyć Pana Boga: Jego dobroci i miłości. I właśnie to się stało! Już od jakiegoś czasu zauważyłem, że moja relacja z Bogiem się zmieniła. Mam tu na myśli fakt, że przestałem się buntować przeciw prawdzie, że Bóg mnie kocha i pragnie mi to okazywać. Uwierzyłem miłości, jaką Bóg ma dla mnie. Dlatego na XXX TWU trwałem przed Bogiem pełnym miłości. Duch Boży uobecniał miłość Ojca i Syna we mnie. To doświadczenie trwa we mnie dalej. Jest już kilka dni po tym wieczorze uwielbienia, a ja nie potrafię przestać wielbić Boga. Moje pragnienie to ciągłe wychwalanie oraz wysławianie Go. Uzdrowił mnie z poczucia krzywdy, z poczucia bycia niekochanym. Dziękuję Ci, dobry Boże, za ten cały proces uzdrawiania. Dziękuję, że mnie nie zostawiłeś. Dziękuję, że Twoja miłość mnie uzdrawia, towarzyszy, chroni i umacnia. Dziękuję za dar wiary, nadziei i miłości. Chwała Panu!

Aleksander, lat 22

 

Na XXX Tyski Wieczór Uwielbienia przyjechałam po raz pierwszy i wcale nie było mi łatwo tam dotrzeć. Myślę, że to dlatego, iż dużo dobra miało wypłynąć z tego Wieczoru. (…) Ostatecznie dotarłam i Bogu niech będą dzięki. Jestem w takim momencie życia, że mam nowe życie w Panu po kursie Alfa. Moja świadomość duchowa prowadzi mnie w mocy Ducha Świętego do wielu zmian. Ciężko mi jednak zmieniać się wśród najbliższych i głosić właśnie tam słowo Pana, dlatego też wierzę, że Bóg słowami wypowiedzianymi na kazaniu podczas Mszy Świętej chciał mnie pokrzepić i Jemu niech będą dzięki! Cały wieczór napełnił mnie pokojem Ducha Świętego. Pan znowu mnie podniósł, bym mogła iść dalej! Chwała Tobie, Panie!

Beata, lat 31

 

Na XXX Wieczór Uwielbienia przyjechałam podziękować za ostatnio otrzymane niezliczone łaski: natchnienie podczas pisania dysertacji i siłę do ukończenia studiów trzeciego stopnia. Wiem, że bez Ducha Świętego nie napisałabym ani jednego zdania. Doświadczam Bożego Miłosierdzia i działania świętych na co dzień. Jak dotąd Bóg zawsze dawał mi poznać wewnętrznie, kiedy działał w moim życiu i nie pozostawiał co do tego cienia wątpliwości. To był mój drugi Tyski Wieczór Uwielbienia. Nie przyszłam prosić o uzdrowienie, choć w głębi duszy go pragnęłam. Nie miałam odwagi poprosić, uważając, że na nie nie zasługuję. Prosiłam dla bliskich. Tego wieczoru odczytano świadectwo mojej siostry. Bardzo się wzruszyłam. Zauważyłam, że jej historia była natchnieniem do modlitw za innych ludzi w podobnej sytuacji. Zrozumiałam, że bardzo wiele dusz skorzystało z jej świadectwa i że ja też powinnam je napisać – dla innych ludzi.

Jestem naukowcem. Po zakończeniu XXX Wieczoru Uwielbienia próbowałam logicznie wytłumaczyć zjawisko, którego doświadczyłam podczas modlitw, lecz bezskutecznie. To już drugi raz czułam rozlewające się ciepło podczas modlitwy. Pierwszy, na XXIX Wieczorze, w okolicach narządów rozrodczych, drugi 30 stycznia, w okolicach klatki piersiowej. Wrażenie ciepła w okolicy jajników było mi znane z wcześniejszych dolegliwości, więc nie mogłam potwierdzić, że to odczucie na Mszy było wyjątkowe. Jednak niedługo po uczestnictwie w XXIX Wieczorze Uwielbienia okazało się, że lekarz potwierdził samoistne wchłonięcie 6,5-centymetrowej torbieli jajnika po podaniu medykamentów. Może to pozytywny efekt medycyny, a może lekarz był narzędziem w Boskich rękach?

Tym razem, na jubileuszowym XXX TWU, uczucie gorąca rozchodziło się od serca. Z upływem kolejnych minut wrażenie ciepła rozlewało się na cały tułów, z nasileniem na lewą stronę. Czułam wyraźną różnicę temperatur pomiędzy zewnętrzem a wnętrzem ciała. Odruchowo sprawdziłam chłodne palce, kark. Czy to złudzenie? Nastąpił dziwny zbieg okoliczności ze świadectwami o ciepłe rozchodzącym się w narządach wiernych. Potem usłyszałam słowa osoby prowadzącej: „Są wśród was osoby, które uważają, że nie są godne uzdrowienia. Jezus do was mówi: Żaden grzech nie jest większy od Mojego Miłosierdzia (...)” Dalszej części słów nie zapamiętałam, bo te odbiły się jak dzwon w moich uszach, a serce i ciało zaczęło drżeć, ciągle czując gorąco w ciele przy jednoczesnym chłodzie skóry.

Obecnie jestem przed zabiegiem laparoskopowym. Modlę się, aby Bóg kierował rękami lekarzy i powierzam Mu ich decyzje. Uczę się bardziej ufać Jezusowi także na innych płaszczyznach życia, choć ta sztuka wymaga ciągłego doskonalenia. (…)

Ewelina, lat 29

 

To mój drugi Tyski Wieczór Uwielbienia, ale bliskość z Bogiem mam już od roku. Byłam osobą pogubioną, ale sytuacje z mojego życia spowodowały, że Bóg przyszedł do mnie Sam. Ja złapałam się za Jego rękę i od tamtej pory moje życie zmieniło się diametralnie. Działania Boga żywego doświadczyłam słuchając Słowa Bożego, które zaproponowali mi przyjaciele, widząc, że kompletnie sobie nie radzę. To przygotowało mnie do tego, że chciałam oddać Mu całe swoje życie.

Bóg przemieniał mnie. Przystąpiłam do spowiedzi świętej i oddałam wszystkie grzechy, zranienia i całkowitą bezradność, jako człowiek, który żył bez świadomości tego, że Bóg go kocha. Kiedy oddałam to wszystko, Bóg przyszedł do mnie i objawił się swoją Mocą, a ja upadłam czując, jak ciemność opuszcza moje ciało, a w zamian przychodzi ulga, lekkość i miłość. Rozpłakałam się nie rozumiejąc zupełnie, co się wydarzyło. Wtedy czułam Bożą obecność. Przy tym czułam się zupełnie bezpiecznie. Płakałam, moje łzy płynęły. Były to łzy wdzięczności i ogromnej miłości. Od tamtej pory tak pokochałam Boga, że Pismo Święte to moja najlepsza lektura. Czytam książki, świadectwa, wszystko, co jest pod natchnieniem Ducha Świętego. Bóg przemienia moje życie. Prowadzi mnie i strzeże. (…)

Na XXX Tyskim Wieczorze Uwielbienia Duch Święty odpowiedział mi przez Słowo Boże. Zapytałam męża: „Dlaczego ja? Dlaczego niektórzy odwrócili się ode mnie?” Mąż powiedział, że to dlatego, że się boją prawdy. Duch Święty odpowiedział mi Ewangelią wg świętego Łukasza i pięknym kazaniem biskupa. Bóg kolejny raz odpowiedział mi, że nie zawsze ludzie będą zadowoleni z tego, co do nich mówię, choć nigdy nie mówię do nich bez miłości. Trudno jest im zrozumieć, przyjść i zaufać Bogu. „Zaprawdę powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”.

Wyszłam z tego Wieczoru kolejny raz umocniona. Kiedy Jezus mówił do innych przez prowadzących, do mnie przyszedł i powiedział: „Ty słyszysz Mój głos, idź tam, gdzie cię powołałem, jesteś wierna i posłuszna Mojemu Słowu. Kocham Cię”. Wciąż przychodzi do mnie i odpowiada na wszystkie moje pytania. Czasem kiedy modlę się, głęboko uwielbiając Go, czasem odpowiada mi przez książki albo działa przez innych ludzi. Wciąż się o mnie troszczy. Uwielbiam Boga za wszystko, co dla mnie uczynił. Zawsze chcę trzymać Go za rękę, bo tylko z Nim czuję się bezpiecznie. Czuję, że żyję, że odkryłam, co Bóg miał dla mnie od dawna, i spełniam się, służąc Bogu. Chwała Panu!

Anna, lat 33

 

Pojechałam pierwszy raz na XXX Tyski Wieczór Uwielbienia. Byłam smutna ponieważ 1,5 roku temu mój tata popełnił samobójstwo. Nie umiałam się z tym pogodzić, bardzo za nim tęskniłam i tęsknię. Już pod sam koniec modlitwy doznałam łaski Bożej i Pan Jezus przez osoby prowadzące powiedział do mnie, że zawsze jest przymnie. Te słowa bardzo mnie poruszyły nigdy się tak nie czułam. W moim sercu doznałam że Jezus jest przy mnie. Od tego czasu moje życie zmieniło się. Zawsze jestem z Jezusem, modlę się do Niego i dziękuję mu za wszystko. Jestem już całkiem innym człowiekiem. Chwała Panu.

Ania, lat 14

 

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< listopad 2019 >
pnwtśrczptsond
    1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30


Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca