Facebook
Centrum Duchowości

Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej
przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl

Świadectwa z XXVIII oraz niepublikowane wcześniej świadectwa z TWU

NIEPUBLIKOWANE WCZEŚNIEJ ŚWIADECTWA Z POPRZEDNICH TWU

Świedactwa z XXVIII TWU >>

Uczestniczyłam w XXV Tyskim Wieczorze Uwielbienia wraz z moim mężem. Przyjechaliśmy z Gliwic, by wielbić Pana. Podczas gdy kapłan przechodził z Najświętszym Sakramentem pomiędzy wiernymi, padały słowa Pana Jezusa imiennie do różnych ludzi. Miałam pragnienie, by Pan przemówił także do mnie osobiście. Modliłam się w duchu: „Panie Jezu, ja wiem, że Ty nikogo nie wypuścisz stąd bez łaski, ale ja chciałabym, abyś mnie dzisiaj przytulił i przemówił do mnie, bo to, co otrzymuję od Ciebie, często jest bezimienne i nie mam pewności, że dotyczy akurat mnie". Ledwie skończyłam tę modlitwę, usłyszałam słowa przekazane przez prowadzącego kierowane do mnie: „Jest tu Jadwiga, kobieta w średnim wieku. Pan Jezus mówi: Od trzech lat zmagałaś się z depresją. Byłaś bardzo dzielna. Teraz odbieram ci ją i zawieram z Tobą przymierze”. Mój mąż rozpłakał się, bo wiedział, że to do mnie. Ja oniemiałam i padłam na kolana. Panie Jezu, dziękuję Ci za tę depresję, która przywiodła mnie do Ciebie i dziękuję Ci za to, że mi ją zabrałeś. Bądź uwielbiony, Panie Jezu, w swoim miłosierdziu, które okazujesz swym niegodnym sługom. Na tym samym spotkaniu Pan Jezus odebrał ludziom cierpiącym na bóle kręgosłupa ich ból, by było im lżej stać podczas spotkania. Dotyczyło to także mnie. Kręgosłup nie bolał mnie jeszcze kilka dni potem. Bogu niech będą dzięki za Jego łaskawość!

Jadwiga, lat 50

Pragnę podziękować Panu za wszelkie otrzymane dary. Wierzę, że jest ze mną co dzień i wspiera mnie w moim działaniu. Przez ostatnie lata różnie bywało w moim małżeństwie. Największą moją bolączką było nadużywanie alkoholu przez męża oraz jego lekceważące podejście do spraw wiary. Tego faktu nie potrafiłam zaakceptować. Czułam się bezsilna. Poprzedniego lata próbowałam namówić męża, aby pojechał ze mną na wieczór uwielbienia, wierzyłam, że w Panu nadzieja. Ale kategorycznie odmówił. Był zły, że w ogóle tam pojechałam. Wtedy prosiłam Boga w Trójcy jedynego, abym na kolejne spotkanie mogła przyjechać razem z nim, a Duch Święty dokona reszty. Mocno w to wierzyłam. I tak się stało. Na XXVIII Tyski Wieczór Uwielbienia pojechałam z mężem. Razem byliśmy świadkami działania Ducha Świętego, Jego mocy i miłości. Coś, co było niemożliwe, stało się możliwe poprzez wiarę. Jeśli Bóg ze mną, to kto przeciwko mnie? Wierzę w to głęboko, Chrystus nadaje sens mojemu życiu. Chwała Panu!

Marianna, lat 48

Pierwszy raz pojawiłem się na Tyskim Wieczorze Uwielbienia razem z żoną. Był to XXVI wieczór, więc trochę późno składam to świadectwo, ale ciągle czułem się, jakbym nie powiedział „dziękuję”, i to samemu Jezusowi. Więc czynię to teraz. Od kilku lat cierpiałem na ból kolana, raz bardziej, raz słabiej. Ale podczas spotkania modlitewnego, kiedy ujrzałem tylu o wiele bardziej cierpiących, nie bardzo miałem odwagę prosić o moje uzdrowienie. Bardziej skupiłem się na dziękowaniu i uwielbianiu Boga. Mimo to podczas każdego uklęknięcia myśl na temat modlitwy o zdrowie przelatywała mi przez głowę. Podczas spotkania padły słowa o uzdrowieniu cierpiących na bóle stawów, ale jakoś nie miałem odwagi brać tych słów do siebie. Cały wieczór modlitewny był dla mnie dużym przeżyciem. Poczułem się, jakby ktoś mnie podłączył do jakiejś wspaniałej „ładowarki”. Pojawiłem się też na następnych wieczorach. No i właśnie uświadomiłem sobie, że kompletnie zapomniałem o bólu, nawet zastanawiałem się, które kolano bolało mnie przez tyle lat. Ból zniknął. Chwała Panu!

Eugeniusz lat 57

O świadectwie myślałam już od dłuższego czasu. Ale zdecydowałam się na nie dopiero dziś, po uzmysłowieniu sobie, że Pan w moim życiu zadziałał mocno, choć wcale nie spektakularnie. Pierwszy raz na Tyskim Wieczorze Uwielbienia byliśmy z mężem ponad 3 lata temu. Zawsze marzyłam, żeby doświadczyć żywego Kościoła, takiego jak w Dziejach Apostolskich. Myślałam, że w naszym katolickim wydaniu to niemożliwe. Na szczęście nie miałam racji. (Dodam tylko, że od pewnego czasu modliliśmy się z mężem o ożywienie wiary, o powstanie jakiejś wspólnoty w naszej małej miejscowości. Uzmysłowili nam potrzebę takiej modlitwy nasi przyjaciele zielonoświątkowcy. Po jakimś czasie do naszej parafii przybyli nowi księża. Jeden z nich zachęcił nas do wstąpienia do wspólnoty Domowego Kościoła, co też uczyniliśmy. To z nim pierwszy raz przybyliśmy, by wspólnie z wami uwielbiać Jezusa. To tu przyszły łzy oczyszczenia (ryczałam jak bóbr i nie umiałam tego powstrzymać przez dwa wieczory). Tu przekonałam się, że są ludzie pragnący głębokich relacji z Panem, Jego bliskości. Zobaczyłam żywą wiarę, zapragnęłam jej. Od was usłyszeliśmy, żeby zacząć u siebie, w swoich parafiach gromadzić się, by uwielbiać Boga. Zresztą czuliśmy w sercu taką potrzebę i pragnienie, bo Tychy są 120 km od nas i choć przywieźliśmy już kilka busików ludzi, to całej parafii nie damy rady:). Chcieliśmy, by nasi znajomi, nasze rodziny też mogły usłyszeć i przeżyć to, czego my byliśmy świadkami. Od dwóch lat regularnie, raz w miesiącu prowadzimy nasze wieczory uwielbienia, a raz w tygodniu gromadzimy się jako wspólnota na modlitwie. Początkowo była nas garstka - takie typowo ewangeliczne 2 - 3 zgromadzonych w imię Jezusa. Dziś jest nas już więcej - w przedziale wieku od 14lat do 60+ i cieszymy się, że coraz więcej osób włącza się w modlitwę spontaniczną, granie, śpiew. Dlatego dziękuję Panu Bogu, że nas zmobilizowaliście, a innych zachęcam, by nie bali się zacząć. Nawet jeśli będą jakieś przeszkody „techniczne", oddajcie je Panu Bogu, bo jeśli to ma być Jego dzieło, to kto jak kto, ale Stwórca nieba i ziemi poradzi sobie z naszymi ograniczeniami. Ważne, byśmy przy Nim trwali!!! Alleluja i Chwała Panu!

Izabela

ŚWIADECTWA Z XXVIII TWU

Uczestniczyłam w Tyskich Wieczorach Uwielbienia już kilkakrotnie i zawsze zazdrościłam ludziom, że Pan łaskawie na nich spoglądał i leczył z różnych chorób. Na poprzednim XXVIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia byłam o dwóch kulach, gdyż byłam po wypadku przy pracy. Jego skutkiem było pęknięcie kręgosłupa z przemieszczeniem w piątym kręgu lędźwiowo-krzyżowym i ucisk na rdzeń kręgowy. Nie umiałam chodzić bez pomocy kul, a w domu bez pomocy bliskich nie mogłam normalnie funkcjonować. Wstawanie z łóżka było dla mnie męczarnią, a przejście z łazienki do pokoju to był wielki maraton, nie mówiąc już o wchodzeniu po schodach. Podczas ostatniego Wieczoru Uwielbienia Pan Jezus spojrzał na mnie. Gdy prowadzący modlił się za ludzi mających problemy z kręgosłupem i układem ruchu, na początku nie poczułam niczego. Jednak gdy w auli Jana Pawła II ksiądz, który niósł Najświętszy Sakrament, zatrzymał się i modlił nade mną, to poczułam w głowie tak wielkie ciśnienie, jakby mózg miał mi zaraz wypłynąć. Bardzo płakałam i nie mogłam przestać, jakby ktoś odkręcił kurek z moimi łzami. Po skończonym Wieczorze nie było żadnej poprawy mojego stanu fizycznego. Dopiero po około dwóch dniach zaczęłam odczuwać poprawę. Ból przestał się nasilać i zaczął ustępować. Nogi przestały drętwieć i sztywnieć. Mogłam powoli odstawić kule. Najpierw zaczęłam chodzić bez kul w domu. W najbliższą niedzielę do kościoła poszłam trzymając się mojej mamy, ale już bez kul. Kiedyś myślałam, że będę ich potrzebowała już do końca życia. Jeszcze dwa tygodnie chodziłam przytrzymując się drugiej osoby. Z dnia na dzień było coraz lepiej i ból ustąpił całkowicie. Teraz już mogę chodzić samodzielnie. Chwała Panu!

Małgorzata, lat 41

Pewnie tak jak wielu, widząc fragmenty Mszy z modlitwą o uzdrowienie, wypowiedzi księży egzorcystów, relacje z wielkich zgromadzeń przy np. o. Johnie Bashoborze, odbierałam to jako coś dziwacznego, niezrozumiałego i dla mnie niemożliwego do zaakceptowania. Wyrażałam głośnio moją negatywną opinię na temat tego typu praktyk religijnych i nie chciałam uczestniczyć w takiej dziwacznej formie eksponowania swojej wiary. Było tak do czasu, kiedy trafiłam na „Mszę uwielbienia”, na którą zapraszała na portalu społecznościowym koleżanka, która „się nawróciła”. Sama siebie uważałam za wierzącą i praktykującą. Po wejściu do kościoła na Tyski Wieczór Uwielbienia, czułam niepokój i irytację z powodu panującej ciasnoty. Wszystkie siedzące miejsca były zajęte już godzinę wcześniej, a przez cały czas wchodziły do kościoła kolejne grupy ludzi. Znalazłam kawałek miejsca dla siebie na schodach prowadzących na chór. Msza była zupełnie normalna, a jednak czuło się podniosłą atmosferę święta. Osob, wśród których stałam, były wyraźnie przejęte i uważne, głośno odpowiadały i śpiewały.
Moje osobiste doświadczenie, które trudno mi opowiedzieć słowami, to ogromna radość, błogość, wypełnienie całego ciała przyjemnym ciepłem, szczęście i pewność obecności żywego Jezusa! Każdego, absolutnie każdego! - zapraszam do otwarcia się na działanie Ducha Świętego. Od tamtej nocy zaczęłam moje NOWE ŻYCIE. Czuję się jak ślepiec, który odzyskał wzrok, jeszcze dużo rzeczy muszę poznać na nowo. Ale już widzę! Widzę świat w świetle Bożej Miłości :)
„Król królujących i Pan panujących, (...) Jemu cześć i moc wiekuista! Amen.”

Agnieszka, lat 40

Na ostatnim XXVIII Tyskim Wieczorze Uwielbienia prosiłam Pana Jezusa o uwolnienie kolegi Olka ze złych relacji z kobietami. Poznałam go przez portal społecznościowy i mam z nim kontakt telefoniczny. Jest żonaty i ma córkę w wieku ok. 3-4 lat. O jego problemach z kobietami wiedziałam prawie od samego początku naszej znajomości. XXVIII TWU odbył się 13 czerwca 2015 r. Ta data jest dla mnie dość charakterystyczna, bo to również dzień Matki Bożej Fatimskiej. Podświadomie czułam, że to będzie bardzo szczególny dzień. Nie spodziewałam się, że aż tak szczególny i że Pan Jezus wspólnie z Matką Bożą Fatimską tak szybko zadziałają. Kilka dni po TWU, gdzieś koło środy, kiedy rozmawiałam z Olkiem i pytałam, co u niego słychać, powiedział mi: „Nie uwierzysz, w niedzielę pojawiła się nagle w mojej głowie myśl, że jestem nieuczciwym człowiekiem wobec samego siebie, że żyję w ciągłym kłamstwie i do tej pory nie zdawałem sobie z tego sprawy. To spadło na mnie tak niespodziewanie, że postanowiłem od razu coś z tym zrobić. Tak, jestem seksoholikiem i w tę niedzielę pozrywałem wszystkie kontakty z kobietami, od których byłem uzależniony. Ponadto trafiłem w poniedziałek na grupę osób, wśród których znalazła się osoba, która poprowadziła mnie ku uwolnieniu się z mojego nałogu. W domu porozmawiałem uczciwie z żoną, nie kryjąc przed nią swojej choroby, dzięki czemu poprawiły się nasze relacje.” Kiedy tak słuchałam jego słów, wiedziałam, czyja to zasługa. Chwała Panu! Na tym samym Wieczorze prosiłam Pana Jezusa o to, aby na drodze mojej córki postawił osoby, które doprowadzą ją do Niego. Prosiłam, że jeśli taka jest wola Boża i darem od Pana jest chłopak, z którym spotyka się od 3 lat, to żeby został z nią. Jeśli jednak Jego wolą jest, żeby się rozstali, to niech tak się stanie. Po 2 dniach od tej modlitwy dowiedziałam się, że moja córka zerwała ze swoim chłopakiem i w niedługim czasie poznała dobrego młodego człowieka, z którym się spotyka. Chwała Panu!

Małgorzata, lat 45

Pragnę podziękować Bogu za uzdrowienie moich dłoni z egzemy. Podczas modlitwy o uzdrowienie osób z problemami skórnymi poczułam kłucie na dłoniach. Nie spodziewałam się, że Pan mnie obdarzy taką łaską, przyjechałam bowiem z zupełnie inną intencją (czy ta prośba zostanie wysłuchana - jeszcze nie wiem). Niezależnie od tego, chcę zaświadczyć, iż Tyski Wieczór Uwielbienia nauczył mnie przede wszystkim tego, że Pan Bóg czyni wiele dobrego, gdy się Go uwielbia. Pan najlepiej wie, co wymaga uleczenia w każdym z nas. Moje dłonie są gładkie, a moim lekarzem jest sam Jezus! Chwała Panu!

Alicja, lat 33

Na XXVII TWU modliłam się o nawrócenie i wyjście ze zniewolenia mojego syna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że XXVIII TWU również będzie błaganiem o jego zdrowie. 24 maja syn uległ ciężkiemu wypadkowi komunikacyjnemu. Żył tylko dzięki Opatrzności Bożej. Helikopter przetransportował go na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej w Krakowie. Późnym wieczorem dotarliśmy z mężem do szpitala. Widok był przerażający, a rokowania złe. Lekarze robili swoje, a ja każdą wolną chwilę spędzałam na modlitwie. Cały czas czułam bliskość Boga i On dodawał mi sił. Każdego dnia czekałam na uzdrowienie. Kiedy stan syna się poprawił, lekarze zdecydowali operować nogę (12 czerwca o godz.16). (Nie pozwolono mi zostać na OIOM-ie i tylko mogłam zadzwonić do lekarki). O godz. 21 usłyszałam złą wiadomość : serce syna przestało bić. Reanimowano go i po 10 minutach wróciła akcja serca. Syn żył. A ja tylko dzięki modlitwie przeżyłam tę noc. Rano pojechałam do szpitala. Rokowania były bardzo złe, ale ja modląc się mówiłam: „Boże, darowałeś mu dwukrotnie życie, ocal go”. Wracając z Krakowa poszłam prosto na Tyski Wieczór Uwielbienia. Byłam bardzo zmęczona, ale musiałam się spotkać z Jezusem i błagać go o zdrowie syna. Wiem, że często moje myśli były wtedy w Krakowie. Prosiłam: „Jezu, bądź przy moim synu”. Co jakiś czas zimy dreszcz przeszywał moje ciało, Jezus był przy mnie i moim synu. Po 2 miesiącach na OIOM-ie przekazano go na chirurgię. Dziś jest w domu ze swoją rodziną, a ja dalej modlę się o nawrócenie i poukładanie jego życia. Dziękuję Panu za łaskę życia. Chwała Panu!

Krystyna, lat 52

Na ostatni Tyski Wieczór Uwielbienia wybrałam się z mężem i koleżankami. Razem z mężem zasnęliśmy podczas kazania. Obudziliśmy się oboje w tym samym czasie - w momencie zakończenia kazania. Odbieram to jako łaskę. Duch Święty leczył nas ze zranień. Wcześniejsze 2 lata były dla nas wielką próbą. Żyłam w ciągłym lęku, że utracę mojego męża. Czułam zazdrość o wszystkie kobiety, które były wokoło. Ta udręka była przerażająca. Pomimo to cały czas trwaliśmy w Bogu, chociaż było ciężko. Kiedy podczas Tyskiego Wieczoru Uwielbienia ksiądz przechodził z Panem Jezusem, dostałam dar łez, których nie mogłam powstrzymać. A kiedy chciałam podnieść głowę, czułam potężną moc trzymającą mój kark w pozycji do skłonu. Nie mogłam podnieść głowy. Pan Jezus leczy moje zranienia. Od tego czasu minęło kilka miesięcy, a ja doświadczam Jego łaski, przyjmuję i dziękuję za nią. Trwamy z mężem przy Bogu, a On nam błogosławi. Czujemy to każdego dnia. Chwała Panu!

Ewa, lat 37

Po Tyskim Wieczorze Uwielbieni odnalazłam drogę do Pana Boga. Moje życie stało się spokojniejsze i łatwiejsze, kiedy On zamieszkał w moim sercu. Chwała Panu.

Aneta, lat 38

Na XXVIII TWU przyjechałam po raz pierwszy z nadzieją na to, że Bóg cudownie sprawi, że odejdą raz na zawsze wszelkie moje lęki i fobie zatruwające mi życie, odbierające mi energię do życia i uniemożliwiające normalne funkcjonowanie. W pierwszych słowach modlitwy prowadzący wymienił osoby, „które przyszły tu dzisiaj z lękami, depresjami". Pomyślałam: Tak! Rzeczywiście miałam się tu dzisiaj znaleźć, choć wcześniej się wahałam. Zaczęłam gorliwie modlić się o uwolnienie od mojego ciężaru, z oczu płynęły strumienie łez, drżałam. Po jakimś czasie zaczęłam odczuwać ulgę i wiarę w to, że od teraz będzie już dobrze. Do momentu gdy usłyszałam dobiegające z głębi kościoła przeraźliwe krzyki. Choć prowadzący uspokajał, że nie należy się obawiać, bo to choroba opuszcza ludzkie ciało, ja przeraziłam się tak bardzo, że po niespełna dwóch tygodniach prawdziwej psychicznej męki konieczna była wizyta u lekarza. Pani doktor przyjechała na wizytę, choć tego dnia zwykle nie przyjmowała pacjentów. Po długiej rozmowie, którą przepłakałam, zdiagnozowała zaawansowaną nerwicę lękową. Myślę, że może właśnie to było moje uwolnienie, choć nie tak je sobie wyobrażałam. Droga do niego kosztowała mnie sporo cierpienia, ale moje modlitwy zostały wysłuchane! Paradoksalnie strach, który mnie niszczył, przyniósł mi ocalenie, bo zaczęłam się leczyć. Chwała Panu!

 

Iza, lat 39

Po tym jak szukając po stronach internetowych różnego rodzaju otuchy duchowej i ukojenia bólu po śmierci naszego syna Bartusia, natrafiliśmy na świadectwa ludzi którzy opisują swoje niesamowite przeżycia ze spotkania duchowego z Jezusem, zaplanowaliśmy wspólnie z żoną, że pojedziemy na XXVIII Tyski Wiecór Uwielbienia. Każde z nas miało własne intencje, z jakimi się wybraliśmy do Tychów (…). Na TWU przyjechałem z żoną i teściową. Byłem nastawiony bardzo mocno na to, że doznam oddziaływania mocy Jezusa na mnie. I nie zawiodłem się. Wierzyłem przecież i mam wiarę w Kościół katolicki i w prawdziwego Boga obecnego pod postacią eucharystyczną, bo uwierzyłem tej prawdzie, ktorą zawiera Pismo Święte. Przez cały czas trwania na modlitwie nie miałem jednak pojęcia, w czym ma pomóc święta Hostia, którą ksiądz niósł przez cały kościół. W pewnej chwili dotarło do mnie, że przecież tylko mocna wiara z głębi serca może sprawić coś, o czym nie miałem bladego pojęcia, Modliłem się więc w duchu swoimi słowami „Jezu, pomóż mi!" Powtarzając ciągle te słowa z coraz większą gorliwością i widząc, jak ksiądz idzie gdzieś tam coraz bardziej oddalając się ode mnie, wołałem Go w duchu: „Jezu, czy Ty mnie znajdziesz w tym tłumie, czy Ty mnie tu znajdziesz?". Wtedy poczułem tak niesamowitą siłę oddziaływania, która napierała na mnie od strony ołtarza, i tak niesamowity strach, jakby coś chciało ze mnie uciec. Miałem już wstać i wyjść z kościoła, bo serce biło mi szybko z jakiegoś niespotykanego lęku. Zrozumiałem jednak, czując to działanie, którego nie umiem nawet opisać, że to nie ja, ale „coś we mnie" ma stąd uchodzić. Postanowiłem przezwyciężyć siebie, wiedząc już, że to nie ja mam opuścić kościół. Modliłem się: „Jezu, spraw, gdy podejdziesz do mnie, żebym nie reagował krzykiem, ale przyjął Ciebie ze spokojem, bo wiem, że już o mnie wiesz". Poczułem jakby delikatny dotyk, jakby dosłownie dotyk piórkiem na piersiach, i po chwili uspokoiło się wszystko. Cały drżałem, tego nigdy nie zapomnę, bo takiego strachu, jak wówczas, w całym swoim życiu nigdy nie czułem. Po jakimś czasie, gdy ksiądz zbliżał się z Jezusem, odczuwałem coraz większą radość. Czułem taką jakby serdeczną opiekę nade mną. Nie czułem żadnego lęku. Nie wiem, co mi Jezus uczynił. Jeszcze nie wiem, jaki dar otrzymałem, ale może to tak nie działa, jak ja bym tego chciał, lecz zadziała w odpowiednim czasie. Bo przecież przyjechałem z samego Wałbrzycha prosić Jezusa o pomoc, a On wie, jakiej pomocy potrzebuję. Doznałem tego w taki sposób, o którym bym nawet nie pomyślał. Dodam tylko, że mam 46 lat i jestem szczęśliwy z takiej relacji z Bogiem, bo tego zawsze pragnąłem. Teraz, gdy wiem, gdzie się odbywają Tyskie Wieczory Uwielbienia, postaram się być na nich, kiedy będę tylko mógł, bo moja wiara się pomnożyła, a o to przecież prosiłem Pana Boga. Chwała Panu!

Mirosław, lat 46

Kontakt

Parafia pw. bł. Karoliny Kózkówny
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy

Telefon czynny pn. - sob.
od godz. 1700 do 2130

884 927 067

E-mail: sekretariat@centrumduchowosci.pl

więcej

 

Kalendarz

< styczeń 2019 >
pnwtśrczptsond
 1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

Galeria zdjęć

Zdjęcia z Tyskich Wieczorów Uwielbienia

Nasze materiały

Cud Projekt
Notatnik SOW
Śpiewy z Tyskich Wieczorów Uwielbienia
Płyty CD
Książki

Szczególnie polecamy

Spotkania modlitewne
Tyskie Wieczory Uwielbienia
Wspólnota dorosłych
Rekolekcje
Seminarium Odnowy Wiary
Sesje Szkoły Modlitwy
Kiermasz Dobrej Książki

Patronat nad dziełem Centrum Duchowości sprawuje Centralna Diakonia Modlitwy Ruchu Światło-Życie.
© 2015 Centrum Duchowości Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Katowickiej przy parafii błogosławionej Karoliny Kózkówny w Tychach
ul. Ks. Tischnera 50; 43-100 Tychy; tel.: 884 927 067; @: sekretariat@centrumduchowosci.pl; www.centrumduchowosci.pl
Polityka cookies oraz regulamin serwisu | Stała współpraca